Garmin Venu 4 45 mm – wreszcie cały w stali

Do tej pory seria Venu nie była moją ulubioną, głównie ze względu na materiał, z jakiego wykonano koperty, ale najnowszy model z symbolem 4, zmienia wszystko.

Segmentacja smartwatchy ze stajni Garmin nie tyle galopuje, co pędzi z prędkością światła. To, co jeszcze dekadę temu było przejrzystą ofertą skierowaną do purystów sportowych z prostymi Forerunnerami czy masywnymi Fenixami, dziś zamieniło się w gigantyczny i niezwykle skomplikowany ekosystem. Garmin szybko zrozumiał, że aby skutecznie konkurować na rynku z urządzeniami od Apple czy Samsunga, musi zaoferować zegarki do noszenia przez całą dobę, czego efektem jest powstanie lifestylowych i eleganckich serii takich jak Venu z jasnymi ekranami AMOLED czy zupełnie nieprzypominający sprzętu sportowego, biżuteryjny model Lily. Jednocześnie producent nie porzucił swoich korzeni, lecz drastycznie rozbudował klasyczne linie, oferując równolegle tradycyjne i nowoczesne wyświetlacze w bliźniaczych flagowcach, nieskończoną wręcz drabinkę zegarków biegowych dla każdego stopnia zaawansowania, a także sprzęt ekstremalnie specjalistyczny, obejmujący luksusową serię Marq, wytrzymałe modele Instinct oraz urządzenia taktyczne, nurkowe i lotnicze. Ta zawrotna prędkość segmentacji wynika z dążenia do stworzenia smartwatcha dla dosłownie każdego nadgarstka i stylu życia, co z jednej strony daje ogromne możliwości personalizacji, ale z drugiej skutecznie gubi przeciętnego klienta w gąszczu niezliczonych wariantów.

Od triathlonu do wystawnej kolacji

Garmin od lat kojarzy się ze sprzętem dla ludzi, którzy przed śniadaniem pokonują półmaraton, a w weekendy dla relaksu przeciągają opony od traktora. Seria Venu od samego początku była jednak próbą puszczenia oka do nieco innej grupy odbiorców, czyli tak zwanego „zwykłego” śmiertelnika, który chce wyglądać profesjonalnie na porannym spotkaniu w biurze, ale po godzinach lubi pobiegać po parku, mając pełną kontrolę nad swoim tętnem i spalonymi kaloriami. Poprzedni model, czyli Venu 3, stanowił wyśmienity kompromis między rasowym zegarkiem sportowym z rodziny Forerunner a lifestylowym gadżetem, który po prostu dobrze leży na nadgarstku. Od jego premiery minęło już jednak trochę czasu, rynek inteligentnych zegarków zdążył się nasycić, a konkurencja w postaci najnowszych generacji od gigantów technologicznych nie spała, pompując w swoje urządzenia coraz to nowsze czujniki. Teraz na moim nadgarstku zagościł Garmin Venu 4 w większej kopercie o średnicy 45 milimetrów.

Przeczytaj też: Amazfit Active 2 – stylowy smartwatch, który może więcej

Design i ergonomia

Pierwsze, co rzuca się w oczy po otwarciu niewielkiego, szarego kartonika, to klasyczna, okrągła bryła urządzenia, która niezwykle zgrabnie łączy sportowy charakter z elegancją. Wymiary koperty to dokładnie 45,4 x 45,4 x 12,1 mm, co oznacza, że mamy do czynienia z dość pokaźnym zegarkiem, który jednak na męskim nadgarstku nie wygląda jak przyklejony budzik, a i u wielu kobiet znajdzie swoich zwolenników dzięki przemyślanemu profilowaniu spodu. W pudełku, poza samym smartwatchem wyposażonym w silikonowy pasek o szerokości 22 mm, znajdziemy jedynie trochę papierologii oraz przewód ładujący zakończony z jednej strony wtyczką USB-C, a z drugiej… klasycznym, czteropinowym złączem Garmina. Tak, producent uparcie trzyma się swojego autorskiego gniazda z takim samym uporem, z jakim niektórzy trzymają w szafie spodnie z liceum, wierząc, że jeszcze kiedyś w nie wejdą. Sama koperta została wykonana ze wzmocnionego włóknem szklanym polimeru, co pozwoliło utrzymać wagę na niezwykle komfortowym poziomie około 48 gramów wraz z paskiem. Front zdobi elegancki bezel ze szczotkowanej stali nierdzewnej, który subtelnie chroni ekran przed bezpośrednimi uderzeniami, choć osobiście ubolewam, że szkło pokrywające matrycę to wciąż Corning Gorilla Glass 3, a nie szafir znany z droższych modeli Fenix czy Epix. Dwa fizyczne przyciski umieszczone z prawej strony obudowy mają świetny, wyczuwalny skok.

