iPhone 4S – smartfon doskonały?

W zasadzie premiera każdego kolejnego iPhone’a to wydarzenie na skalę światową. Miliony fanów produktu z logiem nadgryzionego jabłka wyczekują na coroczną konferencję Apple. Nie inaczej było w przypadku iPhone’a 4S. Jednak jego premiera wywołała nieco mieszane uczucia. Spodziewano się rewolucyjnej, piątej odsłony telefonu, a dostaliśmy jedynie nieco odświeżoną czwórkę. To jednak nie zmienia faktu, że iPhone 4S stał się najszybciej sprzedającym się smartfonem Apple w historii. Sam byłem ciekawy, co takiego jest nowej odsłonie smartfona, że sprzedaje się jak ciepłe bułeczki. Pod koniec listopada miałem okazję bliżej mu się przyjrzeć, krótko (zaledwie 4 dni), ale to wystarczyło, aby go poznać.

Pierwsze spojrzenie i miałem nieodparte wrażenie, że to żadna nowość, a jedynie przemalowany iPhone 4. Zmiany wizualne w stosunku do poprzednika są niemal niezauważalne. Przód i tył urządzenia został pokryty szklaną warstwą, a jego krawędzie wykonano z aluminium. Całość trzyma się pewnie w ręce i jak każdy iPhone, wygląda bardzo schludnie. Na górnej krawędzi znajduje się przycisk odpowiedzialny za funkcje blokowania ekranu oraz gniazdo mini Jack 3,5 mm. Po przeciwnej stronie mamy jedynie złącze Dock Connector. Na lewej krawędzi znajdują się przyciski regulacji głośności oraz przełącznik wyciszenia telefonu, po prawej stronie mamy natomiast gniazdo karty MicroSIM. Wymiary urządzenia pozostały bez zmian (115,2 x 58,6 x 9,3 mm), natomiast jego waga wzrosła o 3g (140g). Oczywiście w przypadku iPhone’a nie ma mowy o żadnych luzach czy innych tego typu wadach konstrukcyjnych. Wykonanie smartfona stoi na najwyższym poziomie, wszystko jest tutaj idealnie spasowane, a przyciski mają wyczuwalny i dobrze dobrany skok. Apple zdecydowanie stanęło na wysokości zadania i nie ma tutaj żadnej wątpliwości – mamy do czynienia z urządzeniem klasy premium. Pewne obawy budzi wytrzymałość konstrukcji, jak dowiodły eksperymenty co odważniejszych posiadaczy iPhone’a 4S – jest ona dość niska (upadek z wysokości  1 metra potłukł szybę ochraniającą wyświetlacz). Całościowo wygląd najnowszego smartfona Apple oceniam bardzo wysoko, nie jest w żadnym wypadku rewolucyjny, ale generalnie można się o nim wypowiadać jedynie w superlatywach.

iPhone 4S ma domyślnie zainstalowaną najnowszą – piątą odsłonę systemu operacyjnego iOS. Biorąc pod uwagę, że jest ona dostępna od pewnego czasu dla posiadaczy poprzedniej odsłony urządzenia na duże zmiany nie ma co liczyć. W zasadzie są one minimalne, natomiast dzięki zastosowaniu dużo wydajniejszych podzespołów, wzrost wydajności jest wyczuwalny. Przeglądarka internetowa Safari zdecydowanie przyspieszyła co widać zwłaszcza jeśli wejdziemy na jakąkolwiek bardziej rozbudowaną witrynę. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku wymagających gier (np. Dungeon Defenders czy Infinity Blade), nie ma żadnych przycięć, które czasami dość mocno dokuczały w przypadku iPhone’a 4. Jest to oczywiście wynik zastosowania prawie identycznych podzespołów co w iPadzie 2 (dwurdzeniowy procesor A5 oraz GPU PowerVR SGX543MP2 ), jedyna różnica to nieco niższe taktowanie dla CPU i GPU w przypadku smartfona. Bez zmian pozostawiono natomiast ilość pamięci RAM, jest jej nadal 512 MB.

