Chiński samolot kosmiczny wielokrotnego użytku ponownie okrąża Ziemię

Z kosmodromu Jiuquan Satellite Launch Center na pustyni Gobi wystartował ponownie jeden z najbardziej tajemniczych pojazdów współczesnej astronautyki. Chiński samolot kosmiczny wielokrotnego użytku Shenlong (Boski Smok) rozpoczął swoją czwartą misję orbitalną. I jak zwykle wiemy o niej bardzo niewiele.

Poprzednie misje Shenlonga odbyły się we wrześniu 2020 r., maju 2023 r. i we wrześniu 2024 r. Trwały odpowiednio dwa dni, 276 dni oraz 266 dni – co sugeruje, że Chiny szybko przeszły od krótkiego lotu testowego do długotrwałych operacji na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO).

Oficjalne komunikaty Pekinu są lakoniczne. Program ma rzekomo służyć testowaniu technologii, które „utorują drogę do wygodniejszych i tańszych metod podróży w obie strony w celu pokojowego wykorzystania przestrzeni kosmicznej”. Brzmi znajomo – niemal identycznie swoje działania opisują Stany Zjednoczone.

Amerykański odpowiednik: X-37B

Najczęściej Shenlong porównywany jest do amerykańskiego, bezzałogowego wahadłowca X-37B, eksploatowanego przez United States Space Force. Maszyna mierzy około 8,8 metra długości i przypomina miniaturową wersję orbiterów promów kosmicznych NASA. Pierwszy raz poleciała w 2010 roku, a obecnie realizuje swoją ósmą misję – rozpoczętą w sierpniu ubiegłego roku na pokładzie rakiety Falcon 9 firmy SpaceX.

Podobieństwo nie dotyczy tylko konstrukcji. W obu przypadkach znaczną część ładunków i działań objęto tajemnicą. To naturalnie rodzi spekulacje, szczególnie o potencjalne zastosowania militarne.

Jednak analizy m.in. organizacji Secure World Foundation (SWF) wskazują, że X-37B ma bardzo ograniczone możliwości jako system broni. Niewielka przestrzeń ładunkowa i ograniczona produkcja energii znacząco utrudniają wykorzystanie go jako platformy uderzeniowej. Co więcej, pojazd wraca na Ziemię jak szybowiec, stosunkowo wolno i bez napędu, co czyniłoby go łatwym celem dla obrony powietrznej.

W przypadku Shenlonga wiele z tych samych argumentów wydaje się mieć zastosowanie. Jeśli rzeczywiście jest podobnych rozmiarów, trudno wyobrazić sobie scenariusz „orbitalnego bombardowania”.

Kluczowa różnica: manewry blisko innych obiektów

Istnieje jednak istotna różnica między amerykańskim i chińskim programem. Podczas każdej z trzech poprzednich misji Shenlong wypuszczał na orbitę co najmniej jeden obiekt. Informacje te nie pochodzą z Pekinu, lecz z obserwacji amerykańskiego wojska, komercyjnych firm monitorujących ruch w kosmosie oraz astronomów-amatorów.

Według analiz SWF, jeden z wypuszczonych satelitów wykazywał zdolność transmisji sygnału, a inny, prawdopodobnie własny napęd. Co więcej, Shenlong miał przeprowadzać manewry zbliżeniowe i operacje rendezvous and proximity operations (RPO), czyli kontrolowane podejścia, przechwytywanie i dokowanie do innych obiektów na orbicie.

Tego typu działań nie obserwowano dotąd w przypadku X-37B.

RPO – technologia przyszłości czy narzędzie presji?

Operacje RPO są dziś jednym z najbardziej strategicznych obszarów rozwoju technologii kosmicznych. Umożliwiają tankowanie, serwisowanie, modernizację, a nawet bezpieczne usuwanie zużytych satelitów z orbity. W dłuższej perspektywie mogą znacząco obniżyć koszty utrzymania infrastruktury kosmicznej.

Jednocześnie te same zdolności mogą mieć wymiar militarny – pozwalając zbliżyć się do satelity przeciwnika, zakłócić jego działanie, przechwycić go lub nawet unieruchomić.

Zdaniem części ekspertów to właśnie opanowanie RPO może być jednym z głównych celów programu Shenlong. W dobie rosnącej zależności państw od satelitów komunikacyjnych, nawigacyjnych i rozpoznawczych, zdolność manewrowania w bezpośrednim sąsiedztwie cudzych obiektów orbitalnych staje się elementem przewagi strategicznej.

Trudno jednak jednoznacznie ocenić intencje Chin. Program spowija tajemnica – podobnie jak w przypadku amerykańskiego X-37B. Brak transparentności sprzyja spekulacjom i podejrzliwości. Większa otwartość informacyjna mogłaby zmniejszyć napięcia i ograniczyć czarnowidztwo. W przestrzeni kosmicznej, gdzie rośnie liczba aktywnych państw i komercyjnych operatorów, zaufanie i przewidywalność stają się równie ważne jak technologia. Na razie jednak „Boski Smok” znów krąży wokół Ziemi, a świat może jedynie obserwować jego tor lotu – i próbować odgadnąć, jakie testy rzeczywiście prowadzi na orbicie.

Źródło: space.com

Czytaj też: Astronauci na ISS przebadali między innymi serce i komórki macierzyste

Grafika tytułowa: PIRO / Pixabay