Ekran i multimedia

Wyświetlacz to absolutnie kluczowy element każdego smartwatcha, a w przypadku Venu 4 mamy do czynienia z przepięknym panelem AMOLED o przekątnej 1,4 cala i rozdzielczości 454 na 454 piksele. Zastosowana technologia gwarantuje idealną, smolistą czerń oraz nieskończony kontrast, co w połączeniu z genialnie nasyconymi barwami sprawia, że interfejs wygląda po prostu obłędnie. Co jednak najważniejsze w zegarku sportowym, maksymalna jasność sięga tu 1500 nitów, co w praktyce oznacza, że nawet podczas biegu w pełnym, lipcowym słońcu bez mrużenia oczu odczytamy swoje tempo, tętno czy wskazówki nawigacyjne. Ekran obsługuje oczywiście tryb AOD (Always-On Display), czyli może być stale włączony, wyświetlając podstawowe informacje na wygaszonym tle, co drastycznie podnosi komfort użytkowania kosztem szybszego drenażu ogniwa. Pod kątem multimediów Venu 4 również nie ma się czego wstydzić, gdyż na pokładzie znalazł się wbudowany głośnik oraz mikrofon, dzięki którym po sparowaniu z telefonem przez Bluetooth możemy prowadzić całkiem znośnej jakości rozmowy głosowe, przypominając nieco agenta służb specjalnych z amerykańskich filmów akcji. Dźwięk jest czysty, choć basów tu oczywiście nie uświadczymy, a wbudowana pamięć masowa pozwala na pobranie muzyki prosto ze Spotify i słuchanie jej na bezprzewodowych słuchawkach podczas treningu, zostawiając ciężki smartfon w domu.

Przeczytaj też: Amazfit T-Rex 3 Pro – smart zegarek, na który czekałeś

Wydajność i oprogramowanie

Zegarki z systemami takimi jak Wear OS od Google czy watchOS od Apple przyzwyczaiły nas do niemal smartfonowej płynności działania, ale przez lata sprzęty Garmina słynęły z pewnej… flegmatyczności. Venu 4 na szczęście definitywnie zrywa z tą niechlubną tradycją, oferując całkowicie odświeżony procesor, który w połączeniu z doskonale zoptymalizowanym, autorskim systemem operacyjnym działa z satysfakcjonującą płynnością. Animacje nie klatkują, przełączanie się między widżetami zdrowotnymi następuje błyskawicznie, a kultura pracy stoi na najwyższym poziomie, tu po prostu nie ma zjawiska dławienia wydajności przez przegrzanie, bo urządzenie jest zaprojektowane do pracy w ekstremalnych warunkach. System operacyjny jest zamknięty, co oznacza, że nie zainstalujemy tu tysięcy aplikacji firm trzecich jak w Samsungu Galaxy Watch 8, ale w zamian otrzymujemy niezawodność, genialną aplikację Garmin Connect na smartfona i brak wirusów. Warto również wspomnieć o module NFC obsługującym płatności zbliżeniowe Garmin Pay, które działają bezbłędnie i są wspierane przez zdecydowaną większość banków na polskim rynku.

