Elektryczny Ford E-Tourneo Courier. Rodzinny autobus udający miejskiego SUV-a

Jeśli myślisz, że kombivany to nudne pudełka dla grzybiarzy, ten elektryczny bydlak zaraz brutalnie zweryfikuje Twoje poglądy. Ford E-Tourneo Courier udowadnia, że można przewieźć pół mieszkania i gigantyczne zakupy z Ikei, zachowując przy tym styl i charakter, którego pozazdroszczą Ci… sąsiedzi.

Z zewnątrz ten samochód to czysta geometria, która na siłę, ale z niewątpliwym wdziękiem próbuje naśladować modnego SUV-a. To przede wszystkim auto dla dużych rodzin, ponadprzeciętnie wysokich osób a także, dla tych, którzy cenią sobie przestrzeń. Jego gabaryty, zarówno zewnętrzne jak i w środku są imponujące. Ale po kolei… Z przodu wita nas podniesiony, niemal całkowicie pionowy nos oraz szeroka, efektowna listwa świetlna LED, która krzyczy z daleka, że jedziesz czymś w pełni elektrycznym i bardzo na czasie. Z boku mamy potężne, muskularne wręcz nadkola i bartdzo praktyczne drzwi przesuwne, idealnie wpasowane w kanciastą bryłę nadwozia. Z tyłu natomiast projektanci zaszaleli z gigantyczną, pionową klapą, do której otwarcia potrzebujesz absurdalnie dużo miejsca i siły. Bowiem tylna klapa to dosłownie cały tył samochodu. Klapa jest wielka, masywna i ciężka. Przechodząc do konkretów i centymetrów, ten elektryczny transporter mierzy dokładnie 4344 milimetry długości, 1836 milimetrów wysokości oraz 1813 milimetrów szerokości, mogąc pochwalić się przy tym solidnym rozstawem osi wynoszącym 2692 milimetry.

Centrum dowodzenia misją

Gdy już wsiądziesz do środka od razu zwrócisz uwagę na spłaszczoną na dole i na górze kierownicę o kształcie przypominającym kwadrat o zaokrąglonych rogach, która nie tylko wygląda dobrze, ale też oszczędza cenne miejsce na kolana. Tuż za nią kryje się krystalicznie czysty, cyfrowy zestaw zegarów, który płynnie przechodzi na desce rozdzielczej w wielki, centralny ekran dotykowy. Sam ekran jest wręcz oknem na wirtualny świat systemu SYNC 4 i pełni rolę głównego panelu dowodzenia w sprawach zarządzania nawigacją czy klimatyzacją. Sama deska rozdzielcza uderza świeżym minimalizmem, ale została do oporu naszpikowana przepastnymi schowkami, półkami i skrytkami, bo przecież gdzieś trzeba upchnąć te wszystkie smartfony, klucze i powerbanki. Tunel środkowy w zasadzie postanowił wyparować ze swojej tradycyjnej formy, oferując wolną przestrzeń na nogi i modułowe organizery, w których Twoje drobiazgi mogą zniknąć niczym w czarnej dziurze. Sufit jest bardzo wysoki i przy moim wzroście 1,80 cm miałem jeszcze prawie pół metra wolnej przestrzeni. Dzięki temu udało się wygospodarować jeszcze jeden dodatkowy schowek, który znajdziemy nad „słonecznikami” klapkami/osłonami słonecznymi.

Przeczytaj też: Nissan Ariya Nismo. Elektryczny huragan z zaprzęgiem 435 koni

Materiały na miarę codziennej apokalipsy

Jeśli spodziewasz się tu wszędobylskiej i delikatnej skóry z merynosów, to muszę Cię sprowadzić na ziemię, ponieważ to wnętrze zaprojektowano do przetrwania starcia z czekoladą i udeptanymi w błocie butami. Górna część deski rozdzielczej została w całości pokryta twardym i solidnym plastikiem, który może nie dostarcza zmysłowych wrażeń dotykowych, ale za to z uśmiechem na ustach zniesie szorowanie mokrą szmatką. Na kierownicy na szczęście znajdziesz już znacznie przyjemniejsze wykończenie z nieco bardziej miękkiego materiału, zapewniające pewny i komfortowy chwyt w momentach nerwowego manewrowania przed żłobkiem. Z kolei na przednich fotelach i tylnej kanapie wylądowała solidna, mocna tapicerka z gęsto plecionego materiału, która po prostu ma działać, świetnie znosić upływ czasu i bez słowa skargi przyjmować na siebie każdy okruch po zjedzonej w pośpiechu bułce. Niestety co do wygody samych foteli to muszę powiedzieć, że są mało komfortowe, ręcznie sterowane, ale podgrzewane.

