Nothing Phone (4b) – nieszablonowy design i rozsądna cena
Marka Nothing przebojem wdarła się na europejski rynek smartfonów. Trudno się jednak temu dziwić. Urządzenia z Londynu serwują nam nie tylko nieszablonowe wzornictwo, ale i solidne specyfikacje, minimalistyczną nakładkę i interesujące rozwiązania technologiczne. Tegoroczne wakacje przyniosły nam premierę słuchawek Nothing Ear (3a) oraz smartfona Nothing Phone (4b). Ten ostatni ma być najbardziej rozsądnym progiem wejścia w ekosystem producenta. A jak sprawuje się na co dzień? Postanowiłem to sprawdzić!

Design i wykonanie
Nothing ma już pewne doświadczenie we wprowadzaniu na rynek niskobudżetowych smartfonów. I to procentuje w przypadku modelu Nothing Phone (4b). Smartfon przykuwa uwagę już po wyciągnięciu z pudełka. Producent zrezygnował tutaj z charakterystycznej częściowej przezroczystości obudowy, która była wizytówką urządzeń Nothing przez kilka dobrych lat. Zamiast tego dostajemy jednolitą, kolorową tylną klapkę wykonaną z poliwęglanu, pokrytą powłoką ograniczającą zbieranie odcisków palców. Trudno nie zauważyć, że to kontynuacja trendu zapoczątkowanego przez Nothing Phone (4a) Pro. Tam jednak obudowę wykonano z aluminium. Na pleckach mamy dwa obiektywy aparatu oraz podświetlany pasek Glyph. Informuje on o powiadomieniach, statusie nagrywania czy postępie ładowania. Sam smartfon jest solidny i doskonale spasowany. Płaskie krawędzie ramki ułatwiają pewny chwyt, a całość waży 210 gramów przy wymiarach 164,4 na 78,2 na 8,6 milimetra. Urządzenie dzielnie znosi pracę w trudnych warunkach – otrzymało bowiem certyfikat IP64.

Ekran, który nie zawodzi
Na ekran w Nothing Phone (4b) nie sposób narzekać. Producent postawił tu na panel Super AMOLED o przekątnej 6,77-cala i rozdzielczości Full HD+. Przekłada się to na gęstość pikseli rzędu 381 ppi. Jeśli do tego dodać częstotliwość odświeżania 120 Hz, to zyskujemy urządzenie, które doskonale sprawdzi się podczas przeglądania Internetu, mediów społecznościowych, nawigacji, oglądania wideo czy grania. Matryca AMOLED zapewnia głęboką czerń i odpowiedni kontrast, a więc to, czego od niej oczekujemy. Warto wspomnieć również o tym, że ekran chroni szkło Dragontrail Pro, czyli rozwiązanie spotykane w wielu urządzeniach średniej półki, oferujące przyzwoitą odporność na zarysowania przy rozsądnych kosztach produkcji. Deklarowana szczytowa jasność sięgająca 2000 nitów zapewnia odpowiednią widoczność treści wyświetlanych na ekranie nawet w słonecznie dni – choć daleko tu do rynkowych rekordów. Ekranowy czytnik linii papilarnych działa sprawnie i praktycznie bezbłędnie.

Wydajność i oprogramowanie
Sercem Nothing Phone (4b) jest procesor Snapdragon 6 Gen 4, układ wyprodukowany w procesie 4 nanometrów. Ten układ nie jest oczywiście demonem wydajności, ale w codziennej pracy radzi sobie naprawdę zadowalająco. Układowi towarzyszy 8 GB pamięci RAM LPDDR4X oraz pamięć wewnętrzna w wariancie 128 GB. To zestaw, który powinien wystarczyć na płynną obsługę systemu, przeglądarki i popularnych aplikacji. Bardziej wymagające gry natomiast mogą już łapać zadyszkę. Brak tu jednak problemów z nadmiernym nagrzewaniem oraz uporczywym throttlingiem. To dobre wieści. Na pokładzie znajdziemy Androida 16 z autorską nakładką Nothing OS 4.1. System jest lekki, dobrze zoptymalizowany i oferuje dostęp do pakietu narzędzi Essential AI, które wbrew pozorom na co dzień okazują się naprawdę przydatne. Znamienne jest to, że producent deklaruje tu dostęp do trzech dużych aktualizacji Androida i sześciu lat poprawek bezpieczeństwa. To nadal więcej, niż oferują niektórzy konkurenci.
Aparaty i możliwości foto/wideo




