Po co milionerzy budują stacje kosmiczne? Tu sprawa jest jasna
Sądzisz, czy milionerzy zostawią nas i zwieją w kosmos, kiedy Ziemia stanie się niezdatna do zamieszkania? Hmm… Vast, kalifornijski startup należący do miliardera Jeda McCaleba właśnie zebrał od inwestorów kolejne 500 milionów dolarów na rozwój swojej serii stacji orbitalnych o wiele mówiącej nazwie „Haven”, czyli „Azyl”, „Bezpieczna przystań”…
Ok, zdejmijmy foliowe czapeczki, bo pomysł z „uciekającymi milionerami” tak naprawdę nie ma sensu – czemu? o tym na końcu wpisu – i przejdźmy do tego, co ciekawe, czyli co Vast planuje i jak im idzie. Docelowy projekt to stacja Haven-2, której główny moduł miałby według planu znaleźć się na orbicie już w 2028 roku i do którego mniej-więcej co pół roku byłyby dołączane kolejne moduły, aż do osiągnięcia finalnej konfiguracji stacji w 2032 roku, czyli dwa lata po zaplanowanej deorbitacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
Przed Haven-2 na orbitę ma trafić Haven-1, pozwalająca zebrać doświadczenia i przetestować gotowy moduł stacji, a Vast ambitnie planuje wystrzelić Haven-1 już w przyszłym roku. Czy ten plan ma szanse powodzenia? Wydaje się, że tak, bo stacje serii Haven to już nie tylko animacje 3D i prezentacje w powerpoincie: w grudniu zeszłego roku w ramach misji Bandwagon-4 w ładowni Falcona 9 na orbitę poleciał satelita Haven-Demo, na którym firma testowała krytyczne systemy przyszłych stacji: napęd, komputery nawigacyjne i oprogramowanie.
Czemu ma służyć Haven-2? Oczywiście, ma przynosić zyski – hej, to w końcu komercyjne przedsięwzięcie! Natomiast konkretniej ma być udostępniany użytkownikom państwowym (czyli rządowi USA) oraz prywatnym, pozwalając na zaawansowane badania i rozwój technologii, między innymi produkcji w warunkach mikrograwitacji, dzięki którym będzie można uzyskać na przykład leki czy półprzewodniki o właściwościach niemożliwych do uzyskania na powierzchni Ziemi. Vast to nie jedyna firma, która planuje prywatną stację kosmiczną – taki sam cel próbują osiągnąć też choćby Axiom czy Blue Origin.
Miałem wyjaśnić, czemu nie martwię się, że to wszystko ma na celu stworzenie bezpiecznej przystani dla miliarderów: otóż, nawet na najbardziej zatrutej i zniszczonej Ziemi warunki wciąż znacznie łatwiej i taniej będzie osiągnąć komfortowe warunki życia, niż w kosmosie. Tam wszystko to, co tu traktujemy jako oczywiste, poczynając od grawitacji, przez świeże powietrze i wodę, aż do takich abstrakcji jak cisza czy przestrzeń wymaga potężnych nakładów do osiągnięcia i podtrzymywania. Więc nie martw się (to ironia) – oni zostaną.

