Falcon Heavy poleci na Marsa z europejskim łazikiem
NASA oficjalnie wybrała rakietę Falcon Heavy firmy SpaceX do wyniesienia europejskiego łazika Rosalind Franklin na Marsa. Start planowany jest na koniec 2028 roku. Decyzja zapadła równolegle z zatwierdzeniem projektu wsparcia misji – ROSA (Rosalind Franklin Support and Augmentation).
Projekt zakłada kluczowy wkład NASA w europejską misję: dostarczenie silników hamujących dla lądownika oraz radioizotopowych systemów grzewczych (RHU), które pozwolą utrzymać odpowiednią temperaturę łazika w surowych warunkach Marsa. Agencja wcześniej zapewniła także elementy elektroniki i instrumenty naukowe.
Wybór amerykańskiej rakiety nie jest przypadkowy, wykorzystanie RHU wymaga startu z użyciem nośnika ze Stanów Zjednoczonych. Kontrakt na wyniesienie, wart ok. 175,7 mln dolarów, obejmuje zarówno sam start, jak i usługi towarzyszące.
Decyzja NASA wpisuje się w zmienioną architekturę misji po zerwaniu współpracy ESA z Rosją w 2022 roku. Pierwotnie łazik miał polecieć na rakiecie Proton i korzystać z rosyjskiego lądownika.
Misja na politycznym rozdrożu
Mimo postępów technicznych przyszłość projektu pozostaje niepewna. W najnowszym projekcie budżetu NASA na rok 2027 nie przewidziano żadnych środków na realizację programu ROSA. Co więcej, misja nie została nawet uwzględniona w szczegółowym uzasadnieniu budżetowym.
Według analiz organizacji The Planetary Society, propozycja budżetowa zakłada ograniczenie lub zakończenie ponad 50 misji naukowych NASA, w tym części projektów planetarnych. ROSA znalazła się wśród nich, mimo że wcześniej Kongres przywrócił jej finansowanie po podobnej próbie cięć.
Na Kapitolu rośnie sprzeciw wobec takich planów. Część senatorów opowiada się za utrzymaniem – a nawet zwiększeniem – finansowania nauki w NASA, argumentując, że drastyczne redukcje mogą zahamować rozwój badań kosmicznych i współpracę międzynarodową.
Europejski łazik Rosalind Franklin ma jedno z najbardziej ambitnych zadań w historii eksploracji Marsa – poszukiwanie śladów dawnego życia pod powierzchnią planety. Dzięki wiertłu zdolnemu sięgnąć głębiej niż wcześniejsze misje, naukowcy liczą na dostęp do lepiej zachowanych próbek.
Źródło: spacenews.com
Czytaj też: NASA ratuje Voyagera 1. Wyłączenie instrumentu ma kupić sondzie kolejny rok
Grafika tytułowa: Planet Volumes / Unsplash


