EA Sports FC 27 – największa rewolucja w serii czy odgrzewany kotlet w nowym opakowaniu?

EA Sports FC 27 to najnowsza odsłona uwielbianej serii piłkarskiej od Electronic Arts. W tym roku twórcy stawiają na nowości, które mają pomóc zbudować jeszcze bardziej zaangażowaną społeczność graczy. Tylko czy to wystarczy, by produkcja osiągnęła sukces? W końcu wiele elementów jest tu powtarzalnych w stosunku do poprzednich odsłon. Postanowiłem zagrać i upewnić się, jak jest naprawdę.

The Grounds to największa zmiana w serii, ale z kilkoma zastrzeżeniami

Największą nowością w tegorocznej odsłonie „wirtualnej kopanej” jest przestrzeń The Grounds. Może w niej przebywać nawet setka graczy. To skrupulatnie zaprojektowany piłkarski świat z miejscem spotkań – The Terrace. Łączą się z nim trzy dedykowane dzielnice zainspirowane kulturą futbolu z różnych części świata. Oczywiście w The Grounds przygotowano różne, ciekawe aktywności dla graczy. Mamy tu więc m.in. mecze 11 na 11, 3 na 3, 2 na 2 i 1 na 1. Można tworzyć własnego awatara, personalizować go i w ten sposób wyrażać siebie.

Oczywiście są tu pewne ograniczenia. The Grounds trafia wyłącznie na sprzęt obecnej generacji, czyli PlayStation 5, Xbox Series X|S, PC i Nintendo Switch 2. Właściciele PS4 i Xbox One muszą obejść się ze smakiem. Poza tym EA stawia na monetyzację – twórcy postawili tu na walutę zwaną Amps, na której oczywiście chcą zarobić. Moja opinia? The Grounds to najciekawszy pomysł od lat, ale wiele zależy od tego, czy EA uda się zbudować wokół niego dużą społeczność i utrzymać graczy przy tym trybie – by nie znudzili się zbyt szybko i nie skupili na pozostałych dostępnych opcjach rozgrywki.

Rozgrywka na boisku – ewolucja i ładanie irytujących bolączek

Sama rozgrywka w EA Sports FC 27 nie przynosi rewolucji. Jest jednak dowodem na to, że twórcy wsłuchują się w opinie społeczności. Przede wszystkim trzeba tu wspomnieć, że przebudowano mechanizm dośrodkowań. Odpowiednio przemyślane wrzutki są teraz bardzo groźne, co urozmaica ofensywę, ale i wymusza granie „z głową” w obronie. EA deklaruje też, że budowanie sytuacji w polu karnym i kontrolowanie w nim piłki w większym stopniu zależy teraz od umiejętności gracza, a nie od losowości algorytmu. Moim zdaniem to dobra decyzja. Nie lubię, gdy punktowanie przychodzi mi zbyt łatwo. Wolę pobawić się piłką w strefie bramkowej i wypracowywać ładne wizualnie sytuacje.

EA ma jednak jeszcze sporo do poprawy. Podczas starć w środkowej strefie boiska gra jest trochę zbyt mechaniczna. AI zachowuje się tu sztucznie, mocno przyklejając się do gracza z piłką w sposób trudny do skontrowania. Także podania bywają moim zdaniem nieco chaotyczne, co czasem psuje płynność akcji. Twórcy mają więc tu jeszcze pewne pole do poprawek.

Tryb kariery – tu zmiany są mocno widoczne

Na bardzo przemyślane zmiany twórcy postawili w przypadku kariery. Wszystko po to, by rozgrywka zyskała jeszcze większy realizm. Sam rynek transferowy został mocno przebudowany – postawiono tu na współpracę z TransferRoom, platformą, z której korzystają prawdziwe kluby. Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim ceny zawodników zmieniają się wraz z przebiegiem kariery i uwzględniają formę oraz poziom rozgrywek. Negocjacje też nie są tak łatwe i błyskawiczne, jak wcześniej. Pozytywnie zaskakuje także Dynamic OVR. Ocena gracza jest zmienna i zależy od poziomu prezentowanego podczas rozgrywki. Skład przestaje być więc statyczną tabelką parametrów, a zaczyna mieć realny wpływ na rozgrywkę. Minusy? W sumie mam jeden główny zarzut – czytelność interfejsu. Zdaję sobie sprawę, że miał być nowoczesny, ale w porównaniu z poprzednimi odsłonami trochę ciężko się w nim poruszać.

Ultimate Team – porządki i wygoda, ale bez przewrotu

EA stawia na zmiany także w Ultimate Team, czyli trybie, do którego ja osobiście zaglądam od lat najrzadziej. Najważniejsza nowość to Galeria – nowy sposób na przeglądanie zawodników, którzy kiedykolwiek trafili do naszego klubu. Kolekcjonerzy będą więc zachwyceni. Pozostałe zmiany mają przyczynić się do poprawy wygody rozgrywki. Uproszczono SBC. W rywalizacji ma się tu liczyć teraz łączna wartość punktowa, a nie sztywne wymagania narzucane przez AI. Poza tym wyzwanie można dokończyć w kilku podejściach, co dodaje zabawie elastyczności. Bo przecież nie każdy z nas może spędzać przy grze długie godziny, prawda? Na koniec dodam jeszcze, że Ewolucje otrzymały dodatkowe rozgałęzienia, przez co odpowiednie przemyślenie ścieżki rozwoju nabrało nowego znaczenia.

Oprawa i wydajność podczas zabawy

Oprawa wizualna nie zmieniła się znacząco względem poprzedniej odsłony. Gra nadal korzysta bowiem z tego samego silnika. Jedyne, na co warto zwrócić uwagę w tej materii to tryb Enhanced Ultra Visuals na PC, który ucieszy właścicieli mocniejszych konfiguracji. Więcej uwagi EA poświęciło optymalizacji. W przypadku poprzedniej odsłony serii wysokie obciążenie procesora pogarszało responsywność. W EA Sports FC 27 takiego problemu nie odnotowałem i grało się naprawdę płynnie. A moja konfiguracja nie jest przecież topowa, bo składa się na nią procesor AMD Ryzen 7 5700X, 32 GB RAM i RTX 4060. Dla doprecyzowania – uruchamiałem grę w rozdzielczości 2560 x 1080 px. Na temat płynności i jakości rozgrywki w przypadku konsol się nie wypowiem – totalnie nie korzystam ani z Xboxa, ani z PlayStation.

Czytaj też: Battlefield 6 – najlepsza odsłona serii od wielu lat?

Realne zmiany? A może odgrzewany kotlet?

EA Sports FC 27 to krok w dobrym kierunku. Nie jest to gra zaprojektowana zupełnie od nowa. Zaryzykuję stwierdzenie, że mamy tu do czynienia z solidną aktualizacją koncepcji zaserwowanej nam rok temu. Najbardziej urzekły mnie The Grounds (choć jestem ciekaw w jakim kierunku pójdzie rozwój tego trybu) i zmiany w Karierze. Cieszą też poprawki w zakresie jakości rozgrywki i przyjemności z niej płynącej. Oczywiście gra ma pewne mankamenty, ale liczę, że EA poprawi co nieco w ramach kolejnych aktualizacji. W EA Sports FC 27 grało mi się naprawdę dobrze i zdarzało mi się wciągnąć w zabawę do późnych godzin nocnych. Jeśli jesteście fanami serii – zdecydowanie warto sięgnąć po jej najnowszą odsłonę.

Grafika tytułowa: EA