Realme 16 Pro+: To miał być idealny smartfon ze średniej półki
Wiecie, z czego jest to „skórzane” pokrycie plecków realme 16 Pro+? Nigdy nie zgadniecie! Ale to zdecydowanie nie jest jedyny ciekawy aspekt tego telefonu. Nie będę spoilował od razu całej reszty recenzji, ale jeśli zastanawiasz się właśnie, jaki smartfon kupić i patrzysz raczej na urządzenia ze średniej i wyższej półki, to zdecydowanie obejrzyj do końca – są co najmniej trzy dobre powody!
Cześć, nazywam się Kostek Młynarczyk i zapraszam do recenzji realme 16 Pro+ w Conowego_tv! Zaczniemy od tego… co nowego?
Co nowego w realme 16 Pro+?
No i pierwsze, co rzuca się w oczy to oczywiście wygląd. Realme 16 Pro+ jest smukły, ma niecałe 8,5 mm grubości, a przy tym, co ciekawe, nie podąża za trendem projektowania kanciastych smartfonów z ramkami o pionowych ściankach – tu mamy wyraźne, łagodne zaokrąglenia, przechodzące płynnie w pokrycie pleców i szkło przykrywające ekran.

Cała ramka jest wykończona na błysk, co kończy się wiadomo czym: łapie odciski palców. Na szczęście nie jest to duży problem w przypadku tak wąskiej powierzchni. No i doskonale rozumiem taki wybór, bo lśniąca ramka tworzy doskonały kontrast i – nomen omen – obramowanie dla plecków pokrytych… Właśnie, to ta zagadka. Otóż to co tu widzicie to biopolimer oparty na materiale ze słomy.
Producent pisze o nim „silikon bazujący na słomie”, no ale silikon to silikon – nazywa się tak z powodu krzemu, z którego powstał. Anyway, to jest piękne, miękkie i przyjemne w dotyku, nie łapie odcisków palców – oczywiście – no i zmniejsza szanse wyśliźnięcia się telefonu z dłoni. Same zalety! Ma być też odporny na zabrudzenia, zużycie i bakterie, ale to pokazałoby dopiero dłuższe użytkowanie.






Kończąc temat wyglądu, parę słów o wyspie aparatów. Tu też jest lśniące, lustrzane wykończenie wykonane w technologii powlekania próżniowego. Jak by nie było zrobione, wygląda bardzo dobrze i jest pożyteczne, bo może służyć za lusterko do selfie. Czy się brudzi? Jeśli będziesz dotykać, to tak, bardzo. Ale po co miałbyś dotykać?
Konstrukcja i ekran
Wracając do ramki, wydaje mi się, że nie jest metalowa, tylko z tworzywa sztucznego, no ale nie będę jej przypalał, żeby sprawdzić na pewno – natomiast z czego by nie była, obudowa ma topowe uszczelnienie przed wnikaniem wody i pyłu na poziomie IP68 i IP69K, a więc powinna znieść nie tylko kąpiele, ale nawet bicze z gorącej wody pod ciśnieniem.

Nie wiem, czy wyłapaliście, ale chwilę temu mówiłem o łagodnie wygiętym ekranie. No więc właśnie – tu też realme poszło pod prąd, bo ekran realme 16 Pro+ nie jest płaski. Ale zanim złapiecie za widły i pochodnie – ja bym to zrobił – nie jest też wygięty tak, jak to drzewiej bywało. Ma delikatnie zaokrąglone wszystkie cztery krawędzie, w stylu, który znamy ze smartfonów klasy premium. To tworzy charakterystyczną „poduszkę”, świetnie wyglądającą i bardzo ułatwiającą nawigację gestami… jeśli nie ma na niej naklejonej folii, tak jak w tym przypadku. Folia psuje tą smukłość i „łapie” palce, no ale, wiadomo, ochrona. Tak, taki kształt wygląda ryzykowanie, ale zastosowanie Gorilla Glass 7i trochę uspokaja.
Bateria i ładowanie
Na koniec tej części zostawiłem dwie duże nowości, które tak naprawdę definiują ten telefon – a pierwszą z nich jest bateria. Krzemowo-węglowe ogniwo 7000 mAh imponuje pojemnością, a jak się okazało w testach, system jest bardzo ładnie zoptymalizowany do tego, żeby wycisnąć z niej tyle, ile się tylko da. Efekt jest taki, że przy normalnym używaniu można realme 16 Pro+ trzymać z dala od ładowarki przez pełne dwa dni… albo przez około dobę oglądać streamingi. Bardzo mi się podoba kierunek, w którym w tej chwili zmierzają producenci smartfonów, od dawna należało nam się więcej swobody!

Jak już opróżnisz tą wielką baterię, to realme 16 Pro+ obsługuje ładowanie SuperVOOC z mocą 80W, dzięki czemu można naładować baterię od zera do pełna w około godzinę, albo co częściej ci się będzie pewnie zdarzać, doładować 60% w ciągu jakiś 30 minut. Oczywiście jeśli masz kompatybilną ładowarkę, czego osobiście nie polecam, bo po co wydawać kasę na zamknięty ekosystem – wolę ładowarkę z PowerDelivery, która będzie co prawda trochę wolniejsza, ale… No ale to ja.