Elektryczne serce

Pod maską kryje się silnik elektryczny generujący moc stu trzydziestu sześciu koni mechanicznych oraz dysponujący momentem obrotowym na poziomie dwustu dziewięciu dziesięciu niutonometrów, co gwarantuje całkiem radosne zrywanie przyczepności na zielonym świetle. Użyteczna pojemność baterii wynosi około czterdziestu trzech kilowatogodzin, co w świetle oficjalnych norm przekłada się na maksymalny zasięg sięgający dwustu osiemdziesięciu ośmiu kilometrów, choć to dość optymistyczny scenariusz zależny od pory roku. Jeżdżąc na co dzień wyłącznie po zakorkowanym mieście, pojazd potrafi być miło oszczędny i konsumować zaledwie około piętnastu kilowatogodzin na sto kilometrów dzięki agresywnemu i efektywnemu odzyskiwaniu energii przy hamowaniu. W trasie jednak brutalna fizyka i urok aerodynamicznej cegły przypominają o sobie natychmiast, a przy prędkościach autostradowych zapotrzebowanie na prąd rośnie skokowo grubo ponad dwadzieścia kilowatogodzin, pożerając cenne kilometry z zasięgu szybciej, niż byś sobie tego życzył. Szczerze to nie rozumiem, dlaczego tak duży samochód dostał tak małą baterię, bo miejsca raczej nie brakuje.

Przeczytaj też: Chery Tiggo 7 AWD – nowoczesny i zaskakująco dobry SUV 4×4

Miejski ninja i autostradowy kloc

W ciasnej miejskiej dżungli ten kanciak czuje się absolutnie jak ryba w wodzie, fantastycznie pochłaniając wszelkie nierówności dróg, studzienki i wyrwy w asfalcie za sprawą miękko zestrojonego, komfortowego zawieszenia. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony jak elastycznie i jak dobrze się go prowadzi. Układ kierowniczy pracuje leciutko i zaskakująco precyzyjnie, sprawiając, że nawigowanie tym niemałym autem po zatłoczonych parkingach i wąskich uliczkach nie przyprawia o zawał serca, a wręcz daje frajdę. Kiedy jednak wypuścisz się na autostradę, potężna i wysoka bryła zaczyna szumieć, informując kierowcę o wzmożonej walce z oporem powietrza. Mimo tych akustycznych wrażeń samochód bardzo dzielnie trzyma się swojego pasa ruchu, jedzie stabilnie niczym po szynach i nie każe walczyć z wiatrem bocznym, o ile tylko pogodzisz się z nieco powolniejszym tempem podróżowania.

Nowinki z przyszłości

Jak przystało na auto wypuszczone z fabryki w dzisiejszych czasach, elektroniki jest tu pod dostatkiem, a nowoczesne systemy z powodzeniem pełnią rolę wirtualnego pilota podczas każdego wyjazdu. Największą rewelacją w jeździe miejskiej jest funkcja tak zwanego One Pedal Drive, która pozwala na płynne przyspieszanie i całkowite zatrzymanie samochodu wyłącznie przy użyciu pedału gazu, co radykalnie odciąża prawą nogę w korkach. Na pokładzie znajdziesz również rozbudowanych asystentów, którzy z dużą precyzją utrzymają pojazd w pasie ruchu, czujnie odczytają każde ograniczenie prędkości na znakach, a w razie nagłego zagrożenia na drodze sami wcisną hamulec do dechy. Całość dopełniają niezastąpione w tego typu kanciastych wozach czujniki parkowania zgrupowane z precyzyjną kamerą cofania, dzięki którym celowanie tyłem nawet w najwęższe zatoczki staje się dziecinnie prostym zadaniem. Podczas cofania i parkowania na parkingu, auto samo zahamowało, gdy ktoś pojawił się w zasięgu jego radaru, więc to działa i to bardzo dobrze.

Podsumowanie

Elektryczny Ford E-Tourneo Courier to praktyczny sprzęt do zadań specjalnych, który łączy w sobie urok miejskiego czołgu, bezkonkurencyjną przestrzeń dla pasażerów i nowinki technologiczne wprost ze świata smartfonów. Jego gigantycznymi atutami są bez wątpienia rewelacyjne, wielkie drzwi przesuwne ułatwiające załadunek na ciasnych parkingach, przedni schowek frunk na brudne kable oraz przestronność, o jakiej kierowcy klasycznych kompaktów mogą jedynie pomarzyć. Niestety, w zamian za tę funkcjonalność przychodzi nam pogodzić się ze stosunkowo małą baterią, co sprowadza jego rolę głównie do miejskiego i podmiejskiego połykacza kilometrów. Ceny tego sympatycznego, elektrycznego giganta dla rodziny w promocyjnych ofertach zaczynają się od w miarę znośnych stu dwudziestu pięciu tysięcy złotych, podczas gdy topowe wersje wyposażeniowe z cennika wyciągną z portfela niemal sto sześćdziesiąt tysięcy.