Zdrowie i sport

To właśnie w tej sekcji Garmin tradycyjnie spuszcza łomot konkurencji i Venu 4 nie jest tu żadnym wyjątkiem. Sercem analityki jest najnowszy czujnik optyczny Elevate V6, który z chirurgiczną precyzją monitoruje tętno, saturację krwi (SpO2) oraz poziom stresu. Producent zaimplementował tu również certyfikowane EKG, pozwalające na wykrywanie migotania przedsionków, oraz czujnik temperatury skóry, który świetnie sprawdza się w śledzeniu cyklu menstruacyjnego u kobiet i wykrywaniu nadchodzących infekcji. Prawdziwą perełką dla biegaczy i rowerzystów jest jednak obecność wielopasmowego systemu GNSS (Multi-band GPS), który w przeciwieństwie do standardowego modułu używanego w tańszych urządzeniach, łączy się z wieloma częstotliwościami satelitarnymi jednocześnie. W praktyce oznacza to, że sygnał nie gubi się nawet w gęstym lesie czy pomiędzy wysokimi wieżowcami w centrum miasta, a nasz ślad zapisany na mapie nie wygląda, jakbyśmy biegali wężykiem po pijaku. Zegarek analizuje ponadto nasze HRV (Zmienność Tętna) podczas snu, podając rano gotowy do interpretacji wskaźnik „Body Battery”, który niezwykle trafnie ocenia nasze zregenerowanie i gotowość na kolejny mocny trening, czego algorytmy Apple w modelu Series 11 wciąż mogą tylko pozazdrościć.

Bateria i ładowanie

Jeśli przesiadasz się z Apple Watcha lub zegarka z systemem Wear OS, czas pracy na baterii w Garminie Venu 4 wywoła u ciebie szok kulturowy. Producent deklaruje do 14 dni działania w trybie zegarka połączonego z telefonem i te dane są niezwykle bliskie rzeczywistości. Podczas mojego, dość intensywnego użytkowania, obejmującego stałe monitorowanie tętna, odbieranie dziesiątek powiadomień dziennie i dwu godzinne treningi z użyciem systemu GPS w tygodniu, musiałem sięgnąć po kabel dopiero po upływie 11 dni. Wynik ten spada oczywiście w momencie aktywacji stale podświetlonego ekranu (AOD), ale nawet wtedy mówimy o solidnych 5 do 6 dniach pracy, co całkowicie deklasuje codzienne ładowanie Samsunga Galaxy Watch 8. Niestety, w tej beczce miodu znajduje się dość zauważalna łyżka dziegciu. Venu 4 ładuje się od zera do pełna w około 1,5 godziny, co jest wynikiem co najwyżej akceptowalnym, ale co najbardziej boli – w sprzęcie tej klasy wciąż brakuje bezprzewodowego ładowania w standardzie Qi. Jeśli wyjeżdżasz na dłuższe wakacje i zapomnisz zabrać ze sobą tego nieszczęsnego, garminowskiego kabelka, jesteś po prostu ugotowany.

Podsumowanie

Garmin Venu 4 (45 mm) to urządzenie, które niezwykle skutecznie realizuje postawione przed nim zadanie. Jest to smartwatch wybitnie dopracowany, oferujący genialny, jasny ekran AMOLED, bezkompromisową jakość monitorowania zdrowia oraz czas pracy na baterii, który sprawia, że ładowarka faktycznie ma prawo pokryć się kurzem w szufladzie. Nie jest to sprzęt dla kogoś, kto oczekuje pełnego ekosystemu aplikacji rodem ze smartfona, dyktowania elaboratów do asystenta głosowego czy sterowania każdym aspektem inteligentnego domu z poziomu nadgarstka. Został on wyceniony w Polsce na 2299 złotych w wersji 45 mm, co plasuje go na półce premium i zmusza do bezpośredniej walki z flagowcami konkurencji. Jednakże, jeśli szukasz inteligentnego kompana, który wygląda świetnie pod mankietem koszuli, a popołudniu z laserową precyzją przeanalizuje twój trening interwałowy na bieżni, bez obawy o to, że bateria padnie w połowie dystansu to Venu 4 jest obecnie jednym z lepszych wyborów na rynku.