Vulcan Centaur znów pod lupą. Anomalia podczas startu z satelitami wojskowymi
Start z przylądku Cape Canaveral Space Force Station miał być kolejnym rutynowym krokiem w budowie nowej ery amerykańskich lotów rakietowych. Rakieta Vulcan Centaur, rozwijana przez United Launch Alliance (ULA), wystartowała po raz czwarty, wynosząc na orbitę dwa satelity rozpoznawcze dla United States Space Force.
Misja zakończyła się sukcesem, a ładunki trafiły bezpośrednio na orbitę geosynchroniczną. Jednak nie obyło się bez niepokojącego incydentu.
Jak poinformował Gary Wentz, wiceprezes ULA ds. programów Atlas i Vulcan, już na wczesnym etapie wznoszenia zespół odnotował „znaczną anomalię” w pracy jednego z czterech bocznych silników rakietowych na paliwo stałe (SRB). Mimo to zarówno główny stopień Vulcan, jak i górny stopień Centaur pracowały nominalnie, umożliwiając precyzyjne umieszczenie satelitów na docelowej orbicie.
ULA zapowiedziała pełne dochodzenie. Analizowane są dane telemetryczne oraz dostępne materiały wizualne, a dodatkowy zespół ma zająć się ewentualnym zabezpieczeniem szczątków. To standardowa procedura w przypadku nawet drobnych odchyleń w lotach o znaczeniu wojskowym.
To już druga w historii programu awaria związana z silnikiem pomocniczym. Podczas drugiego lotu testowego w październiku 2024 r. również z udziałem SRB produkowanych przez Northrop Grumman, doszło do utraty jednej z dysz mniej niż 40 sekund po starcie. Rakieta zboczyła wówczas nieznacznie z kursu, lecz systemy sterowania skompensowały odchylenie i misja zakończyła się powodzeniem. Późniejsze śledztwo wykazało wadę produkcyjną jako przyczynę incydentu. Niedawna anomalia budzi, więc pytania o niezawodność boosterów na paliwo stałe – elementu, który w założeniu miał zapewnić Vulcanowi elastyczność i zwiększoną moc startową.
Vulcan Centaur to następca wysłużonej rakiety Atlas V. Konstrukcja składa się z centralnego rdzenia Vulcan, górnego stopnia Centaur oraz maksymalnie sześciu doczepianych boosterów SRB. Program ma kluczowe znaczenie dla amerykańskiego sektora bezpieczeństwa narodowego oraz dla utrzymania konkurencyjności wobec prywatnych operatorów.
Debiut rakiety w styczniu 2024 r. przebiegł technicznie poprawnie, choć wyniesiony wówczas prywatny lądownik księżycowy Peregrine uległ awarii po starcie i ostatecznie nie zrealizował swojej misji. W marcu 2025 r., po dodatkowych testach i analizach, Siły Kosmiczne oficjalnie certyfikowały Vulcana do realizacji misji związanych z bezpieczeństwem narodowym. W sierpniu tego samego roku rakieta z powodzeniem umieściła na orbicie geosynchronicznej eksperymentalnego satelitę nawigacyjnego.
Na obecnym etapie jest zbyt wcześnie, by określić przyczynę najnowszej anomalii oraz jej wpływ na harmonogram przyszłych startów. Przedstawiciele wojskowego zespołu System Delta 80 zapowiedzieli ścisłą współpracę z ULA w ramach procedur zapewnienia bezpieczeństwa lotów przed kolejną misją.
Choć czwartkowy start formalnie zakończył się sukcesem, powtarzające się problemy z silnikami pomocniczymi mogą wpłynąć na tempo budowania zaufania do nowej platformy. W świecie lotów kosmicznych nawet „niewielka komplikacja” traktowana jest jako sygnał ostrzegawczy – zwłaszcza gdy stawką są misje o strategicznym znaczeniu.
Vulcan Centaur udowodnił już, że potrafi radzić sobie z kryzysami w locie. Teraz musi udowodnić, że potrafi im skutecznie zapobiegać.
Źródło: space.com
Czytaj też: Eutelsat otrzyma ogromne środki na rozbudowę konstelacji szerokopasmowej OneWeb
Grafika tytułowa: David Torres / Unsplash

