Suzuki Across PHEV – flagowy SUV japońskiego producenta
Pełna nazwa tego samochodu brzmi tak: Suzuki Across 2.5 Plug-in Hybrid E-Four 4WD E-CVT, ale nie sposób tego spamiętać dlatego pozostańmy przy Across, czy może powinienem powiedzieć Rav4?
Ten samochód to prawdziwy unikat na warszawskich ulicach. Gdziekolwiek się nie zatrzymałem – czy to na światłach, czy na parkingu pod centrum handlowym – natychmiast wzbudzał żywe zainteresowanie. Ludzie wprost zasypywali mnie pytaniami o to, co to za auto, niemal zawsze dodając zdezorientowani: „Przecież to wygląda zupełnie jak Toyota RAV4!”. I wcale się nie mylili. Suzuki Across to w rzeczywistości technologiczny bliźniak kultowej „RAV-ki”, różniący się od niej zaledwie przednim zderzakiem, logotypem i kilkoma detalami. W dzisiejszych realiach rynku motoryzacyjnego taki zabieg – znany w branży jako badge engineering – nie powinien już jednak nikogo dziwić. Dla Suzuki to pragmatyczny ruch, pozwalający obniżyć średnią emisję spalin w gamie dzięki zapożyczeniu genialnego napędu hybrydowego plug-in od Toyoty.




Globalny trend optymalizacji
Zjawisko współdzielenia technologii to dziś fundament przetrwania dla wielu producentów. Alians Renault, Nissana i Mitsubishi od lat owocuje wspólnymi modelami, czego jaskrawym przykładem jest choćby najnowsze Mitsubishi ASX, będące w zasadzie klonem Renault Captura. Jeszcze potężniejszym graczem na tym polu jest koncern Stellantis. Skupiając pod swoimi skrzydłami kilkanaście marek – w tym Peugeota, Opla, Fiata, Citroëna czy Alfę Romeo – czerpie on pełnymi garściami z dobrodziejstw unifikacji. Często w samochodach zupełnie różnych producentów można rozpoznać te same drobne elementy: przełączniki szyb, klamki czy systemy multimedialne. Coraz częściej jednak unifikacja wchodzi znacznie głębiej – współdzielone są całe płyty podłogowe, układy zawieszenia oraz palety silnikowe.
Przeczytaj też: Elektryczny Ford E-Tourneo Courier. Rodzinny autobus udający miejskiego SUV-a | CoNowego.pl




Czy to koniec motoryzacyjnej duszy?
Z punktu widzenia prezesów i księgowych to strzał w dziesiątkę, który pozwala ciąć koszty projektowania o miliardy euro. Niestety, z perspektywy pasjonata, ta postępująca unifikacja powoli zabija prawdziwą motoryzację. Samochody tracą swoje unikalne DNA, narodowy charakter i te specyficzne cechy, za które niegdyś kochaliśmy lub nienawidziliśmy konkretne marki. Pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że ta bezwzględna pogoń za tabelkami w Excelu i optymalizacją kosztów nie doprowadzi do całkowitej katastrofy, w której jedynym wyborem na rynku będzie jeden, bezduszny pojazd, sprzedawany w kilkunastu różnych opakowaniach.




Japoński Samuraj o wymiarach modela
Z zewnątrz Suzuki Across przypomina atletę w idealnie skrojonym garniturze, gdzie dynamiczna i muskularna bryła nadwozia natychmiast przyciąga wzrok na ulicy. Przód samochodu wita nas potężnym, szerokim grillem, który wygląda, jakby chciał pożreć mniejsze auta miejskie, a smukłe, drapieżne reflektory LED nadają mu wręcz złowrogiego, iście samurajskiego spojrzenia. Z boku widać wyraźne, ostre przetłoczenia i masywne nadkola, w których dumnie kręcą się dziewiętnastocalowe, polerowane felgi, krzyczące o stabilności i sportowym zacięciu. Tył to z kolei potężny zderzak i eleganckie, poziome lampy, które ładnie podkreślają szerokość pojazdu i zostawiają w tyle kierowców, których przed chwilą beznamiętnie wyprzedziłeś. Jeśli lubisz bawić się miarką, to japońscy inżynierowie dokładnie wszystko wyliczyli, serwując nam długość wynoszącą 4635 mm, szerokość na poziomie 1855 mm oraz wysokość równą 1690 mm. Do tego dorzucili rozstaw osi mierzący 2690 mm, co zapowiada salonowe wręcz warunki w środku, a prześwit o wartości 190 mm gwarantuje, że nie urwiesz tłumika na pierwszym lepszym leśnym korzeniu.
Przeczytaj też: Chery Tiggo 4 Hybrid. Kompaktowy SUV ze spalaniem 4,5 l/100 km | CoNowego.pl




Cyfrowe królestwo
Wnętrze tego muskularnego auta to fascynujące zderzenie japońskiej tradycji z nowoczesnością, gdzie wszystko masz idealnie pod ręką. Zasiadając za sterami, chwytasz solidną kierownicę, za którą ukryto fantastyczny, w pełni cyfrowy zestaw wskaźników o przekątnej 12,3 cala, zdolny do wyświetlania wszystkiego, od prędkości do systemów multimedialnych. Sama deska rozdzielcza uderza monumentalną, poziomą architekturą, przypominając swoim układem dobrze znanego z rynku bliźniaka, co oznacza genialną ergonomię bez zbędnych udziwnień i szukania opcji w trzewiach menu. Na samym szczycie deski rozdzielczej majestatycznie wznosi się potężny ekran centralny o przekątnej 10,5 cala, który obsługuje multimedia płynnie i bez marudzenia. Z kolei masywny tunel środkowy skrywa w sobie klasyczną dźwignię wyboru przełożeń, przepastne uchwyty na poranną kawę oraz potężny podłokietnik, z którego nie chce się zdejmować łokcia nawet podczas najbardziej dynamicznych manewrów.




