Citroen C3 Aircross – francuski buntownik w miękkiej hybrydzie

C3 w wersji Aircross to samochód, który na zatłoczonym rynku miejskich crossoverów wyróżnia się niebanalnym designem i bezkompromisowym podejściem do komfortu. Ale czy to wystarczy, żeby zachęcić potencjalnego kupca?

Trudno się nie zgodzić, że Citroën to synonim awangardy i odwagi stylistycznej. Żadna inna marka nie potrafiła tak konsekwentnie przełamywać schematów i projektować samochodów, które na ulicy wyglądały, jakby właśnie wylądowały z innej planety. Warto jednak delikatnie stanąć w obronie francuskich inżynierów – choć w nowożytnej historii marki zdarzały się modele kompromisowe pod względem jakości, to przez dziesięciolecia Citroën był absolutnym pionierem właśnie w dziedzinie technologii i niesamowitego komfortu. Słynne zawieszenie hydropneumatyczne sprawiało, że ich auta dosłownie „płynęły” nad wybojami, deklasując pod względem wygody najdroższe limuzyny konkurencji. To właśnie ścisłe połączenie ekstrawaganckiej formy z nowatorskimi rozwiązaniami technicznymi ukształtowało legendę marki. Citroën Traction Avant (1934) zrewolucjonizował rynek nie tylko technicznie (napęd na przód, konstrukcja samonośna), ale i wizualnie. Citroën DS (1955) prawdziwa „Bogini” (od francuskiego déesse). Jej aerodynamiczna, kanciasta z przodu i łagodnie opadająca niczym kropla wody z tyłu karoseria szokowała w latach 50. Citroën CX (1974) to kontynuacja fascynacji aerodynamiką. Wyróżniał się niesamowicie długim przodem, ściętym tyłem i unikalną, wklęsłą tylną szybą, która samooczyszczała się z deszczu pod wpływem pędu powietrza. Citroën C4 Cactus (2014) to z kolei model, którym marka przypomniała światu, że wciąż potrafi być ekscentryczna. Rozgłos przyniosły mu panele Airbump – wypełnione powietrzem poliuretanowe poduszki na drzwiach i zderzakach. Wreszcie Citroën C3 Aircross  ten model pokazuje, jak marka adaptuje swoją oryginalność do współczesnych trendów i segmentu SUV. Mimo surowszego wyglądu zewnętrznego, wnętrze wciąż hołduje tradycji – zaprojektowano je w duchu programu Citroën Advanced Comfort, z naciskiem na ultrawygodne, miękkie fotele oraz genialne wykorzystanie przestrzeni, a auto jako jedno z nielicznych w tej klasie oferuje wariant 7-osobowy. Citroën zawsze projektował samochody z myślą o ludziach, którzy nie chcą ginąć w tłumie i to widać.

Pudełko na sterydach, czyli wygląd zewnętrzny

Bryła tego samochodu to istny manifest przeciwko motoryzacyjnej nudzie, gdzie masywne kształty krzyżują się z miejską zwinnością i niemal pudełkowatym, surowym charakterem. Z przodu wita nas nowe, ogromne i dumne logo marki, otoczone pionowymi, zadziornymi światłami LED, które wyglądają, jakby samochód cały czas mrużył oczy z wielkim cwaniactwem. Z boku widać mocno zarysowane nadkola, kolorowe, wymienne detale zwane „color clips” i niemal pionową linię okien, co przypomina klasyczne terenówki, ale w bardzo skondensowanej skali. Z tyłu sprawa jest równie prosta, bo projekt oparto na pionowej, ściętej niczym od siekiery klapie bagażnika i potężnym zderzaku, który dodaje mu wizualnej muskulatury. Jeśli chodzi o to, ile miejsca zajmie ci ten francuski twardziel na parkingu, to mówimy o dokładnych wymiarach: 4390 milimetrów długości, 1795 milimetrów szerokości oraz 1660 milimetrów wysokości.

