Średniowieczne bogactwo życia. Odkrycie polskich naukowców

Międzynarodowy zespół naukowców kierowany przez prof. Adama Izdebskiego z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu odkrył, że w średniowieczu działalność człowieka potrafiła sprzyjać przyrodzie i prowadzić do wzrostu bioróżnorodności.

Badania przeprowadzone w rejonie Jeziora Bodeńskiego pokazują, że to nie sama liczba ludzi decyduje o stanie środowiska, lecz sposób, w jaki człowiek gospodaruje krajobrazem. Wnioski te mają dziś ogromne znaczenie praktyczne – pomagają lepiej planować ochronę przyrody i nowoczesne rolnictwo.

Bioróżnorodność to nie tylko liczba gatunków roślin i zwierząt, ale także ich wzajemne relacje oraz różnorodność genetyczna. To właśnie ona odpowiada za zdrowe gleby, czystą wodę, zapylanie roślin i stabilność klimatu. Choć współcześnie często mówi się o niszczącym wpływie człowieka na przyrodę, badania historyczne pokazują, że w przeszłości bywało inaczej. Między V a X wiekiem naszej ery, w okresie intensywnych przemian społecznych i gospodarczych, bioróżnorodność w Europie wyraźnie wzrosła.

Naukowcy skupili się na regionie Jeziora Bodeńskiego, ponieważ dysponuje on wyjątkowo bogatymi danymi przyrodniczymi i historycznymi. Kluczowym źródłem informacji okazały się osady jeziorne i torfowiska, w których przez setki lat gromadził się pyłek roślin. Analiza tych mikroskopijnych śladów pozwala odtworzyć, jakie rośliny rosły w danym miejscu w konkretnym czasie. Połączenie tych danych z dokumentami historycznymi, opisującymi sposób użytkowania ziemi, umożliwiło naukowcom niezwykle precyzyjne odtworzenie zmian krajobrazu na przestrzeni niemal czterech tysięcy lat.

Okazało się, że gwałtowny wzrost bioróżnorodności zbiegł się z rozwojem średniowiecznego rolnictwa. Wprowadzenie trójpolówki, wypasu zwierząt, nowych upraw oraz lepszego zarządzania ziemią stworzyło mozaikę krajobrazów – pól, łąk, pastwisk i lasów. Taki zróżnicowany krajobraz sprzyjał pojawianiu się wielu gatunków roślin i zwierząt, w tym także tych, które nie występują ani w zwartej puszczy, ani na jednolitych polach uprawnych.

Badania pokazują również, że bioróżnorodność nie spadała wraz ze wzrostem liczby ludności. Wręcz przeciwnie – okres największego zaludnienia w epoce przedprzemysłowej był jednocześnie czasem wyjątkowego bogactwa przyrodniczego. Dopiero późniejsze zmiany, takie jak epidemie, rozwój monokultur, specjalizacja produkcji rolnej i industrializacja, doprowadziły do zaburzenia tej równowagi. Przyroda stawała się uboższa nie dlatego, że ludzi było więcej, lecz dlatego, że krajobraz przestawał być różnorodny. Szczególnie ważne są wnioski płynące z porównania różnych epok. Po epidemii dżumy w XIV wieku bioróżnorodność wyraźnie spadła, ponieważ zabrakło ludzi do utrzymania zróżnicowanego krajobrazu. Z kolei w XIX i XX wieku jej gwałtowny zanik wiązał się z uprzemysłowieniem rolnictwa, masową mechanizacją i tworzeniem wielkich, jednorodnych obszarów uprawnych. Te procesy ograniczyły liczbę siedlisk i doprowadziły do dominacji kilku gatunków kosztem wielu innych.

Znaczenie tych badań wykracza daleko poza historię. Pokazują one, że ochrona bioróżnorodności nie polega na całkowitym wycofaniu człowieka z krajobrazu. W wielu regionach Europy to właśnie umiarkowana, dobrze zaplanowana działalność człowieka – tradycyjne rolnictwo, wypas czy mozaikowe użytkowanie ziemi – jest kluczem do zachowania bogactwa przyrody. Wyniki badań mogą być dziś wykorzystywane przy projektowaniu obszarów chronionych, programów rolno-środowiskowych oraz strategii zrównoważonego rozwoju wsi.

Prace zespołu prof. Izdebskiego zmieniają sposób myślenia o relacji człowieka z naturą. Pokazują, że człowiek nie musi być wrogiem przyrody, lecz może pełnić rolę jej świadomego opiekuna. To szczególnie istotne w czasach kryzysu klimatycznego i gwałtownego spadku bioróżnorodności, gdy potrzebujemy rozwiązań opartych nie tylko na ochronie, ale także na mądrym współistnieniu człowieka i środowiska.

Źródło: UMK w Toruniu

Czytaj też:

Grafika tytułowa: Jerry Kavan / Unsplash