Czym obszyto tego japończyka?
Jeśli zastanawiasz się, czy plastik w tym aucie trzeszczy jak kolana po trzydziestce, to od razu uspokajam, bo materiały wykończeniowe to absolutna, japońska ekstraklasa. Deska rozdzielcza została w znacznej części pokryta miękką w dotyku tapicerką, a eleganckie i bardzo precyzyjne przeszycia potęgują wrażenie obcowania z produktem z półki premium. Sama kierownica, co z pewnością docenisz podczas mroźnych poranków, jest obszyta grubą, mięsistą skórą i oczywiście wyposażono ją w funkcję podgrzewania. Siedziska z kolei ubrano w szalenie wygodną, częściowo skórzaną tapicerkę z modnymi akcentami, która nie tylko świetnie trzyma całe ciało w zakrętach, ale też dba o to, żeby twoje plecy nie błagały o litość po kilkuset kilometrach za kółkiem.




Szybki ekolog i jego cyferki
Napęd jest arcydziełem inżynierii, składającym się z wolnossącego silnika benzynowego o pojemności 2,5 litra oraz dwóch bardzo mocnych i wściekłych silników elektrycznych. Taka konfiguracja generuje łączną moc 306 koni mechanicznych, katapultując tego ważącego blisko dwie tony SUV-a do setki w zaledwie sześć sekund. Zasięg na samym prądzie dzięki potężnej baterii wynosi imponujące 75 kilometrów, co oznacza, że po mieście możesz kręcić się przez cały tydzień na energii elektrycznej, notując zużycie paliwa w okolicach absolutnego zera. Kiedy jednak ruszysz w dłuższą trasę autostradą z całkowicie rozładowanym akumulatorem z gniazdka, spalanie bez problemu ustabilizuje się w rejonach 6,5 litra benzyny na setkę, co przy tych gabarytach i masie zasługuje na pochwałę. Charakterystyka pracy tego układu jest tak aksamitnie płynna dzięki dopracowanej przekładni E-CVT, że momentami będziesz musiał spojrzeć na wskaźniki, by upewnić się, czy pod maską w ogóle toczą się jakieś kontrolowane wybuchy, czy też napędza cię czysta magia.




Miejski ninja i pożeracz autostrad
Wyjeżdżając tym potworem na zakorkowane miejskie ulice, natychmiast docenisz ciszę godną uczelnianej biblioteki oraz sprytną manewrowość, która sprawia, że auto wydaje się o wiele smuklejsze, niż wskazują na to dane techniczne. Potężny moment obrotowy dostępny od samego zera sprawia, że start z sygnalizatora świetlnego to czysta, cicha poezja, a sprężyście zestrojone zawieszenie wchłania studzienki i krawężniki z taką wirtuozerią, jakby na drodze leżał gruby, pluszowy dywan. Kiedy z kolei wyjedziesz na otwartą trasę, elektroniczny napęd na cztery koła E-Four pokazuje swoje pazury, klejąc auto do asfaltu i to niezależnie od tego, czy akurat ulewnie pada deszcz, czy sypie gęsty śnieg. Błyskawiczne wyprzedzanie sznurów tirów na drogach krajowych to zwykła formalność zajmująca ułamki sekund, a niewzruszona stabilność podczas autostradowych przelotów z maksymalnymi prędkościami gwarantuje, że wysiadasz na miejscu wypoczęty i pełen chęci na kolejną podróż.




Anioł stróż w obwodach drukowanych
Suzuki nie zamierzało oszczędzać na nowoczesnych technologiach i upchnęło w modelu Across tyle zaawansowanych systemów wsparcia kierowcy, że momentami czujesz się, jakby na prawym fotelu czuwał wirtualny instruktor jazdy. Na pokładzie znalazł się genialnie i niezwykle płynnie działający aktywny tempomat, który sam zwalnia, przyspiesza i utrzymuje dystans, a także inteligentny asystent pasa ruchu, który dyskretnie, acz bardzo stanowczo skieruje cię na środek drogi, jeśli zaczniesz z niej zjeżdżać z powodu zmęczenia lub dekoncentracji. Nad twoim życiem bezustannie czuwa również zaawansowany system reagowania przedkolizyjnego z wykrywaniem zagubionych pieszych i rozpędzonych rowerzystów, który potrafi chwycić za hamulce z iście niedźwiedzią siłą, jeśli tylko wyczuje na horyzoncie potencjalne zagrożenie. To auto po prostu przez cały czas widzi, słyszy i analizuje otoczenie, a wysokiej rozdzielczości systemy monitorowania martwego pola i czujniki sprawiają, że nawet parkingowe manewry w ciasnych galeriach handlowych to bezstresowy spacer po parku.







Podsumowanie
Suzuki Across to wyjątkowo udana maszyna do zadań absolutnie specjalnych, która w genialnych proporcjach łączy w sobie potężną dynamikę aut sportowych z wręcz zawstydzającą oszczędnością hybryd plug-in oraz pożądaną praktycznością dużego, rodzinnego SUV-a. Decydując się na to auto, w pakiecie dostajesz rewelacyjny układ napędowy, nieprzyzwoicie bogate wyposażenie seryjne, mnóstwo przestrzeni dla całej rodziny i bezstresowy, sprawny napęd na wszystkie koła. Za tę niebanalną, japońską ekstrawagancję w dostępnej na rynku, całkowicie kompletnej odmianie Elegance przyjdzie zapłacić 259 900 złotych.


