[NASZE WIDEO] Kosmiczna partyzantka – tak USA chce walczyć z Chinami na orbicie
Czy można wystrzelić rakietę orbitalną z boiska za szkołą w Koziej Wólce? Teraz już tak. Umożliwia to GHOST – Global Hypersonic and Orbital Spaceport Technology firmy Rocket Lab, czyli system startowy w całości mieszczący się w standardowych kontenerach – taki kosmodrom na wynos.
Firma mówi otwarcie po co powstał i wierzę, że to prawda… ale nie cała. Zaczekaj do końca, wyjaśnię. Kosmodrom GHOST to skonteneryzowane moduły ze wszystkim, czego potrzeba do wystrzelenia rakiety: infrastrukturą startową, aparaturą pomiarową i łączności, centrum kontroli lotów. Są też wypróbowane rakiety nośne Rocket Lab – orbitalny Electron i suborbitalny HASTE – które też mieszą się w kontenerach. Według oficjalnych komunikatów, GHOST powstał, bo coraz częściej wąskim gardłem transportu orbitalnego staje się nie dostępność rakiet nośnych czy nawet ceny, ale obłożenie platform startowych. Możliwość startu z dowolnego miejsca na świecie daje także dostęp do praktycznie całego zakresu orbit, często nieosiągalnych z takiej czy innej lokacji, no i dzięki niemu nawet najmniejsze państwo może sobie wynająć usługę startu satelity ze swojego własnego terytorium.
Ale jest inny powód, o którym Rocket Lab nie mówi głośno – chociaż chyba trochę mruga okiem przez taki, a nie inny wybór nazwy systemu. Siła militarna USA opiera się w tej chwili w ogromnej mierze na satelitach, które pozwalają widzieć, komunikować się czy ustalać pozycję. Zarówno Chiny jak i Rosja zademonstrowały, że potrafią niszczyć satelity kinetycznie, a wiadomo też, że to nie jedyny sposób, w jaki mogą je wyłączyć z użytkowania. W takiej sytuacji Ameryka potrzebuje możliwości błyskawicznego wysyłania nowych satelitów, ale w razie wojny każdy kosmodrom stanie się wielkim, wrażliwym celem. No chyba, że nie będzie wiadomo, gdzie jest. GHOST może zostać dowieziony i rozstawiony wszędzie, wynieść na orbitę to, co potrzeba i zniknąć. Jak DUCH.