Podoba mi się funkcja Bypass Charging, pozwalająca zasilać bezpośrednio bebechy smartfonu, z pominięciem baterii, kiedy jest używany podłączony do ładowarki – to może przedłużyć życie baterii w telefonach, które często pracują jako GPS w samochodzie, albo są intensywnie „grane”. Nie ma ładowania bezprzewodowego, na co nie narzekam wcale – ale niektórym z was może tego brakować.
Aparaty fotograficzne
Druga z tych definiujących nowości to coś, co bez przesady można by nazwać gwiazdą tego urządzenia: zestaw aparatów. Obejmuje on aparat główny z matrycą 200 Mpix Samsung HP5 o sporym jak na tą klasę fizycznym rozmiarze 1/1,56 cala, ze stabilizowanym optycznie obiektywem o przysłonie f/1.8. To aparat, który radzi sobie na tyle dobrze, że dla użytkowników fotografujących dla czystej przyjemności i bez szczególnego namaszczenia, nie będzie mocno różnił się od aparatów telefonów kosztujących dwa razy tyle.

A ten brak diametralnej różnicy pogłębia tylko obecność aparatu tele o matrycy 50 Mpix i obiektywie dającym równoważnik powiększenia 3,5x, a więc taki najbardziej uniwersalny, nadający się do większości zastosowań. Jest wyposażony w optyczną stabilizację, tak jak aparat główny i robi dobre zdjęcia także w słabym świetle, a cyfrowy zoom x10 wciąż daje całkiem przyzwoite rezultaty w dobrych warunkach.
Tym, co trochę boli jest fakt, że ostrość da się złapać dopiero z niemal 40 centymetrów, więc jedno z fajnych zastosowań obiektywu tele, czyli zdjęcia makro odpada. No ale, poza tym, jest bardzo fajnie. Aparat ultrawide? Jest, ma 8 Mpikseli oraz autofocus, i – szczególnie na tle obu pozostałych – nie prezentuje się jakoś szczególnie interesująco. Po protu – jest.






Dla wszystkich tych którzy chcieliby, żeby ktoś im pomógł robić zdjęcia, realme ma narzędzia AI, takie jak Pejzaże AI czy bardzo interesujące wsparcie kompozycji przez sztuczną inteligencję. Nie tylko ustawia ci kadr, ale też wyjaśnia dlaczego – i myślę, że dla wielu osób to będzie autentyczna pomoc.
Jak się z realme 16 Pro+ korzysta na co dzień?
Zacznijmy od wydajności – w środku siedzi Snapdragon 7 Gen 4 wsparty 12 gigabajtami pamięci RAM LPDDR5X, do czego realme dolicza domyślnie pamięć wirtualną, wydzieloną z pamięci stałej (której tutaj mamy 512 GB w standardzie UFS 3.1). Wiadomo, Snap 7 to jednostka która nie ma bić rekordów – i rzeczywiście, nie bije – ale szczerze mówiąc, dla typowego użytkownika oferowana przez niego moc obliczeniowa to będzie i tak więcej, niż mógłby potrzebować.

Szczególnie, że w nakładce systemowej pojawił się Flux Engine, czyli pakiet optymalizacji animacji i ładowania aplikacji, który ma sprawić, że wszystko będzie robiło wrażenie jeszcze płynniejszego działania. Nie wiem, czy to zasługa tych optymalizacji – podejrzewam, że nie były konieczne – ale korzystając z realme 16 Pro+ ma się poczucie że wszystko po prostu działa. Nie czuję różnic między nim, a dowolnym flagowcem…
Pewnie, jeśli planujesz dla swojego telefonu zadania wymagające wyciskania każdego wata wydajności z SoC, są inne urządzenia z tej półki cenowej – jak choćby Poco F7 – które zostały zaprojektowane, żeby odpowiadać właśnie na takie potrzeby. Natomiast jest coś, której smartfony korzystające z topowych chipów mogą zazdrościć realme 16 Pro+: jego Snapdragon 7 Gen 4 nie przegrzewa się i nie jest throttlowany. W ogóle… Miłe, nie?



System realme UI 7 ma pod maską Androida 16, a dobrze znany użytkownikom interfejs został dopalony tym Flux Engine, o którym mówiłem wcześniej. Oprócz tego dostajemy całą paczkę różnych rozwiązań AI. Jest oczywiście tłumaczenie, jest generowanie i edycja tekstu, narzędzia wspomagające fotografowanie (o których już opowiadałem) czy pozwalajace edytować już gotowe zdjęcia.
Tu wyróżnia się Kreator zdjeć AI, który pozwala naprawdę interesująco manipulować fotkami, chociażby zmieniając fryzury czy stroje, podmieniając tło i tym podobne. Oczywiście, na część promptów reaguje dość głupio… ale i tak jest nieźle! Jak zwykle niestety w systemie jest też całkiem sporo bloatware’u, który trzeba sobie samemu posprzątać… Ech…
Podsumowanie. Czy warto kupić realme 16 Pro+?
Pora na parę słów podsumowania. Realme 16 Pro+ w skrócie to bardzo dobrze zrównoważona propozycja ze średniej półki, oferująca bardzo fajny wygląd i wykończenie, wysoką odporność, bardzo dobry ekran i zapas mocy – chociaż żeby stał się prawdziwym hitem, ceny będą musiały trochę spaść. Ale o to się nie martwię, wiadomo, że tak się stanie.

Szczególnie polecam każdemu, kto chciałby mieć w bardzo rozsądnej cenie naprawdę dobry zestaw narzędzi fotograficznych, no i każdemu, kto lubi czuć, że nie musi nerwowo sprawdzać poziomu prądu w baterii. Czyli w sumie, w zasadzie każdemu każdemu. No, może poza hardkorowymi graczami, którzy potrzebują wyższej mocy GPU. Poza tym, w swojej cenie to naprawdę pewniak.

