Whirlpool WH6IA10BS7L0 – idealny wybór do niewielkiej kuchni?
Zmywarki 45 cm przez lata były wyborem w przypadku braku miejsca na pełnowymiarowy model o szerokości 60 cm. Dało się w nich umyć naczynia, ale zwykle kosztem pojemności, głośności albo rachunków. Whirlpool WH6IA10BS7L0 bierze format 45 cm i próbuje go dociągnąć parametrami do tego, co jeszcze niedawno było zarezerwowane dla dobrych modeli 60 cm. Najbardziej rzuca się w oczy klasa energetyczna A w nowej skali A-G, obowiązującej w UE od marca 2021 roku. W cyklu Eco producent deklaruje 43 kWh na 100 cykli, czyli w przeliczeniu 0,43 kWh na jeden cykl. W wąskiej zmywarce to wynik, który realnie ustawia ją w roli oszczędzacza, a nie kolejnego przeciętnego urządzenia z naklejką.
Realny zysk czy marketingowy znaczek?
To jednak nie jest sprzęt, który wygrywa samą etykietą. WH6IA10BS7L0 zapewnia też sensownie zużycie wody. Zaledwie 8,5 litra wody na cykl Eco jest dobrym wynikiem. Dla porównania, w wielu 45-centymetrowych konstrukcjach 9-10 litrów wcale nie jest niczym niezwykłym, a w starszych generacjach zużycie potrafiło być jeszcze większe. Tu widać nacisk na recyrkulację i pracę na małej objętości wody, bo w zmywarce największy koszt energetyczny to grzanie. Jeśli grzejesz 8,5 litra, a nie 10,5 litra, różnica w ilości pobieranej energii jest prosta do przewidzenia, nawet jeśli producent nie pokazuje jej na wykresach. Mniej wody do podgrzania to mniej pracy dla grzałki przepływowej i łatwiejsze domknięcie bilansu energetycznego pod klasę A.
Z zewnątrz to klasyczna zabudowa z ukrytym panelem sterowania. Wymiary są typowe dla wnęki. Wymiary to 820 × 448 × 555 mm. Głębokość 555 mm jest tu ważna, bo w praktyce ułatwia licowanie z frontami meblowymi i nie zostawia dziwnej szczeliny przy cokołach. Szerokość 448 mm to standard 45 cm w wersji do zabudowy, więc nie ma niespodzianek podczas montażu. Pojemność deklarowana to 10 kompletów naczyń. W tej klasie rozmiaru to już nie jest tylko liczba, ponieważ typowy Bosch czy Electrolux w 45 cm często kończy na 9 kompletach, czasem 10, ale zwykle przy bardzo ciasnym koszu i gorszej ergonomii sztućców.

Cisza, którą słychać w rachunkach
Zmywarka wyposażona jest w silnik inwerterowy BLDC. W zmywarce to ważne. Po pierwsze modulacja obrotów pompy myjącej, czyli możliwość przechodzenia od delikatnego mycia szkła do mocnego ciśnienia przy garnkach. Po drugie akustyka. Producent podaje 42 dB, a to jest wartość, która w praktyce daje wrażenie sprzętu cichego, a nie tylko akceptowalnego. Dla porządku należy wyjaśnić, iż różnica 3 dB to dwukrotna zmiana natężenia dźwięku w sensie fizycznym, choć subiektywnie człowiek odbiera to łagodniej. Gdy zestawi się 42 dB z urządzeniami w okolicach 44-45 dB, różnica nie brzmi jak cisza kontra hałas, ale w małej kuchni i szczególnie wieczorem potrafi być odczuwalna.
Cena za klasę A jest widoczna tam, gdzie nie da się oszukać fizyki. W czasie cyklu. Program Eco trwa tu około 3:40h. To prawie cztery godziny, czyli dokładnie tyle, ile w wielu zmywarkach, gdy producent ścina energię, obniża temperaturę i rozciąga proces w czasie. Da się z tym żyć, jeśli zmywarka pracuje w tle, nocą albo gdy domownicy są poza domem. Jeśli ktoś ma nawyk włączania szybkich programów na okrągło, to klasa A staje się bardziej deklaracją na papierze niż realnym wynikiem na rachunku.
