Saints Row IV – kosmiczna zabawa!

Twórcy Saints Row przyzwyczaili graczy do tego, że po grach z tej serii można spodziewać się absolutnie wszystkiego. W ciągu pierwszych piętnastu minut zabawy będziecie mieli okazję ocalić świat przed zagładą atomową, zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych, przyczynić się do wynalezienia lekarstwa na raka, a następnie oglądać śmierć blisko siedmiu miliardów osób. Jeżeli wsiądziecie już do pociągu zwanego Saints Row IV, przypnijcie się czymś mocno do fotela. Ten pociąg nie jedzie, on za… no, jedzie bardzo szybko.

Bardzo szybko okazuje się, że Saints Row IV mocno odbiega od tego, co mieliśmy okazję oglądać w Saints Row The Third. Motyw inwazji obcych i wirtualnego świata Symulacji wymusił kolosalne zmiany w rozgrywce. Główny bohater oprócz możliwości posługiwania się bronią konwencjonalną, którą podobnie jak w częściach poprzednich swobodnie ulepszamy, otrzymuje też supermoce, które rozwija na przestrzeni gry. I to właśnie dzięki dwóm mocom bezużyteczne stało się to, co bardzo lubiłem w trzeciej odsłonie Saints Row: samochody i ich tuning.

O ile wcześniej stanowiły one główny środek transportu, oczywiście do czasu kiedy nie dorwaliśmy w swoje ręce czołgu lub pojazdów latających, to tutaj korzystanie z nich jest po prostu niepotrzebne. Moce Supersprintu i Superskoku, zwłaszcza po ulepszeniu, okazują się wystarczające, aby przemieszczać się po mieście w tempie błyskawicy. Członek Świętych, którego poczynaniami kierujemy przypomina teraz raczej Alexa z Prototype, który może wspiąć się na każdy budynek i przebiec każdy dystans szybciej, niż przejechałby go dowolnym pojazdem. Nie powiem, skakanie po dachach budynków jest przednią zabawą, zwłaszcza że na ich dachach poukrywane są Klastry, które pomagają ulepszać odblokowane wcześniej Moce.

Miasto znane z Saints Row: The Third jest wbrew pozorom zupełnie innym miastem. Jest to jedynie Symulacja, stworzona przez naszego największego wroga – kosmitę o imieniu Zinyak. Zadbał on o to, aby usunąć z jego powierzchni wszelkiego rodzaju kryjówki. Od teraz naszym miejscem odpoczynku jest statek, do złudzenia przypominający Normandię z Mass Effect, do którego dostać możemy się za pomocą rozmieszczonych na mapie bram, które odblokowujemy wraz z rozwojem fabuły. Skoro zniknęły kryjówki, to zniknęły także miejsca garażowania pojazdów. Od teraz materializują się one po wykonaniu telefonu i zamówieniu wcześniej zachowanego egzemplarza.

W Steelport w dalszym ciągu znaleźć można wiele rzeczy do zrobienia, poza wykonywaniem misji głównych. Od teraz misje poboczne często wymagają przejęcia konkretnego sklepu (w Saints Row IV odbywa się to poprzez mini grę polegającą na hakowaniu modułu, nie zaś na zwykłym wykupie), wygrania wyścigu lub przeprowadzenia kolosalnej demolki. Wyzwania, które znaliśmy do tej pory uległy modyfikacjom, choć Przekręt i Chaos pozostały bez zmian. W tym drugim wprowadzono kilka różnych odmian – zniszczeń dokonywać można w czołgu, mechu, statku kosmicznym obcych, bądź za pomocą nie zawsze konwencjonalnej broni. Nowościami są Klub Walki, Wypalanie, Szczelina oraz dostępny w trybie kooperacji Znak Śmierci.

