Amazfit Bip Max – budżetowy sprzęt z profesjonalnym oprogramowaniem

Czy niskobudżetowy smartwatch z potężną baterią i gigantycznym wyświetlaczem wystarczy, by zastąpić Ci inne gadżety? Amazfit Bip Max wkracza na rynek, rzucając wyzwanie flagowcom z wyższej półki cenowej.

Seria Bip od lat kojarzy się z niezwykle przystępnymi cenowo opaskami fitness, które udawały inteligentne zegarki, oferując w zamian legendarny już czas pracy na jednym ładowaniu. Producent przeszedł jednak bardzo długą drogę od prostych, plastikowych kostek z ekranami transreflektywnymi do zaawansowanych gadżetów naszpikowanych nowoczesną technologią. Model Bip Max stanowi swoisty punkt zwrotny w tej historii, ponieważ stara się zatrzeć granicę między segmentem wejściowym a urządzeniami z wyższej półki, które kosztują nierzadko trzykrotność jego ceny. Twórcy tego modelu postanowili stworzyć sprzęt dla osób poszukujących złotego środka, łączącego funkcje sportowe z multimedialnymi, bez konieczności wydawania fortuny. W świecie, w którym giganci pokroju Samsunga czy Apple przyzwyczaili nas do codziennego podłączania zegarka do gniazdka, Amazfit wkracza na rynek z obietnicą zupełnie innej filozofii użytkowania.

Konstrukcja, gabaryty i zawartość

Ekologiczne, proste pudełko skrywa w sobie absolutne minimum, do którego współcześni producenci zdążyli nas już przyzwyczaić, czyli sam zegarek z fabrycznie zamontowanym silikonowym paskiem, kabel do ładowania, pestka z pinami do ładowania  oraz grubą instrukcję obsługi w kilkunastu językach. Sam Amazfit Bip Max to potężny kawałek elektroniki, który na nadgarstku deklaruje swoją obecność dość wyraźną, prostokątną bryłą o wymiarach 49,59 x 42,76 x 13,24 milimetra, co sprawia, że osoby o drobniejszych rękach mogą poczuć się początkowo nieco przytłoczone jego rozmiarem. Konstrukcja koperty została wykonana z wysokiej jakości tworzywa polimerowego, które bardzo udanie imituje matowe aluminium, dzięki czemu zegarek nie wygląda tandetnie, a jednocześnie zachowuje piórkową wręcz masę na poziomie niespełna czterdziestu gramów bez paska. Na prawym boku znajdziemy jeden fizyczny, subtelnie klikający przycisk służący do wybudzania ekranu i powrotu do menu, natomiast spód skrywa wypukłą wyspę z sensorami optycznymi oraz dwa piny magnetyczne do ładowarki. Całość spasowano na tyle precyzyjnie, że konstrukcja bez problemu znosi codzienne prysznice czy intensywne ulewy, choć wizualnie wciąż bliżej jej do sportowego trackera niż do eleganckiego garniturowca.

Ekran AMOLED

Głównym punktem programu i elementem, który natychmiast przyciąga wzrok każdego, kto spojrzy na nadgarstek, jest potężny i niezwykle wyrazisty wyświetlacz wykonany w technologii AMOLED o przekątnej aż 2,07 cala. Porównując go do bezpośredniego konkurenta w postaci Redmi Watch, Amazfit oferuje znacznie wyższą przestrzeń roboczą, co bezpośrednio przekłada się na komfort konsumowania wszelkiej maści powiadomień oraz wykresów. Zagęszczenie pikseli stoi na tak wysokim poziomie, że nawet przyglądając się matrycy z bardzo bliskiej odległości, nie jesteśmy w stanie dostrzec poszczególnych punktów, a czcionki pozostają idealnie ostre i gładkie. Jasność maksymalna wyrażana w nitach pozwala na bezproblemowe odczytywanie parametrów treningu w pełnym, czerwcowym słońcu, co w tej klasie cenowej bywa rzadkością i za co inżynierom należą się brawa. Głęboka, absolutna czerń matrycy organicznej sprawia, że ramki wokół ekranu niemal całkowicie znikają, a funkcja stale włączonego ekranu nie drenuje baterii tak agresywnie, jak miało to miejsce u konkurencji ze starszych generacji.

