John Carpenter’s Toxic Commando – krew, pot i hordy zombiaków
Kiedy legendarny John Carpenter firmuje swoim nazwiskiem rzeźnię z hordami nieumarłych, wiedzcie, że nie będzie to zwykły spacer po postapokaliptycznym parku. To krwawy list miłosny do kina akcji klasy B, gdzie brak amunicji i płonące ciężarówki są równie pewne, co tysiące wrogów na ekranie.
Rynek gier wideo przeżywa obecnie ogromny wzrost popularności tytułów nastawionych na ścisłą kooperację. Gracze coraz chętniej łączą siły, aby wspólnie stawiać czoła wirtualnym zagrożeniom, choć natłok bardzo podobnych do siebie produkcji wywołuje u wielu naturalny odruch znużenia sprawdzoną do granic możliwości formułą. Właśnie w tym punkcie krytycznym dla gatunku kooperacyjnych strzelanek pojawia się nowe dzieło od doświadczonego studia Saber Interactive. John Carpenter’s Toxic Commando wchodzi na scenę z mocnym atutem w postaci słynnego reżysera jako patrona projektu. Ta obecność natychmiast zmienia narrację wokół gry, obiecując świeże spojrzenie na rywalizację z zastępami nieumarłych i oferując znacznie więcej niż tylko bezrefleksyjne zużywanie ton amunicji.

Ostatnia linia obrony ludzkości
Gra z premedytacją odrzuca próby udawania wysokobudżetowej, głęboko filozoficznej opowieści, czerpiąc garściami z uroczej i przerysowanej estetyki kina akcji klasy B. Zostajemy wrzuceni prosto w buty oddziału tak zwanych wyrzutków, którzy zbiegiem okoliczności stali się absolutnie ostatnią deską ratunku dla naszej planety. Co ciekawe, wbrew rynkowym trendom, wybór konkretnej twarzy bohatera ma tu charakter wyłącznie kosmetyczny. Kluczem do przetrwania czteroosobowej drużyny jest odpowiedni dobór klas, które definiują naszą rolę na polu bitwy. Oddział musi zbalansować siły, wykorzystując uderzeniowca nastawionego na zadawanie ogromnych obrażeń, medyka ratującego sytuację w krytycznych momentach, operatora wspierającego zespół taktycznym dronem oraz obrońcę, który za pomocą barier potrafi zamienić otwarty teren w możliwą do utrzymania twierdzę. Rozwój tych ról jest bardzo głęboki, a liczne ulepszenia pozwalają dostosować szybkość przeładowania czy pojemność magazynków pod konkretne wyzwania.
Przeczytaj też: Gra Reanimal na PC – ta gra jest tak chora, że nie można się od niej oderwać

Spektakularne morze nieumarłych
Wizualnie produkcja stawia przede wszystkim na niewyobrażalną skalę starć, która ma za zadanie wzbudzić w graczu poczucie totalnego przytłoczenia. Silnik gry generuje piękne wrażenia graficzne głównie dzięki technologii odpowiedzialnej za gigantyczne roje przeciwników. Na rozległych mapach potrafi pojawić się dosłownie tysiąc zombiaów jednocześnie, tworząc płynącą, niemal organiczną masę ciał przypuszczającą szturm na nasze pozycje. Choć detale pojedynczych modeli mogą schodzić na dalszy plan, to właśnie płynność animacji tego niekończącego się tłumu, w połączeniu z widowiskowymi eksplozjami i dynamicznym oświetleniem podczas starć, buduje plastyczny i brutalny obraz postapokaliptycznego świata.

Mobilne mołotowy i potężny arsenał
Rozprawienie się z tak potężnym zagrożeniem wymaga odpowiednich narzędzi, a system uzbrojenia został zaprojektowany z myślą o zarządzaniu zasobami. Pomiędzy misjami możemy ulepszać nasz standardowy ekwipunek, taki jak karabiny szturmowe czy strzelby, wykorzystując do tego zdobytą walutę w postaci kryształów. Prawdziwa siła rażenia leży jednak w broni ciężkiej, takiej jak potężne railguny czy wyrzutnie granatów, które musimy znaleźć na mapie, a ich skrajnie ograniczona amunicja zmusza do zachowania każdego strzału na momenty największej paniki. Równie istotne, co broń palna, są w tej grze pojazdy. Nie służą one wyłącznie do transportu, ale są pełnoprawnymi uczestnikami bitwy. Wymagają paliwa, ulegają uszkodzeniom, a potwory nieustannie próbują wciągnąć kierowcę przez maskę. W efekcie ciężarówka z zamontowanymi hakami i systemami EMP nierzadko zamienia się w płonący, mobilny koktajl Mołotowa, którym z impetem wjeżdżamy w samo serce wrogiej hordy.
Przeczytaj też: The Sims 4: Królewskie dziedzictwo – dodatek czy nowa gra?