O ile misje poboczne mogą wydawać się wtórne (bo po prostu takie są), to główny wątek fabularny, trwający kilkanaście godzin, prowadzony jest w ciekawy i często dość zaskakujący sposób. Głównym zadaniem Prezydenta Stanów Zjednoczonych (czyli gracza) jest uratowanie swoich towarzyszy uwięzionych we własnych wspomnieniach przez Zinyaka, a następnie rozprawienie się z oprawcą ludzkiej cywilizacji. Wspomnienia bardzo często przybierają groteskowe kształty i podróż do każdego z nich jest zupełnie odmiennym doznaniem. Nie zabraknie charakterystycznych dla Saints Row wstawek rodem z gier arcade, a nawet prześmiesznej tekstowej przygodówki. Świat gry został dobrze przemyślany i pomimo tego, że jego elementy często się powtarzają, to ze względu na natężenie akcji po prostu przestajemy na to zwracać uwagę i świetnie się bawimy.

Poczucie humoru twórców nadal stoi na najwyższym poziomie absurdu. Czasami jest dość niskich lotów, ale wśród setek gagów, zabawnych tekstów i świetnych nawiązań każdy znajdzie coś dla siebie. Osobiście udało mi się znaleźć motywy powiązane z Matrixem, Tronem, Dead Island, serią Mass Effect, a nawet parodię sceny z piankowym marynarzykiem z Pogromców Duchów. Jednym z bardziej kontrowersyjnych nawiązań (w tym wypadku do Mass Effect) jest z pewnością możliwość flirtu z członkami załogi na pokładzie statku, także tymi tej samej płci. Polecam.

Twórcy gry nie uniknęli kilku wpadek, związanych głównie z oprawą graficzną. Dwa razy w ciągu kilkunastu godzin grania zdarzyło mi się na przykład wpaść pod tekstury. Za każdym razem zdarzyło się to w trakcie mini gry polegającej na uzyskiwaniu odszkodowań z wypadków drogowych. Bohater gry jest wtedy dość mocno poniewierany przez pojazdy i w związku z tym istnieje ryzyko wystąpienia drobnych bugów. Jeśli wcześniej graliście w tytuły wykorzystujące silnik fizyki Havok, wiecie o czym mówię.

Saints Row IV w kwestii grafiki nie odbiega od swojego poprzednika. Twórcy postawili na ten sam, miejscami poprawiony, engine graficzny i miejscami niestety widać, że grafika nie jest zbyt świeża. Można rzecz jasna powiedzieć, że na ekranie dzieje się tak wiele, że i tak nie ma czasu przyglądać się detalom, jednak te widać zarówno w trakcie walk, jak i podczas filmików przerywnikowych bazujących na silniku gry.

Volition należą się niemałe brawa za stworzenie czegoś nowego, przy jednoczesnym zachowaniu wszystkich najlepszych cech Saints Row: The Third. Jeśli pokochaliście trzecią część za specyficzny humor, absurdalne zwroty akcji i cięte dialogi, w czwórce znajdziecie to samo. Sposób prowadzenia akcji uległ zmianie dzięki wprowadzeniu ponadnaturalnych mocy, ale przez to możecie liczyć na jeszcze większą rozwałkę. Gra nie zostanie zapamiętana jako rewolucyjna – to pewne, ale z pewnością powinna być zapamiętana jako jedna z najlepszych i najzabawniejszych gier akcji.

Mocne strony:

  • bardzo długi wątek fabularny

  • tryskający zewsząd humor

  • niespodziewane zwroty akcji

  • możliwość ulepszania broni i mocy

  • grywalność

  • efektowne i wciągające walki

  • oprawa audio

  • sporo nowości względem Saints Row: The Third

  • kapitalne nawiązania do innych gier i filmów

  • niskie wymagania sprzętowe

Słabe strony:

  • przestarzały silnik graficzny

  • sporadyczne bugi

  • wtórność misji pobocznych

OCENA OGÓLNA: 9/10

Conowego poleca  


W naszej platformie testowej znajduje się sprzęt firm Zalman, SilentiumPC oraz Sapphire.

Obudowa SilentiumPC Gladius X80
Cooler CPU Zalman Performa
Karta graficzna Sapphire 7870 GHz Edition