[NASZE WIDEO] Nothing Phone (4b): Czy da się wciąż mieć tanio i dobrze, czy trzeba wybrać?

Drogi RAM, drogie chipy, droga pamięć masowa… To bardzo kiepski czas na to, żeby próbować zrobić niedrogi telefon. Dlatego z miejsca wybaczam Nothing Phone (4b) widoczne na pierwszy rzut oka oszczędności, ale wciąż żałuję, że ich ofiarą padł niekonwencjonalny, typowy dla Nothing desig.

Jest przejrzysta tafla na plecach (która oczywiście palcuje się jak szalona) i są jakieś elementy dekoracyjne, ale to tyle. Atrofii uległ też system Glyph, który w (4b) jest tylko takim czteroledowym paskiem postępu… Ok, to wciąż dużo lepiej, niż w nowych Pixelach! Obudowa wygląda jak z serii CMF, ale jest solidna, estetyczna – nie narzekam. Absolutnie nie narzekam też na ekran: mający 6,77″ AMOLED z odświeżaniem 120 Hz i jasnością szczytową w okolicy 3000 nitów. Ładny, szybki, jasny… Pewnie, żadne rekordy, ale jest dobrze. Phone 4b nie ma też problemów z wydajnością. Snapdragon 6 generacji 4 na luzie daje sobie radę ze wszystkimi codziennymi zadaniami, a także z grami.

W codziennym używaniu bateria 5200 mAh zapewnia ponad dobę dość intensywnego używania – ładowanie 33W niczego nie urywa, ale też nie umrzesz ze starości czekając na pełną baterię. Ot, norma. Nothing ma swój zestaw narzędzi AI – które w tłumaczeniu nazywają się „Narzędziami wywiadowczymi” – bo „intelligence”, jak zgaduję! – Tradycyjnie rządzi tu Essential Space, czyli taki wypasiony dziennik czy notatnik. No i też tradycyjnie, uruchamiający tą aplikację dodatkowy przycisk Essential Key nie może zostać użyty to niczego innego.

Stosunkowo czysty i lekki system ma specyficzną, bardzo stylową, ale kontrowersyjną czarno-białą skórkę, którą jednak można łatwo wyłączyć, jeśli ktoś woli wygodę, niż styl. O czym zapomniałem? A, aparaty! Jest główny i szerokokątny – pierwszy naprawdę niezły jak na tą półkę, drugi… no jest. Ale nie ma żadnego tele, a przecież był nawet w jeszcze tańszym CMF Phone 2 Pro. O tempora…