
Skoda Octavia RS – 265 koni mechanicznych w czystej benzynie
Czy samochody z napędem spalinowym mają jeszcze sens? Poznajcie gatunek skazany na wymarcie.
Samochody z napędem czysto spalinowym niegdyś niekwestionowani władcy szos stają się dziś prawdziwą rzadkością. Wypierane przez rygorystyczne normy ekologiczne i szybki rozwój elektromobilności, powoli ustępują miejsca bezszelestnym układom hybrydowym i elektrycznym. Tradycyjny ryk silnika spalinowego, który przez dekady definiował prawdziwą motoryzację, z każdym rokiem cichnie, bezpowrotnie zamieniając się w nostalgiczne wspomnienie minionej epoki. Z całą pewnością jest to ciekawe doświadczenie, któreego każdy kierowca powinien doświadczyć, zanim spalinówki znikną podobnie jak dinozaury. RS to RS, musi był głośno, szybko i twardo.




W dobrze skrojonym garniturze
Bryła nowej Octavii RS to kompromis między elegancją a sportowym pazurem, który nie krzyczy, ale stanowczo daje do zrozumienia, że z tym autem nie ma żartów. Z przodu wita nas charakterystyczny, czarny grill o ostrych krawędziach i agresywnie przeprojektowany zderzak, w który wkomponowano reflektory Matrix LED o przymrużonym, drapieżnym spojrzeniu. Z boku sylwetka liftbacka urzeka płynnie opadającą linią dachu, którą podkreślają wielkie, 19-calowe felgi ze stopów lekkich i prześwitujące przez nie, pomalowane na krwistą czerwień zaciski hamulcowe. Tył to z kolei pokaz siły, gdzie dominują ostre linie, dyskretna lotka na klapie bagażnika oraz czarny dyfuzor, z którego dumnie wystają dwa kominy czyli dwie prawdziwe, budzące respekt końcówki układu wydechowego. Jeśli chodzi o fizjonomię, ten czeski sportowiec mierzy dokładnie 4698 milimetrów długości, 1829 milimetrów szerokości oraz 1450 milimetrów wysokości, co czyni go kawałem solidnego, świetnie osadzonego na drodze samochodu.




Centrum dowodzenia
Wnętrze auta to miejsce, gdzie sportowa fascynacja spotyka się z cyfrową rewolucją, a wszystko zaczyna się od rewelacyjnie leżącej w dłoniach, spłaszczonej u dołu kierownicy. Tuż za nią kryją się wirtualne zegary, czyli Virtual Cockpit, który w trybie sportowym centralnie eksponuje obrotomierz, dając poczucie siedzenia w rasowej rajdówce. Sama deska rozdzielcza ma bardzo czysty, horyzontalny układ, który nie przytłacza, ale daje poczucie nowoczesnej przestrzeni ukierunkowanej na kierowcę. Główne skrzypce gra tu jednak ogromny, trzynastocalowy ekran centralny przypominający tablet, który działa z szybkością najnowszego smartfona i stanowi mózg całej operacji. Poniżej znajduje się ascetyczny wręcz tunel środkowy, na którym tradycyjną dźwignię zmiany biegów zastąpiono minimalistycznym przełącznikiem typu „shift-by-wire”, co pozwoliło wygospodarować miejsce na kubki z kawą i smartfony.
Przeczytaj też: Skoda Elroq 85 – wydajny crossover z napędem elektrycznym




Luksus z wyścigowym rodowodem
Skoda nie oszczędzała na materiałach, tworząc w kabinie klimat, którego nie powstydziłyby się marki premium z wyższej półki. Deska rozdzielcza obszyta jest miękką, przyjemną w dotyku Alcantarą, którą urozmaicają podwójne, czerwone przeszycia, genialnie przełamujące czerń całego kokpitu. Kierownica pokryta jest wysokogatunkową, perforowaną skórą, która zapobiega poceniu się dłoni nawet podczas najbardziej emocjonujących manewrów na krętej drodze. Największe wrażenie robią jednak fenomenalne, zintegrowane z zagłówkami fotele kubełkowe, które obszyto miksturą pikowanej tkaniny, skóry i zamszu Suedia, co gwarantuje nie tylko genialny wygląd, ale też to, że na ostrych zakrętach trzymają kierowcę niczym imadło.




