Wzmacniacze, czy powerline? Dwa sposoby radzenia sobie ze słabym WiFi

Problemy z zasięgiem WiFi w mieszkaniu? Też tak miałem – blok z wielkiej płyty. Sprawdziłem dwa rozwiązania: powerline i wzmacniacze.

Wybrałem urządzenia tej samej firmy, Fritz, żeby wyeliminować dodatkową zmienną, i żeby mi było wygodniej, bo mam router Fritza. Więc: Z jednej strony wzmacniacze Fritz! Repeater 3000 AX z obsługą WiFi6 i transferem do 2400 Mbps, dwoma portami LAN – po gigabicie, bo trochę nie ma po co szybciej. Z drugiej, zestaw FRITZ!Powerline 1240 AX z teoretyczną prędkością transmisji 1200 Mbps przez sieć energetyczną i dwoma gigabitowymi gniazdami ethernetu każdy. Najpierw rzecz niby drobna, ale ważna: estetyka i wygoda. Powerline’y wsadzone w gniazdko praktycznie znikają, podczas gdy wzmacniacz trzeba gdzieś postawić i jeszcze ma zasilacz, za którym ciągną się kable. Weź pod uwagę. W obu przypadkach połączenie i konfiguracja były błyskawiczne i banalnie proste.

A teraz, łączność! Jeśli kable elektryczne są w porządku (mam dość świeżą instalację, mimo starego bloku), powerline działa pięknie, zapewniając bardzo niskie opóźnienie i świetną szybkość transmisji. No ale niestety, dwa pokoje są na innym obwodzie, niż dwa pozostałe, przez co połączenie tam było beznadziejne i zrywane w losowych momentach. Stabilność połączenia okazała się też wrażliwa na niektóre podłączane do gniazdek zasilacze – no a trudno nic nie podłączać do gniazdek „bo sieć”…

Byłem natomiast przyjemnie zaskoczony nie tylko stabilnością, ale też szybkością połączenia w przypadku wzmacniaczy, mimo, że dookoła jest gęsto od innych sieci i wszelkich interferencji. Wniosek? Przy dobrym ustawieniu wzmacniacze zapewniły połączenie stabilniejsze, a równie szybkie, co powerline’y – które jednak są znacznie mniej inwazyjne w przestrzeni domowej… No chyba, że wreszcie zauważę, że te powerline’y mają też funkcję reapeterów WiFi!!!