K239 Chunmoo zamiast wyrzutni HIMARS?

Jakiś czas temu wspominaliśmy Wam o tym, że na wyposażenie polskiej armii trafią setki amerykańskich wyrzutni HIMARS, które jak na razie doskonale sprawdzają się w trakcie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Imponujący zakup miałby uczynić z Polski jedną z największych potęg artyleryjskich w Europie. Moce przerobowe Amerykanów jednak bardzo szybko zweryfikowały plany MON-u. Dlatego konieczne było podpisanie kontraktu z Koreańczykami. Efektem dwustronnych rozmów będzie dostarczenie dla naszej armii koreańskich zestawów K239 Chunmoo. Co warto o nich wiedzieć?

7

K239 Chunmoo – podstawowe informacje

K239 Chunmoo to sprzęt pod względem konstrukcyjnym bardzo podobny do amerykańskiego zestawu HIMARS. Dlatego też wzbudził zainteresowanie MON-u. Nie da się jednak ukryć, że zakup jest pokłosiem szerszej współpracy z Koreańczykami, w ramach której kupimy także czołgi podstawowe, artylerię oraz samoloty. Co warto wiedzieć o samym K239 Chunmoo?

Do czynienia mamy z wieloprowadnicową wyrzutnią rakiet zdolną do miotania kierowanych lub niekierowanych rakiet artyleryjskich. K239 Chunmoo docelowo ma zastąpić w koreańskiej armii przestarzałe systemy K136 Kooryong. Prace projektowe nad sprzętem wystartowały w 2009 roku. Pierwsze partie wyjechały natomiast z fabryki w sierpniu 2014 roku.

Jakie są możliwości oferowane przez koreańską mobilną wyrzutnię rakiet? Zasobnik rakietowy może wystrzelić sześć rakiet 239 mm w 30 sekund i łącznie 12 rakiet w ciągu jednej minuty, a przeładowanie dwóch zasobników rakietowych trwa siedem minut. Oryginalnie zestaw montowany jest na podwoziu ciężarówki Doosan DST, jednak polskie wyrzutnie będą wykorzystywały nasze polskie podwozia produkcji Jelcza.

Podwójny, spory zasobnik amunicyjny może pomieścić

  • dwadzieścia niekierowanych rakiet K33 kalibru 131 mm o 40 km,
  • sześć rakiet KM26A2 230 mm zasięgu 45 km,
  • sześć kierowanych rakiet kalibru 239 mm o zasięgu 80 km,
  • dwie rakiety KTSSM kalibru 600 mm o zasięgu 180 km.

Według wstępnych doniesień rakiety dla polskich K239 Chunmoo mają być produkowane w naszym kraju. Ponadto pojazdy włączone zostaną w nasz rodzimy system łączności oraz w polski system zarządzania polem walki. Już w przyszłym roku na wyposażenie wojska polskiego trafi pierwsze 18 z 288 zamówionych pojazdów.

Czytaj też: Potężne wzmocnienie armii? Polska chce M142 HIMARS!

M142 HIMARS / fot. Staff Sgt. Ricardo Hernandez-Arocho

Dlaczego sprzęt z Korei, a nie z USA?

Już na samym początku powinniśmy sobie powiedzieć o tym, że zakup K239 Chunmoo nie oznacza, że do naszej armii nie trafią HIMARS-y. Koreańskie zestawy będą służyły w naszej armii obok amerykańskiego sprzętu. Ze względu na wewnętrzne potrzeby armii Stanów Zjednoczonych oraz zobowiązania wobec pozostałych sojuszników, amerykańskie zestawy rakietowe nie trafią do Polski tak szybko, jak tego oczekiwano. Poza tym zamówienie na wyrzutnie HIMARS zostało zredukowane z 500 do 300 pojazdów. Luka, która w ten sposób powstała, zostanie uzupełniona właśnie przez sprzęt produkcji koreańskiej, którego dostępność jest o wiele bardziej satysfakcjonująca.

Czy to dobra decyzja?

Wydawać się może, że decyzja o przyjęciu na wyposażenie polskiego wojska dwóch różnych systemów rakietowych może być problematyczne ze względów logistycznych, prawda? Zapewne często spotykacie się w sieci właśnie z takimi opiniami. Warto jednak pamiętać, że sytuacja w naszym regionie w wyniku wojny na Ukrainie bardzo się zaogniła i tak naprawdę musimy być przygotowani na wszystkie ewentualności – łącznie z atakiem Rosji na nasz kraj w mniej lub bardziej odległej przyszłości.

Nowoczesne wyposażenie polskiej armii ma odstraszać Rosjan, ale jednocześnie ma pomóc w zatrzymaniu ich w wypadku ataku do momentu przybycia wsparcia ze strony naszych NATO-wskich sojuszników. Koreański sprzęt, który trafi na wyposażenie polskiej armii jest bardzo zaawansowany technologicznie i pod wieloma względami przewyższa wyposażenie armii rosyjskiej, w wielu przypadkach bazującej na uzbrojeniu jeszcze z epoki ZSRR. W myśl przysłowia „Si vis pacem, para bellum” powinniśmy dążyć do tego, by nie powtórzyła się sytuacja z 1939 roku, kiedy to wobec ataku niemieckiego agresora byliśmy praktycznie bezsilni.

Czytaj tez: Polska armia artylerią stanie?