[NASZE WIDEO] Znaleźli sposób na narastające zagrożenie. Użyli sprzętu niezgodnie z przeznaczeniem

Na orbicie odłamek metalu wielkości paznokcia poruszający się z prędkością tysięcy kilometrów na godzinę może zniszczyć wartego kilkaset miliony dolarów satelitę, albo – co gorsza – narazić bezpieczeństwo załogowych misji kosmicznych.

https://youtube.com/shorts/HIJfp3cvirg

Większe kosmiczne śmieci staramy się śledzić na bieżąco. Te małe, na odległych, a ważnych orbitach, pozostają poza naszym zasięgiem. Czy raczej, pozostawały – aż ktoś postanowił użyć sprzętu niezgodnie z przeznaczeniem. Nie da się śledzić niewielkich śmieci na orbicie geostacjonarnej, 36 tysięcy kilometrów nad Ziemią, gdzie „wiszą” niesamowicie ważne dla nas satelity komunikacyjne i meteorologiczne, bo radary nie sięgają tak wysoko, a teleskopy optyczne są w stanie zobaczyć tylko obiekty mające więcej, niż 10 centymetrów. Ale Marco Martorella z University of Birmingham zauważył, że mamy do dyspozycji jeszcze jedno, potężne narzędzie, które co prawda zasadniczo służy do czego innego, ale tu też może się sprawdzić: radioteleskopy.

Radioteleskopy powstały do odbierania niezwykle słabych fal radiowych z kosmosu, co sprawia, że można wykorzystać je w roli superczułych odbiorników radarowych, dla których nadajnikami będą „zwykłe” radary. W eksperymencie wykonanym przez zespół projektu Long Baseline Multistatic Radar sygnał radarowy był wysyłany z MIT w Massachusetts, a odbite od orbitalnych śmieci echa odbierał radioteleskop w Jodrell Bank w UK – wymagało to synchronizacji nadajnika i odbiornika na odległość pięciu tysięcy kilometrów, ale… udało się! To dopiero początek, bo śledzenie przez jeden odbiornik zapewnia tylko informację o odległości i szybkości obiektu – następnym krokiem będzie próba synchronizacji wielu radioteleskopów, które pracując jednocześnie pozwoliłyby śledzić śmieci w trzech wymiarach. Trzymam kciuki!