[NASZE WIDEO] Beyerdynamic Aventho 200: Słuchawki ze studyjnym DNA i niemieckim designem

Słyszałeś o firmie Beyerdynamic? Są spore szanse, że nie słyszałeś – chyba, że siedzisz w światku audio nieco głębiej. Ale to nieważne. Ważne pytanie brzmi: czy jesteś gotów nadrobić swoją niewiedzę? Bo mam tu słuchawki Beyerdynamic Aventho 200 i jest o czym opowiadać!

https://youtu.be/7fvdsdjK7_Q

Beyerdynamic? Co to za marka?

Beyerdynamic to marka, którą można opisać memicznym stwierdzeniem „kto wie, ten wie”. Nie jest znana powszechnie, ale jest znana tam, gdzie trzeba – wśród pasjonatów i ludzi profesjonalnie zajmujących się dźwiękiem. To niezależna, rodzinna firma z Niemiec, założona przez Eugena Beyera, która stara się w swoich sprzętach odzwierciedlać wartości kojarzące się z miejscem swoich narodzin: jest konserwatywna jeśli chodzi o rozwiązania technologiczne, skoncentrowana na jakości brzmienia, raczej inżynierska, niż designerska.

Na świecie to absolutna legenda studiów nagraniowych i radia a i u nas, tak, jak mówiłem, jeśli ktoś siedzi w audio, to nazwę zna i szanuje. W segmencie konsumenckim – czyli wszędzie indziej – firma jest niszowa. Jej naturalni rywale to Sennheiser, Audio‑Technica, Sony, Bose czy Bowers & Wilkins.

Aventho 200 to bezprzewodowe słuchawki wokółuszne ze średniej-wyższej półki, za które trzeba w tej chwili zapłacić około 900 złotych.  W portfolio stoją poniżej flagowego, droższego modelu Aventho 300, który oferuje bardzo podobny zestaw funkcji i możliwości – z kilkoma dodatkami – podnosząc poprzeczkę przede wszystkim w kwestii brzmienia i jakości wykonania oraz czasu pracy na baterii. Trzeba jednak liczyć się z ceną wyższą nawet o 800 złotych, więc raczej sporo.Aventho 200 Są skierowane do użytkowników, którzy szukają słuchawek nadających się do zabierania w podróż i oczekują wysokiej jakości dźwięku, ale nie audiofili – to nie ta kategoria i nie te pieniądze. Jeśli chodzi o wygląd, to dostępne są w wersji białej – przepraszam, Nordic Grey! – i czarnej, tej, którą mam tu ze sobą.

Beyerdynamic Aventho 200: Możliwości i cechy

Muszę przyznać, że byłem głęboko zaskoczony tym, jak prezentują się i „używają” Aventho 200 – rozumiem, że Beyerdynamic koncentruje się na tym, co w środku, a nie tym, co na zewnątrz, ale te słuchawki robią wrażenie tańszych, niż są. Tak, materiały są w porządku – aluminiowe elementy pałąka są grube i solidne, a poduszki ze sztucznej skóry  przyjemne w dotyku – ale już na przykład suwak włączania ma zdecydowanie zbyt duże luzy, a zawiasy pałąka wydają się niedokładnie spasowane. Regulacja długości pałąka działa dobrze, ale zastosowanie mechanizmu zapadkowego, zamiast płynnego wysuwania też kojarzy się z niższą klasą urządzeń.

W połączeniu z wyglądem, który najkrócej można podsumować jako „niemiecki design” – czyli „o co ci chodzi, to ma działać, a nie wyglądać” oraz ubogo wyglądającym zestawem sprzedażowym, w którym nie ma nawet twardego etui, a pudełko jest brzydkie, proste i z cienkiego kartonu, otrzymujemy sprzęt, który nie sprawia wrażenia premium.

No więc, wyglądać nie wygląda. A jak działa? No, tu zaczyna być widać, że Niemcy są zdecydowanie lepszymi inżynierami, niż projektantami. W środku znalazły się dynamiczne przetworniki o średnicy 45 mm, a elektronika słuchawek jest w stanie odbierać dane ze źródła z wykorzystaniem szerokiej listy kodeków. Oprócz typowych AAC czy SBC jest też aptX w wersji zarówno Adaptive jak i Lossless. To naprawdę coś.

