
Test Huawei Watch D3: Prawdopodobnie go potrzebujesz
Przykro mi, ale jest szansa 1 do 3, że potrzebujesz tego zegarka.
Dlaczego mi przykro? Bo to żadna przyjemność mieć problemy z ciśnieniem – wiem coś o tym. I wie coś o tym około jedna trzecia dorosłych Polaków. A co to ma wspólnego tym zegarkiem? Tyle, że to jedyny na rynku smartwatch, który potrafi mierzyć ciśnienie z precyzją sprzętu medycznego – i ma na to papier.




W przeciwieństwie do całej reszty, która estymuje ciśnienie na podstawie danych z czujników optycznych, Huawei Watch D3 faktycznie je mierzy. W pasku zegarka znajduje się miniaturowy mankiet pneumatyczny, który podczas pomiaru pompuje się – jak typowy ciśnieniomierz – a wyniki są równie dokładne jak w tym ostatnim. Ok, to nie jest nowość. Watch D3 ma trójkę w nazwie, bo przed nim Huawei wypuścił już dwie generacje smartwatchy z tą funkcją, ale ten wreszcie rzeczywiście jest praaawie nie do odróżnienia od zwykłych smartwatchy. Koperta jest o kilka milimetrów smuklejsza od poprzedników, ekran AMOLED większy – ma przekątną 1,92 cala – i z węższymi ramkami a całość jest wyraźnie lżejsza.




Na ciśnieniu się nie kończy – Watch D3 monitoruje także tętno, natlenienie krwi, jakość snu, czy poziom stresu, a funkcja „Zdrowie na oku” pozwala szybko zebrać zestaw najważniejszych danych o stanie organizmu – taki rzut oka „czy wszystko jest OK”. Są też całkiem niezłe funkcje sportowe (chociaż dla miłośników sportu Huawei ma lepsze propozycje) oraz powiadomienia, pogoda, różne appki – co tam potrzebujesz. Czas pracy na baterii bardzo zależy od tego, czy włączysz stałe monitorowanie ciśnienia – to naprawdę superprzydatna zdrowotnie funkcja, ale wymaga pracy pompki i bardzo żre baterię. Bez tego możesz liczyć na kilka dni – tak między trzy a pięć – zależy, jak korzystasz. Z włączonym monitoringiem ciśnienia, trzeba Watch D3 ładować raz na dobę. Ale warto.




