[NASZE WIDEO] 3 absurdy Samsunga Galaxy Fold8

To jest coś, czego w smartfonach nie było od lat: prawdziwa nowość. Ale czy sensowna? Po kilku dniach z Galaxy Fold8 śmiało mogę powiedzieć, że tak, i to bardzo! Dlaczego?

Tego składaka wyróżniają nowe proporcje ekranów: zewnętrzny ma boki 16:10 a wewnętrzny 4:3. I to jest rewolucja. Ten składany ma format po prostu idealny do czytania stron internetowych, dokumentów, streamów w social mediach, oglądania zdjęć. To także – w pionie – doskonałą szerokość do szybkiego pisania. W poziomie z kolei ten format ekranu zapewnia tak samo duże wideo, co „duże” foldy, tylko bez czarnych pasków. Słowem, niemal ideał. Trochę gorzej wypada ekran okładkowy, ale i on jest wygodniejszy do czytania, niż tradycyjne 20:9, choć ustępuje im funkcjonalnością w aplikacjach i przy wideo. Sam telefon jest przy tym smuklejszy, mniejszy i lżejszy. Bajka!

No dobra, jest parę rzeczy do dopracowania. Po rozłożeniu, przy trzymaniu w najbardziej naturalnej pozycji, czyli pionowo, włącznik – czyli też czytnik odcisków palców – oraz regulacja głośności lądują na górze. Bardzo niewygodnie. Podobnie jak to, że zawiasy trochę przeszkadzają w wykonywaniu gestów. Nie wiedzieć czemu, w trybie pionowym system nie pozwala edytować ekranu startowego – ZDZIWIONA MINA -, a na ekranie zewnętrznym domyślnie klawiatura zajmuje pół ekranu (ale to akurat łatwo poprawić). A, i jeszcze: jak trzymasz telefon pionowo, to zdjęcia są robione poziomo, a jak poziomo, to pionowo… Co oni tam brali?!

Właśnie, tu chyba największa wada Folda8: są tylko dwa aparaty: główny i ultrawide – nie ma aparatu tele, który mają już wszystkie składaki. A że nie jest szczególnie tańszy od „składaka idealnego”, czyli Honora Magic V6, to  trochę trudno to przełknąć. Gdyby nie aparat – a także, jak dla mnie, cena – na poziomie niemal 9 tysięcy, już bym o nim bardzo poważnie myślał.