W środku Whirlpool gra dwoma rozwiązaniami, które naprawdę wpływają na użytkowanie. To jest 6-ty zmysł i PowerClean Pro. Popularny 6-ty zmysł to w uproszczeniu pakiet automatyki oparty o czujniki, przede wszystkim czujnik zmętnienia wody, pracujący na zasadzie fotometrii z diodą IR i odbiornikiem. Układ ocenia, ile cząstek i emulsji tłuszczowej krąży w obiegu. Na tej podstawie sterownik potrafi zmienić parametry cyklu: dodać czas, podnieść temperaturę, mocniej napędzić pompę. W teorii brzmi to jak standard, ale w praktyce w tańszych zmywarkach automatyka bywa zbyt zachowawcza i kończy się tym, że program auto myje jak Eco. Tu, przez połączenie z inwerterem, jest większa elastyczność ciśnienia i reakcji w trakcie cyklu.
Druga sprawa to PowerClean Pro. To nie jest kolejne marketingowe ramię lepsze o 20%, tylko osobny moduł dysz na tylnej ścianie komory. Zamiast liczyć wyłącznie na rotację ramion natryskowych, Whirlpool ustawia w dolnej strefie zestaw stałych dysz, które potrafią uderzać wodą poziomo w dno naczyń ustawionych przy tylnej ścianie. Żeby to działało, garnek trzeba postawić plecami do dysz, zwykle pionowo. Brzmi jak drobiazg, ale zmienia logistykę kosza. W klasycznym układaniu garnków dnem do góry zajmujesz sporą powierzchnię dolnego kosza. Tutaj, przy ustawieniu pionowym, zyskuje się miejsce, a producent mówi nawet o okolicach 30% uwolnionej przestrzeni w dolnym koszu. Nie ma sensu traktować tej liczby jak laboratoryjnego pomiaru dla każdego załadunku, ale kierunek jest prawdziwy. W zmywarkach 45 cm ma to duże znaczenie.

Suszenie to NaturalDry, czyli automatyczne uchylanie drzwi. W tej zmywarce idea jest prosta, w końcowej fazie płukania naczynia dostają gorącą wodę, magazynują ciepło, a później urządzenie uchyla drzwi, kiedy temperatura w komorze spadnie do bezpiecznego poziomu dla zabudowy, zwykle w okolicach 40°C. Drzwi uchylają się na około 10 cm. Wymiana powietrza robi resztę czyli para ucieka, a na plastikach zostaje mniej wody niż przy klasycznym kondensacyjnym suszeniu bez otwierania. To rozwiązanie ma realny wpływ na klasę energetyczną, bo w fazie suszenia nie pracuje energochłonna grzałka ani wentylator. Ma też minusy bo drzwi faktycznie są uchylone, więc w zabudowie trzeba mieć pewność, że fronty i listwy nie będą stale dostawały wilgotnym wydechem. Przy poprawnie zrobionej kuchni zwykle jest to do ogarnięcia, ale bywa, że producenci mebli robią zbyt ciasne zabudowy i wtedy zaczynają się pretensje do zmywarki, a nie do stolarza.
Warto też dopowiedzieć o Multizone, bo to funkcja, którą część osób myli ze starym pół wsadu. Tutaj nie chodzi o mechaniczne obcięcie wody, tylko o przekierowanie obiegu do wybranego kosza. Robi to zawór rozdzielający, który pozwala myć tylko górny albo tylko dolny kosz. Przy wąskiej zmywarce ma to sens praktyczny. Jeśli po obiedzie zostają głównie garnki, można załadować dół, uruchomić intensywniejszy program i nie pompować wody tam, gdzie komora jest pusta.