W odsłuchu można poczuć, jak ujawnia się DNA marki: brzmienie jest raczej analityczne, szczegółowe, ale nie sterylne. Scena jest szeroka i uporządkowana, dając poczucie dobrej separacji instrumentów i ich precyzyjnego pozycjonowania. Bas w Aventho 200 jest -znów – raczej precyzyjny, niż głęboki czy powalający mocą, środek spójny i przejrzysty, a góra pozostaje przyjemna, bez zbytniej ostrości. Generalnie całość sprawia wrażenie naturalności, bez „podkręcenia” tego czy innego kawałka, żeby lepiej wpasować się w gusta któryś użytkowników.

Niezbędne dziś systemy elektronicznej kontroli interakcji z otoczeniem także są na miejscu. ANC robi dobrą robotę. Nie należy do czołówki, ale nie odstaje też na minus. Po włączeniu aktywnego tłumienia hałasu nie ma wrażenia nadciśnienia, jest natomiast wyraźnie słyszalny, choć delikatny szum, który może przeszkadzać, jeśli używa się ANC bez słuchania muzyki, która by go zamaskowała.  Tryb przejrzystości zapewnia dobrą orientację w otoczeniu, lekko wzmacniając dźwięki – tu też słyszalny jest wyraźny szum, który do spółki z podbiciem tła daje poczucie nienaturalności.

Duże brawa należą się projektantom Beyerdynamic za system sterowania Aventho 200. Sprzętowy przełącznik służy do włączania słuchawek i uruchamiania trybu parowania Bluetooh, a pojedynczy przycisk przełącza cyklicznie między trybami bez ANC, z ANC i transparentnym. Całą resztą steruje się za pomocą gestów na panelu dotykowym na prawej słuchawce i jest to zrobione dobrze. A nawet, bardzo dobrze. Gesty są proste i intuicyjne: głośność w górę, w dół, utwór do przodu albo wstecz, podwójne stuknięcie zatrzymuje i wznawia odtwarzanie. Ale co najważniejsze, działają zaskakująco pewnie – ani razu nie zdarzyło się, żeby słuchawki źle zinterpretowały mój gest albo nie odczytały go wcale. W orientacji pomagają przetłoczenia wyznaczające linie pion-poziom na panelu – to też przemyślany i przydatny dodatek.

Całkiem nieźle jest pod względem wygody  – duże muszle dobrze obejmują nawet większe małżowiny uszne, słuchawki trzymają się na głowie pewnie. Mimo, że wrażenie przypomina raczej sztywny, siedzący na głowie kapelusz niż miękką, otulającą ją czapkę, nie ma poczucia ucisku i dyskomfortu. 

Łączność zapewnia Bluetooth w wersji 5.4, który w testach nie sprawiał żadnych problemów i działał stabilnie także przez żelbetonową ścianę na dystans około piętnastu metrów. Słuchawki mają też złącze 3,5 mm a w komplecie jest przewód z odpowiednimi wtyczkami, umożliwiając używanie także po kablu. Oczywiście jest też i multipoint, czyli możliwość utrzymywania połączenia z dwoma urządzeniami jednocześnie i natychmiastowego przełączania między nimi, w zależności od tego, które jest aktywne.

Wbudowana bateria zapewnia przyjemnie długi czas pracy, sięgający nawet do 40 godzin przy włączonym ANC – to wystarczy na kilkudniowy wyjazd bez martwienia się o ładowanie, albo podróż przez pół obwodu świata rejsowym samolotem, wraz z czekaniem na przesiadki. Przyjemnym zaskoczeniem, które może ci kiedyś ułatwić życie jest fakt, baterię do Aventho 200 można kupić oddzielnie i wymienić ją samemu.

PODSUMOWANIE

Beyerdynamic Aventho 200 to słuchawki dla tych, którzy przywiązują mniejszą wagę do tego, jak dany sprzęt wygląda i jakie robi wrażenie, a większą do doskonałej wygody operowania – świetne kontrolki – i bardzo dobrego brzmienia. Oczywiście, to też kwestia, która podlega gustom: jest na rynku sporo słuchawek z ocieplonym brzmieniem i podbitym basem, które brzmią bardzo przyjemnie – Beyerdynamic pozostaje wierny swojej studyjnej spuściźnie i jego Aventho 200  oferują raczej surowszy, bardziej analityczny dźwięk.

Na miejscu są wszystkie funkcje nowoczesnych słuchawek, a czas pracy na baterii daje niemieckim inżynierom powód do dumy. Generalnie, w tym samochodzie plastiki trochę trzeszczą a linia nadwozia jest nijaka, ale za to fotele są wygodne, spalanie oszczędne, a silnik chodzi jak w zegarku. Zainteresowany?