Przeczytaj też: Suzuki S-Cross 1.4 BoosterJet Mild Hybrid – kompaktowy, analogowy crossover

Wnętrze jak nowoczesny loft

Po zajęciu miejsca w kabinie twoje ręce od razu lądują na zaskakująco małej, niemal wyścigowej kierownicy, która świetnie leży w dłoniach, wprowadzając lekko sportowy sznyt do tego rodzinnego wozu. Za nią na próżno szukać tradycyjnych, wielkich zegarów, bo zastąpiono je sprytnym, wąskim wyświetlaczem zamontowanym na podszybiu, który pokazuje tylko to, co naprawdę ważne, nie atakując cię milionem zbędnych ikonek. Sama deska rozdzielcza jest ułożona horyzontalnie, tworząc poczucie ogromnej przestrzeni, a jej minimalistyczny projekt sprawia, że czujesz się tu jak w nowoczesnym, dobrze zaprojektowanym salonie. W centralnym punkcie króluje lekko odstający ekran o przekątnej ponad dziesięciu cali, który działa całkiem płynnie pozwala ogarnąć system multimedialny. Tunel środkowy jest z kolei dowodem na to, że Francuzi potrafią być szalenie praktyczni, bo oprócz minimalistycznego przełącznika kierunku jazdy znajdziesz tam głębokie uchwyty na kubki i wielką wnękę na drobiazgi, w której z łatwością zmieści się nawet twój przerośnięty smartfon.

Kanapowy relaks

Wnętrze tego samochodu, a w szczególności jego tapicerka, to temat zasługujący na absolutnie osobny rozdział, stanowiący intrygującą mieszankę estetycznego zachwytu i praktycznego rozczarowania. Z jednej strony deska rozdzielcza, w dużej mierze obszyta przyjemnym w dotyku, strukturalnym materiałem tekstylnym, wprowadza do kabiny powiew nowoczesnej elegancji, deklasując tym samym chłodne połacie twardego plastiku, tak powszechne u rynkowych rywali. To rewelacyjne pierwsze wrażenie potęguje mięsista, porządnie zszyta kierownica wykończona wysokiej jakości ekologiczną skórą – jej świetna ergonomia i miękka faktura sprawiają, że pokonywanie każdego, nawet najmniejszego ronda staje się czystą przyjemnością dla kierowcy. Niestety, ten niemalże sielankowy obraz premium brutalnie psują fotele, stanowiące zdecydowanie największy mankament testowanej specyfikacji. O ile można jeszcze przymknąć oko na ich wyłącznie manualną regulację, o tyle zastosowany do obicia sztuczny materiał okazuje się bardzo kłopotliwy w codziennym użytkowaniu. Choć siedzenia są obiektywnie miękkie, dobrze wyprofilowane i z pewnością łatwe w utrzymaniu czystości, to ich specyficzne poszycie wykazuje niemal zerową zdolność do „oddychania” i termoregulacji. W efekcie zastosowania tak szczelnej tkaniny, po każdej dłuższej podróży zarówno ja, jak i mój pasażer opuszczaliśmy kabinę z nieprzyjemnie przegrzanymi, a nierzadko wręcz całkowicie spoconymi plecami.

Prąd, trzy cylindry i magia pod maską

Sercem tego miejskiego crosovera jest nowoczesny układ miękkiej hybrydy, który łączy benzynowy silnik o pojemności 1.2 litra z niewielkim motorem elektrycznym. Taki zestaw oferuje łącznie całkiem rześkie 136 koni mechanicznych, ale jego charakterystyka pracy jest średnio płynna, bo prąd co prawda pomaga przy ruszaniu ze świateł, ale od wciśnięcia pedału gazu do reakcji samochodu mija cała wieczność. Napęd reaguje dość intensywnie, dlatego nagłe wciśnięcie gazu od zera skutkuje dosłownie wystrzeleniem jak z procy (ale właśnie z ww. opóźnieniem), dlatego wyjeżdżając z miejsca parkingowego na ruchliwą ulicę, lepiej delikatnie operować gazem. Spalanie w mieście to ulga dla portfela, bo bez większego wysiłku zejdziesz w okolice 5,5 litra na sto kilometrów. W trasie musisz przygotować się na wynik rzędu 6,5 do 7 litrów, co jest całkowicie normalnym rezultatem dla auta o aerodynamice przydrożnego kiosku. Z pełnym bakiem liczącym 44 litry, zasięg bez najmniejszego problemu przekracza 650 kilometrów, co pozwala na rzadsze wizyty na stacjach benzynowych i dłuższą, nieprzerwaną zabawę za kółkiem. Ale jest jeszcze jeden mały szczegół, otóż wyciszenie kabiny jest dość słabe, co sprawia, że rozmowy w kabinie przy prędkościach autostradowych, lepiej jest zawiesić na czas podróży.