Ergonomia wnętrza ma dwa duże plusy. Pierwszy to trzeci kosz na sztućce. W praktyce oznacza to brak klasycznego koszyczka na dole, więc dolny kosz łatwiej wykorzystać na talerze i garnki. Drugi to regulacja górnego kosza, działająca nawet przy pełnym załadunku. To jest funkcja, która wydaje się banalna do momentu, aż trzeba wcisnąć wysokie kieliszki albo duże talerze. W 45 cm walczy się o centymetry, więc możliwość przestawienia kosza o kilka poziomów realnie robi różnicę. Do tego dochodzą składane grzebienie w dolnym koszu, co ułatwia robienie płaskiej strefy pod większe naczynia.
Na plus działa materiał komory. W tym modelu dno i komora są ze stali nierdzewnej, a nie z tworzywa. Stal ma praktyczne przewagi bo lepiej znosi temperaturę, łatwiej utrzymać higienę, bywa też korzystna dla suszenia (ścianki mają inną bezwładność cieplną niż plastik). Do tego zwykle poprawia tłumienie hałasu. Nie jest to element, który sam w sobie zmienia zmywarkę, ale w tej klasie cenowej to cecha, którą warto odnotować.
Konkurencja
Porównanie z konkurencją wypada dla Whirlpoola korzystnie w tabelce energetycznej, a mniej korzystnie w cyfrowych dodatkach. Zestawiany często Bosch SPV4EKX29E (Serie 4) ma zwykle klasę D w nowej skali i zużycie w okolicach 63 kWh/100 cykli Eco, czyli 0,63 kWh na cykl. Przy tej samej liczbie cykli rocznie różnica zaczyna się robić policzalna. Jeśli przyjąć 280 cykli rocznie i cenę energii 1,15 PLN/kWh, to Whirlpool w Eco wychodzi 280 × 0,43 × 1,15 = 138,46 PLN rocznie. Model klasy D przy 0,63 kWh/cykl: 280 × 0,63 × 1,15 = 202,86 PLN rocznie. Różnica to 64,40 PLN na rok. W 10 lat robi się 644 PLN, bez uwzględniania wzrostu cen energii. To nie jest kwota, która sama spłaci urządzenie, ale potrafi skompensować część różnicy w cenie zakupu, jeśli Whirlpool kosztuje około 2300-2500 PLN, a sensowna zmywarka klasy D chodzi bliżej 1800-2000 PLN. Wtedy zwrot jest raczej pod koniec życia sprzętu niż po dwóch sezonach. Pytanie więc czy warto?
Bosch ma przewagę w łączności bezprzewodowej. Home Connect daje zdalne sterowanie i dodatki, które część użytkowników lubi. Diagnostyka, powiadomienia, czasem integracje smart home. WH6IA10BS7L0 Wi-Fi nie ma. W tej cenie dla jednych to obojętne, dla innych to minus, bo rynek przyzwyczaił do tego, że urządzenie za ponad dwa tysiące umie coś więcej niż regularne uruchamianie przyciskiem „start”. Druga przewaga Boscha to reputacja koszy. W wielu domach to właśnie kosze kończą żywot zmywarki. Pęka powłoka, zaczyna się korozja, a reszta urządzenia działa dalej. Whirlpool ma za sobą historię modeli, w których powłoki koszy potrafiły puszczać po kilku latach, zwłaszcza na końcówkach prętów. Producent deklaruje poprawę w nowszych seriach, ale ostrożność musi zostać nawykiem. Ostre noże, ciężkie garnki i wpychanie na siłę to prosta droga do uszkodzeń mechanicznych. W tym punkcie Bosch wciąż bywa pewniejszym wyborem, nawet jeśli energetycznie przegrywa.