Sztuka przetrwania i priorytetyzacji
Zabawa w Toxic Commando dobitnie udowadnia, że w starciu z hordą każda, nawet najbardziej dopracowana strategia, natychmiast rozpada się jak domek z kart. Misje i cele na mapie wymuszają na graczach ciągłą rotację, skutecznie zapobiegając nudnemu obozowaniu w jednym, bezpiecznym miejscu. Odpowiadają za to specjalne typy zainfekowanych, którzy wymagają natychmiastowej reakcji całego zespołu. Zmuszeni jesteśmy priorytetowo eliminować wrogów emitujących wzmacniający gaz, unikać szarżujących na oślep żywych bomb, czy też uciekać zza osłon przed bestiami atakującymi z dystansu. Czynnik ludzkiego błędu, jak chociażby przypadkowe sprowokowanie kolejnej fali zombie z braku ostrożności, sprawia, że każda realizacja celu może błyskawicznie przerodzić się w unikalną historię o desperackiej walce o każdą sekundę życia.

Płynność czy rozdzielczość?
Przeskok z rozdzielczości Full HD (1080p) na 4K to gigantyczne obciążenie dla sprzętu. Mówimy tu o renderowaniu ponad czterokrotnie większej liczby pikseli (ok. 2 milionów w 1080p vs ponad 8 milionów w 4K). W zależności od tego jakim sprzętem dysponujemy gra generuje taki klatkaż jak widać w poniższej tabeli. Jednak murzę zaznaczyć, że gra w 1080 jest absolutnie wystarczająca i wygląda równie pięknie i krwawo co w 4K.
Porównanie wydajności: 1080p vs 4K
| Tytuł gry | Wynik w 1080p (Full HD) | Wynik w 4K (Ultra HD) | Spadek wydajności |
| Cyberpunk 2077 (bez Ray Tracingu) | ok. 130 FPS | ok. 40 FPS | Gra traci ok. 70% płynności. W 4K do komfortowej gry niezbędny staje się upscaling (DLSS). |
| Red Dead Redemption 2 | ok. 120 FPS | ok. 50 FPS | W 1080p mamy idealną płynność na monitory 120Hz, w 4K ledwo dobijamy do konsolowych 60 klatek. |
| Call of Duty: Warzone | ok. 180 FPS | ok. 80 FPS | W dynamicznych strzelankach spadek ze 180 na 80 FPS jest bardzo odczuwalny i może wpływać na czas reakcji. |
| Wiedźmin 3: Dziki Gon (Next-Gen, bez RT) | ok. 140 FPS | ok. 55 FPS | 4K zapewnia oszałamiające widoki w Toussaint, ale kosztem utraty idealnej gładkości obrazu. |
| Counter-Strike 2 (ustawienia wysokie) | ok. 450 FPS | ok. 180 FPS | Tytuł e-sportowy. Nawet w 4K gra działa świetnie, choć zawodowcy i tak wybiorą 1080p dla maksymalnych FPS-ów. |



Podsumowanie
Warstwa dźwiękowa produkcji stanowi idealne dopełnienie tego kontrolowanego chaosu. Odgłosy rozszalałej hordy tysięcy wrogów, warkot uszkodzonych silników i potężne wybuchy z broni ciężkiej budują na słuchawkach wyjątkowo gęstą atmosferę zaszczucia. Całość, zgodnie z patronatem Johna Carpentera, otulona jest wyrazistą oprawą, która doskonale potęguje wrażenie obcowania z kultowym kinem grozy i akcji. John Carpenter’s Toxic Commando to niezwykle obiecująca pozycja dla fanów kooperacji. Oferuje ona przerysowane, intensywne doświadczenie, w którym matematyczna, chłodna taktyka musi ustąpić miejsca desperackiej improwizacji, a najciekawsze i najbardziej satysfakcjonujące momenty rodzą się dokładnie wtedy, gdy cały początkowy plan legnie w gruzach.


