Ten robot uczy się, jak nas naśladować. Po co?

Ten robot obserwuje się w lustrze, ogląda filmy na Youtube i uczy się, jak lepiej nas naśladować… Czy jest przez to mniej, czy bardziej przerażający? I w ogóle, po co to wszystko? Zaraz opowiem.

Efekt odrzucenia i odruchowy strach przed czymś, co bardzo przypomina człowieka, ale nim nie jest, to efekt nazywany uncanny valley, czyli doliną niesamowitości – tak działa strach przed zombie, klaunami i… robotami, które mają twarze.

Zespół Hoda Lipsona z Uniwersytetu Kolumbii (trzeba przyznać, że nazwisko idealne do badań nad ruchami ust, eng. lips) zauważył, że badania nad robotami koncentrują się na ruchomości rąk i nóg, chwytaniu i chodzeniu, ale nikt nie zajmuje się mimiką, a to kluczowy element, który może pozwolić nawiązać z robotem bliższe porozumienie, zbudować zaufanie, poprawić komunikację i – właśnie – zasypać dolinę niesamowitości.

Naukowcy zbudowali robota – a przynajmniej, głowę robota – wyposażonego w 26 silniczków w twarzy i pozwolili mu uczyć się nimi operować. Jak? Obserwował swoje odbicie w lustrze i to, jak ruchy jego mechanicznych „mięśni” wpływają na kształt ust. To podejście nazwali „vision‑to‑action language model”: robot uczy się, jak sam wygląda, zanim zacznie naśladować innych.

No właśnie, bo potem zaczął naśladować innych, czyli nas. Robot oglądał godziny nagrań z YouTube’a, analizując, jak układają się ludzkie usta przy różnych dźwiękach – nie słowach, cały czas operował wyłącznie na poziomie powiązania dźwięku i ruchu, bez nadawania im znaczeń. Na koniec potrafił sam odtwarzać odpowiedni układ ust pasujący do danego dźwięku, czyli „mówić” poruszając ustami dokładnie tak, jak powinien. No i ponieważ chodzi tylko o dźwięki, więc „mówił” w dowolnym języku, a także śpiewał i naśladował odgłosy. Efekt jest całkiem ciekawy, jednak mam wrażenie, że na razie raczej pogłębia, niż zasypuje „uncanny valley”… No ale, to dopiero pierwszy krok.

A ty? Wolałbyś gadać z robotem bez twarzy, czy takim z pełną, ludzką mimiką?