Jedną z nielicznych nowości jaką znajdziemy w IPhonie 4S jest możliwość sterowania urządzeniem za pomocą głosu. Sławna aplikacja Siri naprawdę się sprawdza. Wydawanie poleceń głosowych jeszcze nigdy nie było tak przyjemne. Pomimo, że sama funkcja rozpoznawania mowy była obecna w telefonach już od dawna, nigdy nie zrobiono tego tak dobrze. Siri bez problemu potrafi wykonać nieco bardziej skomplikowane polecenia jak np. uruchomić odtwarzacz muzyki z określonymi parametrami i włączyć określoną piosenką. Całościowo korzystanie z Siri przypomina zwykłą rozmowę, a nie jak to do było do tej pory w przypadku podobnych rozwiązań – gadanie do ściany. Niestety aplikacja ma dwie zasadnicze wady. Wszelkie usługi związane z lokalizacją działają jedynie na terenie USA. Drugi problem (oczywiście nie dotyczy wszystkich) jest nieco bardziej kłopotliwy, Siri potrafi komunikować się jedynie w trzech języka – angielskim, niemieckim i francuskim. Możliwe, że w przyszłości pojawi się również polski, ale póki co nie jest dostępny. Szkoda trochę, że nie dopracowano funkcji dyktowania oraz odczytywania wiadomości. O ile ta druga funkcja działa w miarę nieźle, to wypowiedzenie tekstu w taki sposób, aby został poprawnie wprowadzony przysparza sporo problemów. Dodatkowo wszelkie znaki interpunkcyjne trzeba również podyktować, to nieco odbiera magii naszemu inteligentnemu asystentowi.  

Kolejną nowością jest iCloud, czyli osobista chmura dla użytkowników iPhone’a. Jest to nic innego jak wirtualna przestrzeń, w której możemy przechowywać np. dokumenty, kontakty, kopie zapasowe itd. Apple zmierza w kierunku całkowitego uniezależnienia urządzenia od komputera. Całkiem fajna sprawa, szczególnie dla osób, które podobnie jak ja za iTunes nie przepadają. Chmura o pojemności do 5 GB jest całkowicie darmowa, natomiast jeśli ktoś potrzebuje więcej przestrzeni, może wykupić abonament (ok. 340 zł) roczny, wtedy jej limit zostanie powiększony do 50 GB.

Sporo dobrego można powiedzieć o nowym aparacie cyfrowym (8 Mpix). Wykonane zdjęcia charakteryzują się wiernymi kolorami oraz doskonałą ostrością, nie miałem również większych problemów ze światłem żarowym. Zintegrowany stabilizator obrazu pomaga, ale cudów nie czyni. Nowy detektor umożliwia również nagrywanie materiałów wideo w jakości FullHD (1080p) przy około 30 klatkach na sekundę. Filmy prezentują się przyzwoicie, aczkolwiek widoczne są artefakty, które są wynikiem kompresji oraz lekkie smużenie (tearing).

iPhone 4S niestety nie jest idealny, posiada prawie wszystkie wady swojego poprzednika oraz kilka tylko swoich. Brakuje wsparcia dla technologii Flash, o pełnej wielozadaniowości możemy również zapomnieć. Radio nadal nie umożliwia odbierania fal ultrakrótkich, a akumulator jest wbudowany na stałe. Kolejnym problem jest przeciętna jakość rozmów, smartfon miał tendencje do wyłapywania szumu otoczenia, przez co odbiorca również go słyszał. Wyraźnie słyszalne przesterowanie głośnika występuje już po przekroczeniu średniej głośności. Mogę natomiast pochwalić Apple za rozwiązanie problemu z tzw. uściskiem śmierci – pomimo usilnych prób, nie udało mi się zmusić urządzenia do całkowitego zgubienia zasięgu. Niemiłych rozczarowaniem jest również krótszy czas pracy na baterii niż w iPhone’ie 4. Pomimo identycznej pojemności akumulatora widać wyraźnie, że mocniejsze podzespoły zużywają więcej energii. W pełni naładowany wystarczył mi na nieco ponad 5 godzin ciągłej rozmowy, zapętlony film odtwarzał się nieco ponad 9 godzin. W trybie normalnego użytkowania (WiFi, synchronizacja 3 kont email, 20-40 minut rozmów, 10-20 SMS-ów) smartfon domagał się podładowania po blisko półtorej doby, co jest wynikiem dobrym.
iPhone 4S to zdecydowanie udany telefon,  nie mam co do tego cienia wątpliwości. Mamy tutaj wszystkie najlepsze cechy poprzednika oraz kilka nowych równie dobrych. Jednak nowości jest za mało, a te które się pojawiły nie są na tyle rewolucyjne, aby usprawiedliwiały wydanie prawie 2800 zł (16 GB wersja), szczególnie jeśli posiadamy już (jeszcze) iPhone’a 4.