Wydajność systemu

Pod względem płynności działania autorskiego oprogramowania Zepp OS, testowany zegarek nie daje najmniejszych powodów do narzekań, zarządzając zasobami w sposób niezwykle dojrzały i przemyślany. Przechodzenie pomiędzy kolejnymi kartami widgetów, przewijanie długich powiadomień z komunikatorów czy uruchamianie wbudowanych aplikacji odbywa się bez irytujących klatkowań. Prawdziwym zaskoczeniem w tej półce cenowej jest jednak zaimplementowanie aż 4 GB pamięci wewnętrznej przeznaczonej bezpośrednio dla użytkownika, co pozwala na uniezależnienie się od smartfona podczas wyjść na trening. Taka przestrzeń pozwala na wgranie offline map topograficznych, co diametralnie zmienia komfort nawigacji w terenie, a także umożliwia zapisanie nawet do 100 godzin ulubionych podcastów lub setek utworów muzycznych. Wystarczy sparować słuchawki bezprzewodowe bezpośrednio z zegarkiem, aby podczas treningu móc cieszyć się pełną autonomią, bez obijającego się w kieszeni ciężkiego telefonu.

Przeczytaj też: Amazfit Cheetah 2 Pro rzuca wyzwanie gigantom:  Garminowi, Apple, Huawei i Samsungo

Analityka BioCharge

W kwestiach sportowych i zdrowotnych producent postanowił zaimplementować autorskie narzędzia skrojone pod tak zwany Trening Hybrydowy, co oznacza, że zegarek równie mocno skupia się na wysiłku siłowym, jak i na biegach czy późniejszej regeneracji. Algorytmy urządzenia potrafią automatycznie rozpoznawać kilkanaście rodzajów ćwiczeń na siłowni, zliczając serie oraz precyzyjnie określając, które partie mięśniowe były poddawane największemu obciążeniu podczas danej sesji. Kluczowym elementem dbania o formę staje się tutaj innowacyjny system monitorowania energii BioCharge, który działa jak inteligentny barometr naszych sił witalnych, analizując zmienność tętna, jakość snu oraz stres. Zamiast bezmyślnie namawiać użytkownika do morderczego wysiłku każdego dnia, Bip Max potrafi rano zakomunikować, że zasoby organizmu są wyczerpane i znacznie lepszym wyborem będzie spacer lub dzień całkowitego odpoczynku. To podejście zdecydowanie przybliża opisywany model do specjalistycznych zegarków sportowych marki Garmin, choć oczywiście precyzja wbudowanego modułu GPS w gęstym lesie bywa odrobinę mniej dokładna niż w urządzeniach typowo outdoorowych.

Długodystansowiec

Czas pracy na jednym ładowaniu to od zawsze była dyscyplina, w której marka Amazfit nokautowała konkurencję i nie inaczej stało się w przypadku opisywanego modelu, mimo zastosowania tak wielkiego ekranu. Producent deklaruje w materiałach marketingowych do 20 dni pracy bez kontaktu z gniazdkiem i choć wynik ten jest mierzony w warunkach laboratoryjnych, to rzeczywistość wcale mocno od niego nie odbiega. Podczas moich bardzo intensywnych testów, które obejmowały ciągłe monitorowanie tętna, analizę snu, powiadomienia z kilkunastu aplikacji oraz trzy godzinne treningi z uruchomionym pozycjonowaniem satelitarnym w tygodniu, zegarek domagał się energii dopiero po siedemnastu dniach. Oznacza to, że wyjeżdżając na dwutygodniowy urlop, możecie całkowicie zapomnieć o pakowaniu dedykowanego przewodu zasilającego, co dla użytkowników zegarków z systemem Wear OS brzmi jak absolutna abstrakcja. Gdy już jednak przyjdzie chwila przymusowego postoju, uzupełnienie energii od zera do stu procent za pomocą magnetycznych pinów trwa nieco ponad półtorej godziny, co jest wynikiem w pełni satysfakcjonującym.

Przeczytaj też: Amazfit Active 3 Premium – idealny towarzysz treningu i… stylowy dodatek



Podsumowanie

Amazfit Bip Max to przystępna cenowo propozycja, która z prostej opaski dla oszczędnych przeistoczyła się w pełnoprawnego, dojrzałego partnera codziennych aktywności. Zegarek mistrzowsko łączy, czytelny w każdych warunkach ekran AMOLED z doskonałą żywotnością baterii oraz przydatnymi funkcjami multimedialnymi, takimi jak wbudowana pamięć na mapy oraz audio. Choć gabaryty koperty mogą okazać się zbyt toporne dla osób o drobnych nadgarstkach, a brak możliwości prowadzenia rozmów głosowych bezpośrednio z poziomu nadgarstka dla niektórych będzie wadą, to w ogólnym rozrachunku sprzęt broni się sam. W porównaniu z flagowcem Garmina lekkie odchylenia w odczytach występują, ale pamiętajmy, że Amazfit jest 6x tańszym urządzeniem. Biorąc pod uwagę oficjalną cenę detaliczną ustaloną na poziomie 429,00 zł, jest to obecnie jedna z najbardziej opłacalnych i kompletnych propozycji na rynku dla każdego, kto szuka wszechstronnego urządzenia do monitorowania zdrowia i sportu bez konieczności wydawania fortuny.