Powrót do Valadilène słodko-gorzki. Recenzja „Syberia Remastered”

Kate Walker powraca w odświeżonej wersji kultowej przygodówki, która w listopadzie 2025 roku miała podbić serca nowych graczy i ukoić tęsknotę weteranów. Niestety, mimo pięknej fasady, ta podróż pociągiem mechanicznym wykoleja się przez niezrozumiałe decyzje techniczne.

Oryginalna „Syberia” zadebiutowała w 2002 roku i z miejsca stała się pozycją kultową, definiując na nowo gatunek point-and-click. Warto pamiętać, że był to moment niezwykle trudny dla gier tego typu. „Syberia” była jedną z nielicznych przygodówek klasy AAA, która pojawiła się po długiej przerwie i posusze na rynku, w czasie gdy klasyczne gry przygodowe stały się znacznie mniej popularne, ustępując miejsca bardziej dynamicznej rozgrywce. Gracze w tamtym okresie znacznie chętniej siadali przed monitorem do szybkich strzelanek, rozbudowanych gier RPG, a z czasem nastąpił również gigantyczny rozkwit gier sieciowych i tytułów typu Battle Royale, które zdominowały rynek. Jako że przygodówki były zawsze moim ulubionym typem gier, mogę śmiało powiedzieć, że przez lata przerobiłem niemal wszystkie liczące się tytuły. Niestety, od jakiegoś czasu klasyczne gry przygodowe pojawiają się niezwykle rzadko, ustępując miejsca hybrydom i grom akcji. Dlatego właśnie z wielką radością i nadzieją przyjąłem wiadomość o premierze „Syberia Remastered”, choć muszę przyznać, że oryginalną część i pozostałe dwie odsłony serii skończyłem po dwa razy, znając je niemal na pamięć.

Prawniczka, automat i podróż w nieznane

Fabuła gry, mimo upływu ponad dwóch dekad, wciąż pozostaje absolutnym arcydziełem narracji, udowadniając, że wizja Benoît Sokala jest ponadczasowa. Wcielamy się w postać Kate Walker, ambitnej amerykańskiej prawniczki z Nowego Jorku, która przybywa do małego, alpejskiego miasteczka Valadilène z prostym zadaniem sfinalizowania przejęcia starej fabryki automatów. Sprawa, która miała być formalnością, zmienia się w życiową podróż, gdy okazuje się, że właścicielka fabryki nie żyje, a jedynym spadkobiercą jest jej brat, Hans Voralberg – genialny wynalazca, uważany za zmarłego, który w rzeczywistości wyruszył na poszukiwanie mitycznych mamutów na Syberię. Scenariusz prowadzi nas przez niesamowite, oniryczne lokacje Europy Wschodniej, zmuszając nie tylko do rozwiązywania zagadek, ale i do refleksji nad marzeniami, ucieczką od korporacyjnego wyścigu szczurów i istotą człowieczeństwa. Historia ta w wersji Remastered nic nie straciła ze swojej głębi, wciąż chwytając za serce tak samo mocno, jak w 2002 roku.

Przeczytaj też: Sony INZONE M10S OLED – esportowa bestia z odświeżaniem 480Hz

Artystyczny majstersztyk w wysokiej rozdzielczości

Pod względem artystycznym gra zawsze była perłą, a odświeżona edycja stara się to podkreślić. Grafika w „Syberia Remastered” to hołd dla stylu Art Nouveau i steampunku, gdzie mechaniczne konstrukcje przeplatają się z surową, ale piękną naturą. Każda lokacja, od deszczowego Valadilène po monumentalne, radzieckie konstrukcje w Komkolzgradzie, ocieka klimatem. Twórcy remastera podbili rozdzielczość teł, dodali nowe efekty oświetleniowe i cieniowanie, co sprawia, że świat gry wydaje się bardziej plastyczny i głęboki. Modele postaci zostały wygładzone, a detale, takie jak rdza na maszynach czy faktura śniegu, są teraz znacznie bardziej widoczne. To wciąż ta sama, przepiękna artystycznie wizja, która zachwyca spójnością i unikalną atmosferą, której próżno szukać we współczesnych produkcjach.