Latający dywan na dziurach

Wrażenia z jazdy po mieście oceniam całkiem dobrze, C3 jest wysoki, co daje kierowcy doskonałą pozycję i świetną widoczność. Dodatkowo samochód manewruje się z dziecinną łatwością, a wspomniana pozycja za kierownicą sprawia, że czujesz wygodnie i pewnie, widząc z daleka każdy wolny kawałek krawężnika do zaparkowania. Kiedy wyjedziesz w dłuższą trasę, C3 Aircross nadal pozostaje dobrym kompanem, zachęcającym do niespiesznego delektowania się podróżą. Przy autostradowych prędkościach nadwozie potrafi delikatnie bujać się na bocznym wietrze, a szum powietrza opływającego tę kwadratową bryłę staje się zauważalny.

Przeczytaj też: Skoda Elroq 85 – wydajny crossover z napędem elektrycznym

Elektroniczny nianiek na pokładzie

Jeśli chodzi o systemy wsparcia i bezpieczeństwa to w testowanej wersji nie mieliśmy „pełnego kompletu”. Co prawda znajdziesz tu bezprzewodowego Apple CarPlay i Android Auto, które odpalają się błyskawicznie, ratując cię przed koniecznością korzystania z plątaniny kabli i uchwytów na telefon, ale pozostałe funkcje były mocno okrojone. Tempomat był ale nie aktywny, co jest dziś mało praktyczne i nie pamiętam kiedy ostatnio siedziałem za kółkiem z taką podstawową wersją. Systemu utrzymania pasa też nie wykryłem. Kamery cofania były, ale też nieaktywne, przez co linie na ekranie pozostawały proste podczas cofania, co wymagało rozglądania się za siebie i zerkania w boczne lusterka. Co do innych systemów, jak np. aktywny system hamowania awaryjnego to nie zauważyłem jego obecności, ale system ostrzegania o najeżających pojazdach podczas cofania jest i działa świetnie. Oczywiście podkreślam, że testowana przez nas wersja, nie była pełną wypasioną wersją, no ale z drugiej strony szkoda, że nie mogliśmy przetestować takiej wersji.

Podsumowanie

Zbierając to wszystko do kupy, nowy Citroen C3 Aircross w wersji miękkiej hybrydy to ciekawa propozycja dla kogoś, kto nienawidzi nudy, kocha wygodę i nie ma zamiaru udawać, że potrzebuje twardego, sportowego zawieszenia w drodze po poranne pieczywo. Jego absolutnie najważniejsze zalety to kanapowy komfort podróżowania, niesamowicie oryginalny wygląd zewnętrzny oraz bardzo oszczędny napęd. Trzeba też dodać, że ta wersja ma w bagażniku dwa złożone fotele, co czyni z niego autem 7 osobowym, co w tej klasie jest niespotykane. O komforcie tych siedzeń nie ma co pisać, bo nawet w Volvo XC 90 czy Hyundai ionic 9 na tyle jest średnio wygodnie. Ale musze wspomnieć o konkurencji, szczególnie tej z dalekiej Azji, która po prostu w testach wypada lepiej, szczególnie pod względem wyposażenia. Dlatego mam apel do europejskich producentów, bierzecie panie i panowie przykład z konkurencji. Nikt nie chce jeździć golasem, dlatego w ofercie każdego producenta powinny być jedynie wersje wyposażone w najbogatsze opcje. Cena naszej wersji to ok 121 000 zł.