Badania wskazują na to, że pokrywa lodowa Antarktydy rośnie od 2020 roku

Pokrywa lodowa Antarktyda zwiększa swoją masę od 2020 roku – wynika z najnowszych badań finansowanych przez Europejska Agencja Kosmiczna. Naukowcy wskazują jednak, że za tym zaskakującym trendem stoi delikatna równowaga między nasilającym się topnieniem a wyjątkowo intensywnymi opadami śniegu.

Analizy przeprowadzono w ramach programu ESA Climate Change Initiative, a ich wyniki opublikowano w lutym na łamach Nature Communications Earth & Environment. Zespół badawczy z instytutów meteorologicznych w Danii i Holandii oraz uniwersytetów w Kanadzie i Nowej Zelandii wykorzystał dane satelitarne do śledzenia zmian masy lodu od 2002 roku.

Początkowo badacze odnotowywali roczną utratę netto rzędu 90–142 gigaton lodu – co odpowiada objętości wody porównywalnej z jeziorem Tahoe. Dane pochodziły m.in. z misji GRACE (Gravity Recovery and Climate Experiment), realizowanej przez NASA i DLR.

Już około 2016 roku tempo utraty lodu zaczęło jednak spowalniać. Jak podkreśla główna autorka badania, Marlena Kolbe, w latach 2020–2024 trend odwrócił się – notowano przyrost masy na poziomie około 68 gigaton rocznie. Na koniec 2025 roku nie widać wyraźnych oznak powrotu do wcześniejszego trendu spadkowego, choć przyszłość pozostaje niepewna.

Zdaniem Marleny Kolbe, to, co zaskakujące, to fakt, że pokrywa lodowa nie traci mniej lodu – w rzeczywistości traci go więcej. Odpływ lodu, m.in. poprzez odrywanie się gór lodowych, wzrósł o niemal 100 gigaton rocznie względem poprzednich dekad. Wzrost opadów śniegu po prostu – przynajmniej na razie – go przewyższył.

Więcej śniegu nad Antarktydą

Jednym z kluczowych czynników wzrostu masy lodu są nasilone opady śniegu. Naukowcy wskazują na rosnącą rolę tzw. rzek atmosferycznych – wąskich strumieni powietrza transportujących ogromne ilości wilgoci na tysiące kilometrów.

Od 2020 roku zjawiska te nad Antarktydą występują częściej i są bardziej intensywne. W połączeniu z silnymi wiatrami zachodnimi prowadzi to do zwiększonego transportu pary wodnej nad kontynent, szczególnie nad Antarktydę Wschodnią (m.in. Ziemię Wilkesa), Ziemię Królowej Maud oraz Półwysep Antarktyczny.

– Cieplejsza atmosfera może zatrzymać więcej wilgoci. To dobrze znana zależność opisana równaniem Clausiusa–Clapeyrona – każdy wzrost temperatury o jeden stopień oznacza około 7-procentowy wzrost zawartości pary wodnej w powietrzu – powiedziała klimatolożka Ruth Mottram z Duńskiego Instytutu Meteorologicznego.

Badacze sprawdzili również wpływ zmniejszającej się pokrywy lodu morskiego. Mniej lodu oznacza większe parowanie z oceanu, co może dodatkowo zwiększać opady śniegu. Symulacje oparte na danych z reanalizy ERA5 wskazują, że czynnik ten odpowiada za ok. 11% wzrostu opadów zimą i ok. 3% latem.

Krucha równowaga lodowego kontynentu

Modele klimatyczne od dawna sugerowały, że ocieplenie może prowadzić do większych opadów śniegu nad Antarktydą. Jednocześnie jednak cieplejsze oceany przyspieszają topnienie lodu od spodu szelfów lodowych. To właśnie współistnienie tych procesów tworzy obecną, niestabilną równowagę. Jeśli szelfy lodowe będą się dalej przerzedzać i rozpadać, lodowce lądowe mogą przyspieszyć swój spływ do oceanu, zwiększając globalny wzrost poziomu mórz.

– Antarktyda znajduje się dziś w stanie bardzo delikatnej równowagi. Opady śniegu zwiększają masę lodu, ale jednocześnie rośnie odpływ lodu do oceanu. Kilka lat z mniejszą liczbą rzek atmosferycznych może łatwo odwrócić ten trend – podkreśliła Mottram.

Dlaczego to ma znaczenie?

Pokrywa lodowa Antarktydy zawiera ogromne ilości słodkiej wody – jej całkowite stopienie mogłoby podnieść globalny poziom mórz nawet o około 58 metrów. Dlatego nawet niewielkie zmiany w bilansie masy mają poważne konsekwencje dla klimatu, cyrkulacji oceanicznej i obszarów przybrzeżnych na całym świecie.

Dotychczas zakładano, że Antarktyda reaguje wolniej na zmiany klimatu niż Grenlandia. Nowe dane sugerują jednak, że oba regiony wykazują więcej podobieństw, niż wcześniej sądzono – zarówno pod względem rosnących temperatur, jak i dynamiki topnienia.

Jak satelity mierzą masę lodu?

Kluczową rolę w badaniach odgrywa grawimetria satelitarna. Misje takie jak GRACE mierzą zmiany pola grawitacyjnego Ziemi, które odzwierciedlają przemieszczanie się mas – w tym lodu i wody. Satelity wykorzystują niezwykle precyzyjne instrumenty, zdolne wykrywać minimalne zmiany odległości między sobą – rzędu mikrometrów. Dzięki temu możliwe jest śledzenie zmian masy lodu w skali całego kontynentu.

Według naukowców dane satelitarne pozwalają uchwycić długoterminowe trendy, ale dopiero ich połączenie z modelami klimatycznymi wyjaśnia mechanizmy stojące za obserwowanymi zmianami. Badanie pokazuje, że nawet w obliczu globalnego ocieplenia lokalne procesy mogą chwilowo maskować długoterminowe trendy. W przypadku Antarktydy ta równowaga może jednak okazać się krótkotrwała.

Źródło: ESA

Czytaj też: Widziane z kosmosu. Zanikający lód morski na Antarktydzie zmienia życie morskie!

Grafika tytułowa: Jay Ruzesky / Unsplash