Pułapka nostalgii a rzeczywistość

Najciekawszym doświadczeniem podczas pierwszego kontaktu z nową wersją było jednak zderzenie moich wspomnień z rzeczywistością. Gdy zacząłem grać, zacząłem się wręcz zastanawiać, co u licha się w tej grze zmieniło? Wpatrywałem się coraz dłużej w ekran i miałem nieodparte wrażenie, że absolutnie nic – gra wyglądała dokładnie tak, jak zapamiętałem ją z lat poprzednich, kiedy to spędzałem przy niej długie wieczory. Wtedy, dla porównania, uruchomiłem na drugim komputerze wersję oryginalną z 2002 roku i wszystko stało się jasne. Szata graficzna w wersji oryginalnej była, patrząc z dzisiejszej perspektywy, tragiczna. Wszędzie straszyły poszarpane krawędzie, pikseloza, rozmazane i niewyraźne tekstury – słowem: wizualna tragedia. Jednak, żeby to dostrzec, trzeba było wrócić do starej gry, bowiem mózg przez lata wyidealizował wspomnienia i zapamiętał ten obraz totalnie inaczej, „wygładzając” go we wspomnieniach. Remaster wykonał więc tytaniczną pracę, dopasowując oprawę do dzisiejszych standardów tak dobrze, że wydaje nam się ona naturalna.

Przeczytaj też: Sezon 1 w Battlefield przedłużony. Co z kolejnym? | CoNowego.pl

Techniczny koszmar w zwolnionym tempie

Niestety, tu kończą się zachwyty. Mimo mojej wielkiej miłości do całej serii Syberia, muszę przyznać, że nie wszystko mogę pochwalić, a stan techniczny gry jest wręcz nieakceptowalny. Największą wadą jest silnik gry, który w nowej wersji działa gorzej niż w oryginale sprzed lat. Zupełnie tego nie rozumiem, ale podejrzewam, że jest to spowodowane faktem, że gdy powstawała gra, procesory były wolniejsze i w nowej grze zastosowano coś w rodzaju błędnie skalowanego „wirtualnego spowolnienia”. Spotyka się takie rozwiązania w bardzo starych grach uruchamianych na nowym sprzęcie, ale w oficjalnym remasterze z 2025 roku to skandal.

Jak to się objawia w grze „Syberia Remastered”? Otóż w taki sposób, że w małych lokacjach, takich jak zamknięty pokój hotelowy czy biuro, postać rusza się w naturalnym tempie. Ale gdy wyjdziemy na plan szerszy, a tych w grze jest cała masa (perony, ulice miast, fabryki), to nasza bohaterka porusza się w zwolnionym tempie, jakby brodziła w gęstym kisielu. Teraz wyobraźcie sobie, że trzeba pokonać trasę z punktu A do punktu B, przechodząc przez całe miasto… zajmuje to całe wieki. Bardzo się starałem, ale cierpliwości starczyło mi tylko na pokonanie 1/4 gry, co przy moim uwielbieniu dla tego tytułu jest bolesnym wyznaniem. Podobnie sprawa ma się z animacjami 3D i filmami przerywnikowymi – one też odtwarzają się w zwolnionym tempie, co niszczy dynamikę narracji.

Odkryłem wprawdzie, że desperackie klikanie spacji przyspiesza odtwarzanie do normalnej prędkości, ale działa to tylko pod warunkiem stukania palcem w klawisz spacji non-stop, co jest absurdalne i męczące. Zasadniczo to spowolnienie bardzo przeszkadza i wybija z immersji. Co gorsza, choć dialogi, czyli oryginalne rozmowy audio, zostały te same i są świetnej jakości, to ze względu na spowolnienie odtwarzania filmów i animacji, synchronizacja ruchu ust z dźwiękiem kompletnie nie działa. Postacie ruszają ustami długo po tym, jak skończyły mówić, albo odwrotnie. Wielka szkoda, że nie dopracowano tych błędów, bo z wielką radością odpaliłem „Syberia Remastered” z nadzieją, że będę mógł ponownie przeżyć tę niesamowitą przygodę. Fabuła, szata graficzna i klimat gry są absolutnie doskonałe, ale techniczne niedoróbki sprawiają, że w obecnym stanie gra jest niemal niegrywalna i pozostawia jedynie smutek po zmarnowanej szansie.