Electrolux w podobnym segmencie gra inną kartą bo ma na wyposażeniu ramię typu SatelliteClean, czyli podwójną rotację i lepsze pokrycie strumieniem. To działa dobrze przy gęsto upakowanych naczyniach, bo woda dociera pod różnymi kątami. PowerClean Pro Whirlpoola jest bardziej wyspecjalizowany bo bardziej doczyszcza chociażby mocno zabrudzone garnki w konkretnej strefie. Który pomysł jest lepszy? Zależy od stylu gotowania. Jeśli w domu regularnie pojawiają się patelnie i brytfanny z przypaleniami, PowerClean ma sens. Jeśli częściej idą talerze, miski i szkło, SatelliteClean też robi robotę. Natomiast w energetyce Whirlpool ma przewagę, bo w wielu Electroluxach w porównywalnej klasie sprzętu etykieta kręci się w okolicach D/E (zależnie od modelu), a zużycie wody potrafi być bliżej 9,9-10,5 litra w Eco.
Żeby to nie zabrzmiało jak opis idealnej maszyny, trzeba dopisać wprost rzeczy niewygodne. Pierwsza to czas programów. aż 3:40 godziny w Eco dla części osób będzie nie do przełknięcia, bo mają nawyk zmywania tu i teraz. Wtedy kończy się na programach szybkich, które zwykle podnoszą temperaturę i ciśnienie, a więc podbijają zużycie energii. Druga sprawa to wrażliwość sensoryki i kwestie serwisowe. W platformach Whirlpoola często przewija się błąd F3 E1. Objawy bywają różne na przykład zmywarka nie kończy cyklu, nie grzeje, potrafi też wariować podczas wypompowywania wody. Przyczyna często idzie w stronę czujników poziomu wody, presostatu albo optycznego czujnika wody. To elementy, które źle znoszą zaniedbania takie jak tłuszcz, osad wapienny, brudne filtry. Jeśli ktoś ma twardą wodę i nie czyści układu, a jednocześnie kupuje zmywarkę z czujnikiem, który widzi wszystko, to awarie nie biorą się znikąd. To nie jest wada jednej sztuki, tylko cecha całej filozofii zmywarek z czujnikami. Automatyka działa dobrze, gdy hydraulika jest czysta. Trzecia rzecz to interfejs i informacja o stanie pracy. Zmywarka ma ukryty panel oraz diodę LED sygnalizująca pracę, ale nie ma standardowego rzutnika czasu na podłogę. Dla osób, które lubią wiedzieć ile czasu zostało do zakończenia zmywania, brak projekcji bywa irytujący.

Dla kogo jest Whirlpool WH6IA10BS7L0?
Whirlpool WH6IA10BS7L0 to sprzęt dla kogoś, kto rozumie, że wysoka efektywność wymaga określonych nawyków. Jej mocne strony są konkretne: zużycie 43 kWh na 100 cykli, 8,5 litra na cykl, głośność 42 dB, pojemność na 10 kompletów, program Eco trwający około 3 godziny i 40 minut, automatyczne uchylenie drzwi o mniej więcej 10 centymetrów po spadku temperatury do około 40 stopni, sensownie działające PowerClean i realne Multizone. Słabości też są jasne: brak Wi-Fi w tej cenie, brak projekcji czasu na podłogę, długie programy, większe ryzyko problemów przy zaniedbanej konserwacji i kosze, które w Whirlpoolu zawsze będą oceniane surowiej niż w Boschu.
To zmywarka, która potrafi dać dużo w małej zabudowie, ale nie jest urządzeniem typu kupić, wrzucić tabletki, zapomnieć. Jeśli ktoś chce po prostu wąski model, bo nie ma miejsca, i nie zamierza zmieniać przyzwyczajeń, przewaga klasy A może pozostać tylko na etykiecie. Jeśli jednak ktoś faktycznie korzysta z Eco i dba o filtr, to rachunki i kultura pracy będą broniły się liczbami, a PowerClean Pro przestaje być ciekawostką i zaczyna robić to, co obiecuje.
Grafika tytułowa: Whirlpool


