[NASZE WIDEO] New Glenn poleciał i wylądował, ale był problem. Czy Blue Origin radzi sobie lepiej, niż SpaceX?

Kosmos jest trudny. Blue Origin właśnie przeprowadziło trzeci start swojej największej rakiety nośnej, New Glenn i odniosło sukces, a także poniosło porażkę, a spaloną kasę odda ubezpieczyciel. Zagubieni? Nie dziwię się, bo sprawa jest wielowymiarowa i ciekawa.

Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest New Glenn: to rakieta nośna o udźwigu niemal 50 ton na niską orbitę okołoziemską, której pierwszy stopień (czyli tak zwany booster) jest odzyskiwalny, lądując po wykonaniu zadania tak samo, jak booster Falcona 9 – w planach jest także odzyskiwalny drugi stopień. Możliwość wielokrotnego używania pierwszych stopni ma zapewnić niskie ceny, a bardzo duży udźwig i wielka średnica pozwolić  wynosić ładunki, które dziś unieść może tylko Falcon Heavy, mający jednak dużo mniejszą średnicę. Prawdziwym konkurentem New Glenn będzie dopiero Starship – kiedy już osiągnie gotowość.

Póki co jednak także New Glenn boryka się z problemami wieku dziecięcego. Jego pierwszy start był udany, ale nie udało się odzyskać pierwszego stopnia, za drugim razem pierwszy stopień wylądował, a ładunek trafił tam, gdzie powinien. Trzecia, przeprowadzona 19 marca misja, NG-3, wykorzystywała booster „Never tell me do odds” – ten sam, który był użyty już podczas misji NG-2. Teraz bez problemu poleciał i wylądował drugi raz, co jest solidnym sukcesem, pokazującym, że wszystko działa tak, jak powinno. Ale! Misja NG-3 miała wynieść na orbitę komercyjny ładunek w postaci satelity telekomunikacyjnego BlueBird – jak się okazało jednak, coś poszło nie tak i drugi stopień New Glenn umieścił satelitę na zbyt niskiej orbicie, na której nie będzie w stanie się utrzymać, więc musi zostać zdeorbitowany i spłonąć… FAA – Amerykańska agencja lotnicza – zawiesiła loty New Glenn do wyjaśnienia przyczyn. Przynajmniej kasę za spalonego satelitę odda ubezpieczyciel.