[NASZE WIDEO] Test Beyerdynamic MMX 130 Wireless
Czego chcą gracze od swoich słuchawek? Żeby dało się w nich grać godzinami, żeby dało się je podłączyć do wszystkiego, żeby dobrze brzmiały w muzyce i grach no i żeby było cię w nich dobrze słychać. Gracze chcą, Beyerdynamic odpowiada, a tą odpowiedzą są Beyerdynamic MMX 130 Wireless.
Zacznijmy od wygody: MMX-y 130 są bardzo lekkie, ważą tylko 265 gramów a obszerne, dobrze mieszczące małżowiny nauszniki z lekkiej pianki są obszyte welurem tak mięciutkim, że prawdziwym twardzielom może być aż wstyd, że noszą coś tak delikatnego. Kabłąk pracuje jak trzeba i słuchawki nie cisną, a regulacja jest pewna – chociaż nadal wolę taką bezstopniową, jest łatwiejsza. Ale najważniejsze, co wpływa na wygodę to fakt, że słuchawki mają otwartą konstrukcję, pozwalając na swobodny przepływ powietrza. To sprawia, że uszy mniej się grzeją i pocą, a także, że nie czujesz tego nieprzyjemnego ciśnienia.




Drugi element, czyli możliwość łączenia słuchawek ze wszystkim to prawdziwe forte MMX 130. Beyerdynamic daje tu naprawdę WSZYSTKIE opcje: możesz połączyć się przez Bluetooth 6, co pozwala na łączność multipoint, możesz użyć dongla bezprzewodowego na USB – działa i na C i na „dużym” – łącząc się z niskim opóźnieniem, albo podpiąć słuchawki na kablu, przez USB lub jack 3,5 mm. Mówiłem, wszystko!




Fakt, że MMX 130 są otwarte wpływa też na brzmienie, które Beyerdynamic opisuje jako szerokie – dodałbym, że czuć to jako pewne zmiękczenie i oddalenie, przy zachowaniu ładnej separacji i niezłych basów. W grach „wygładza” to trochę efekty, dając więcej miejsca na soundtrack i odgłosy świata, plus jest dobra separacja dialogów. Wreszcie, jak już o dialogach – jest dołączany mikrofon Meta Voice, który przyda się przy voicechatcie – oraz callach z pracy. Acha, bardzo doceniam schowek na dongla pod nausznikiem i łatwą możliwość wymiany baterii!