Serce w rytmie turbo
Pod maską drzemie absolutny klasyk gatunku, czyli benzynowy silnik 2.0 TSI wykręcony do imponujących 265 koni mechanicznych, który współpracuje z błyskawicznie reagującą, siedmiostopniową skrzynią DSG. Charakterystyka pracy tej jednostki to czyasta poezja, bo moment obrotowy dostarczany jest tak płynnie i liniowo, że samochód wyrywa do przodu niczym wystrzelony z procy niezależnie od tego, czy jedziesz 40, czy 140 kilometrów na godzinę. Co ciekawe, mimo sportowych ambicji, ten silnik potrafi być zaskakująco łaskawy dla portfela podczas tankowania na stacji benzynowej. W leniwej trasie bez problemu zejdziesz do okolic 6,5 litra na setkę, natomiast w miejskiej dżungli z ciągłymi zrywami spod świateł komputer pokładowy wskaże w granicach 9 do 10 litrów, co przy 50-litrowym baku pozwala na przejechanie całkiem sensownych 600 kilometrów na jednym tankowaniu.
Przeczytaj też: Skoda Kodiaq PHEV – Rodzinny lotniskowiec z wtyczką




Od baranka do byka
Wrażenia z jazdy tą Octavią to jak posiadanie dwóch zupełnie różnych samochodów w jednym, co udowadnia system adaptacyjnego zawieszenia DCC. W zakorkowanym mieście, po ustawieniu trybu komfortowego, auto staje się potulne, ciche i z gracją wybiera studzienki oraz nierówności, pozwalając na totalny relaks przy dźwiękach ulubionej muzyki. W trybie eco i komfort silnik lekko pomrukuje i prowadzi się całkiem przyjemnie. Kiedy jednak wyjedziesz na autostradę lub krętą, górską trasę i włączysz tryb Sport, układ kierowniczy się utwardza, reakcja na gaz staje się brutalna, a zawieszenie klei samochód do asfaltu niczym guma do żucia, dając ogromną pewność siebie nawet przy bardzo wysokich prędkościach. Dodatkowe wrażenie potęgują głośne odgłosy dobiegające z wydechu, które w trybie Sport wspomagane są akustycznie oraz odgłosy przypominające system Blow-Off podczas szybkiej redukcji biegów. Generalnie jazda sportowa jest głośna, szybka i twarda.




Elektroniczny stróż
Nowoczesne technologie w nowej „Er-Esce” sprawiają, że czasami można poczuć się bardziej jak pasażer niż kierowca, oczywiście w pozytywnym sensie. System Travel Assist to prawdziwy majstersztyk, który potrafi niemal autonomicznie prowadzić auto po autostradzie, pilnując pasa ruchu, znaków drogowych oraz odległości od poprzedzających pojazdów, a w razie nagłego zagrożenia Front Assist zahamuje z pełną siłą, zapobiegając kolizji. Nie można też nie wspomnieć o wspomnianych wcześniej reflektorach Matrix LED, które potrafią wycinać snop światła w taki sposób, by idealnie oświetlać pobocza i znaki, a jednocześnie nie oślepiać kierowców nadjeżdżających z naprzeciwka, co po zmroku działa jak czysta magia.









Podsumowanie
Zbierając to wszystko do kupy, nowa Skoda Octavia RS to prawdopodobnie najlepszy kompromis na rynku dla kogoś, kto chce mieć potężny bagażnik, świetne wykonanie i osiągi przyprawiające o szybsze bicie serca, a wszystko to zapakowane w dyskretne, niekrzykliwe nadwozie. Największymi zaletami tego auta są bezsprzecznie elastyczność silnika, genialne fotele, monstrualna wręcz praktyczność na co dzień oraz zawieszenie, które sprawdza się w każdych warunkach. Za tę czeską rakietę z benzynowym sercem trzeba zostawić w salonie około 188 000 złotych w wersji bazowej, choć zaznaczenie kilku kuszących opcji w konfiguratorze z łatwością wywinduje tę kwotę powyżej dwustu tysięcy złotych. No i powtórzę to przy każdej recenzji Skody, kocham ich za tę parasolkę i skrobaczkę do szyb.
