[NASZE WIDEO] To może ochronić nas przed burzą magnetyczną. Ale nie będzie tanio…
Wiecie, co to była „Burza Carringtona”, czyli „Carrington event”? Była to najpotężniejsza odnotowana burza geomagnetyczna, która wydarzyła się w 1859 roku. Gdyby się powtórzyła dziś – a to z pewnością się kiedyś stanie – doprowadziłaby do globalnej katastrofy, paląc transformatory, wyłączając sieci telekomunikacyjne i energetyczne, niszcząc satelity. Jest pomysł, jak nas przed tym uchronić.
Burze geomagnetyczne są wywoływane przez potężne chmury plazmy wyrzucane przez Słońce, koronalne wyrzuty masy, które uderzając w magnetosferę Ziemi mogą doprowadzić do rekoneksji pola magnetycznego – czyli zerwania i połączenia linii pola. Naładowane cząsteczki wiatru słonecznego docierają wtedy do Ziemi i… mamy piękne zorze polarne, a także usmażoną elektronikę i sieci. Czy można coś z tym zrobić? Zespół B.M Walsha z uniwersytetu bostońskiego mówi, że tak. Ich koncepcja nazywa się StormWall i polega na sztucznym „zagęszczeniu” magnetosfery. StormWall miałby obejmować konstelację satelitów na orbicie geostacjonarnej, które w razie nadciągającego wyrzutu wypuszczałyby i odparowywał materiał, który jonizując się pod wpływem promieniowania słonecznego zmieniał się w plazmę, dryfującą ku magnetopauzie – granicy między polem magnetycznym Ziemi a napierającym na nią wiatrem słonecznym. I tu dzieje się… fizyka.
Zwiększona masa plazmy spowalnia rekoneksję magnetyczną, rozładowując jej energię wolniej, niczym wielka poduszka. Symulacje pokazują, że można w ten sposób zmniejszyć intensywność burzy nawet o ponad 50%, a w niektórych wskaźnikach – jeszcze bardziej, sprowadzając „totalną katastrofę” do „zwykłych problemów”. Czy to wykonalne? Trzeba by wynieść na orbitę geostacjonarną (a więc wysoką) kilkadziesiąt satelitów, z których każdy przenosiłby po kilka-kilkanaście ton materiału – litu, baru, sodu lub potasu. Nie byłoby tanio, ale do zrobienia. Chyba warto.