Nothing Phone (4b) otrzymał zestaw dwóch aparatów na tyle. Mamy tu więc przyzwoity, główny aparat 50 megapikseli z jasnością f/1.8 oraz stabilizacją optyczną OIS wspieraną dodatkowo przez stabilizację elektroniczną EIS. Drugi obiektyw to moduł ultraszerokokątny 8 megapikseli z jasnością f/2.2 i kątem widzenia sięgającym niemal 120 stopni, co pozwala na uchwycenie szerszych kadrów, na przykład podczas fotografowania architektury czy krajobrazów.
Główny aparat pozwala na wykonanie solidnych zdjęć w dobrych warunkach oświetleniowych. Kolory są odwzorowane raczej realistycznie. Brak tu efektu skrajnego podbijania kolorystyki. Autofocus działa pewnie i sprawnie – choć brak teleobiektywu jest tu odczuwalny przy próbie robienia zdjęć typu makro. Ultraszeroki kąt pod kątem jakości odbiega znacząco od głównego czujnika, ale mogłem się tego spodziewać biorąc pod uwagę rozdzielczość. Zakładam jednak, że korzysta się z niego sporadycznie, a i jego możliwości raczej są porównywalne do najważniejszych rynkowych konkurentów. Telefon obsługuje nagrywanie wideo w rozdzielczości 4K przy 30 klatkach na sekundę, a producent dodał też funkcję jednoczesnego nagrywania z przedniej i tylnej kamery, co może przydać się twórcom treści na potrzeby relacji czy krótkich materiałów wideo.
Aparat do selfie ma rozdzielczość 16 megapikseli, jasność f/2.4 i kąt widzenia 81,8 stopnia, czyli parametry typowe dla tej klasy sprzętu, wystarczające do rozmów wideo i codziennych zdjęć. Zrobiłem nim kilka selfiaków, przeprowadziłem kilka rozmów wideo. Radził sobie naprawdę przyzwoicie.
Bateria i ładowanie
Akumulator o pojemności 5200 mAh to element, którym Nothing chwali się najgłośniej, opisując go wprost jako najlepszą baterię w historii marki. W praktyce ogniwo sprawdza się nieźle. Energii spokojnie wystarcza na cały dzień intensywnej pracy. Gdy sięgałem po smartfona rzadziej, to ładowałem go raz na dwa dni. Spora w tym zasługa procesora Snapdragon 6 Gen 4 i ekranu AMOLED, które są relatywnie energooszczędne. Ładowanie przewodowe ograniczone jest do mocy 33 waty, co w 2026 roku trudno nazwać wynikiem imponującym. Konkurencja często oferuje w tej kwestii więcej, a i wiele osób przyzwyczaiło się do tego, że smartfona można naładować w pół godziny. W dobie rosnących cen komponentów i szaleństwa rynku producent musiał jednak pójść na pewne kompromisy dla zachowania atrakcyjnej ceny.




Nothing Phone (4b) na tle konkurencji
W przedziale cenowym w okolicach 1449 złotych Nothing Phone (4b) trafia na gęsto obsadzony rynek, zdominowany przez chińskich producentów pokroju Xiaomi czy realme, którzy od lat konsekwentnie oferują tam bardzo konkretny stosunek specyfikacji do ceny. Jako bezpośredniego rywala dla testowanego smartfona można uznać chociażby Redmi Note 15 Pro 5G. Jest on dostępny za porównywalne pieniądze i mógłbym zaryzykować stwierdzenie że pod kątem specyfikacji rysuje się nieco lepiej od budżetowego Nothinga. Smartfon londyńskiej firmy nadrabia charakterem i naprawdę praktycznie uporządkowanymi funkcjami AI.
Jak już wspomniałem, testowany przeze mnie smartfon to najtańsza brama do ekosystemu marki Nothing. Jego premiera bowiem – oraz rynkowy kryzys – stawiają pod znakiem zapytania dalsze losy submarki CMF by Nothing, która do tej pory skierowana była do mniej wymagających klientów. Czy producent całkowicie ją wygasi ze względów ekonomicznych? Tego dowiemy się z pewnością już wkrótce.
Czytaj też: Nothing Ear (3a) – zachwycająca forma i niezłe brzmienie
Podsumowanie
Nothing Phone (4b) to telefon, który po raz kolejny udowadnia, że marka Carla Peia potrafi konsekwentnie realizować własną wizję nawet w budżetowym segmencie rynku. Design nadal cieszy tu oko, a możliwości samego smartfona są adekwatne do jego ceny – choć czuć tu pokłosie panującego na rynku kryzysu. Nothing OS 4.1 pozostaje jednym z mocniejszych argumentów za wyborem tego urządzenia, oferując czystą, minimalistyczną obsługę i rzadko spotykaną w tym segmencie długość wsparcia aktualizacjami. Do plusów można też zaliczyć obecność stabilizacji optycznej w głównym aparacie oraz certyfikat odporności IP64, czyli elementy, które tanich telefonów wciąż nie są oczywistością. Trzeba jednak też uczciwie zaznaczyć, że wydajność Snapdragona 6 Gen 4 nie powala na kolana, a ładowanie ograniczone do 33 watów to dziś już trochę żart. W ogólnym rozrachunku jednak Nothing Phone (4b) to przyzwoity telefon, który może być ciekawą alternatywą dla tańszych produktów Xiaomi, realme czy Motoroli.
Cena: 1449 zł
Grafika tytułowa: Nothing

