[NASZE WIDEO] AOC U27U3CV: Testujemy monitor premium w cenie dla ludzi
Nie każdemu wystarcza zwykły, biurowy monitor. Niektórzy z nas dużo fotografują albo filmują, robią animacje czy rysują i potrzebny jest im sprzęt, który pozwoli robić to wygodnie i sensownie. Z drugiej strony, nie każdy jest profesjonalistą zarabiającym na obróbce zdjęć, montażu filmów czy pracy z grafiką, dla którego pieniądze wydane na monitor to inwestycja… albo koszty, które można sobie odliczyć. I tu właśnie wkracza AOC i U27 U3CV.
Marka
AOC to marka należąca do TPV Technology, jednego z największych producentów monitorów i telewizorów na świecie, do którego należy też między innymi marka Philips – ta jej część od monitorów. AOC działa przede wszystkim w największym segmencie rynku, oferując monitory budżetowe i biurowe, ale robi też wycieczki w stronę profesjonalistów wizualnych – tu właśnie linia Graphic Pro – ma w ofercie monitory przenośne na USB a także z sukcesem rozwija podmarkę gamingową AGON. Wizerunek AOC to „solidna jakość w dobrej cenie”, bez aspiracji do segmentu ultra‑premium.

Globalnie AOC jest postrzegane właśnie jako marka solidna i stabilna: użytkownicy głosują portfelami doceniając stosunek ceny do możliwości, a że Polacy kochają dobry stosunek ceny do możliwości, AOC ma w naszym kraju mocną pozycję. Mała ciekawostka, w Polsce jest fabryka spółki-matki AOC, czyli TPV Technology, ale robi telewizory. A, i jeszcze ciekawostka numer dwa! Czy wiecie, dlaczego w mojej pierwszej redakcji – świętej pamięci miesięcznik Enter – mówiło się na monitory tej marki „łosie”? Odpowiedź znajdziecie dalej!
Monitor
Sprzęt, który trafił tu do mnie na warsztat, AOC U27 U3CV, należy do wspomnianej już serii Graphic Pro U3, czyli do linii monitorów dla grafików, fotografów i twórców wideo. To właśnie wycieczka w stronę terytorium sprzętu dla profesjonalistów, pozycjonowana wyżej, niż większość pozostałych urządzeń marki. To dość świeża konstrukcja, a jej duchowym przodkiem jest znany i lubiany w Polsce monitor do pracy 4K, AOC U27P2, który podbijał użytkowników jakością obrazu i – rzecz jasna – ceną, ale nie oferował funkcji i cech dla prosów, a i kolory pozostawiały dużo do życzenia. W końcu, to był monitor do pracy. No więc, U27U3CV powstał jako monitor dla twórców, którzy chcą jakości premium bez ceny premium. Zobaczmy, jak wyszło.
Możliwości i cechy
Zacznijmy od tego, co stanowi sam sens monitora i na co będziesz gapił się przez cały czas używania go, czyli samej matrycy. Mamy tutaj dwudziestosiedmiocalową matrycę o rozdzielczości 4K, czyli dokładnie to, co można by nazwać branżowym standardem: nie wypada podchodzić do profesjonalnej półki bez tego. Osiem milionów pikseli daje rewelacyjną gęstość obrazu, czyli ostre jak brzytwa czcionki, mnóstwo przestrzeni roboczej na obszerne osie czasu w programach do montażu czy palety przy obróbce grafiki i komfort przy pracy z drobnymi detalami.

Matryca jest w technologi Nano IPS, co oznacza, że w dodatkowej warstwie między podświetleniem ekranu a filtrem barwnym umieszczono nanocząsteczki, które pochłaniają niepożądane długości fal „zanieczyszczające” barwy. Skutek jest taki, że kolory stają się bardziej nasycone, ale wciąż pozostają naturalne, a przejścia między tonami są znacznie gładsze. Ta technologia pozwala też uzyskać szerszy gamut, czyli przestrzeń barwową.
No właśnie, przestrzeń barwowa. Trzeba przyznać, że tu ten sprzęt naprawdę pokazuje pazur. Przestrzeń barwowa to, najprościej mówiąc, paleta odcieni, które monitor potrafi fizycznie wyświetlić. AOC U27U3CV oferuje stuprocentowe pokrycie standardu sRGB oraz aż 98% profesjonalnej przestrzeni DCI-P3. Taki wynik to poziom, który jeszcze niedawno był zarezerwowany wyłącznie dla naprawdę profesjonalnego sprzętu.



Jednak sama możliwości wyświetlenia kolorów to jedno, a ich precyzja to drugie i tu największym asem w rękawie AOC jest kalibracja. Monitor przychodzi do nas z fabrycznym błędem DeltaE na poziomie poniżej dwóch. DeltaE? To parametr określający różnicę między kolorem, który komputer każe wyświetlić, a tym, który faktycznie pojawia się na ekranie. Wartość poniżej dwóch oznacza, że ludzkie oko nie jest w stanie dostrzec żadnych przekłamań. Co więcej, U27 U3CV ma certyfikat Calman Ready, oznaczający, że elektronika wyświetlacza potrafi komunikować się bezpośrednio z profesjonalnym oprogramowaniem kalibracyjnym. Gdy z biegiem miesięcy matryca zacznie naturalnie zmieniać swoje parametry, możecie przeprowadzić w pełni automatyczną kalibrację sprzętową bez ręcznego grzebania w ustawieniach. Daje wam to powtarzalność i precyzję pracy na całe lata. Ta funkcja, którą zazwyczaj spotykamy w monitorach za trzy do sześciu tysięcy złotych.

Jako że nie ma darmowych obiadów, to żeby utrzymać tak atrakcyjną cenę, producent musiał pójść na pewne kompromisy, z których jeden może być bolesny właśnie dla profesjonalnych twórców. Monitor AOC ma certyfikatem DisplayHDR 400, co… cóż, w praktyce znaczy tyle, praktycznie nie obsługuje HDR. Jest co prawda wysoka jasność, ale nie ma lokalnego wygaszania matrycy, a więc brakuje porządnych czerni, które pozwoliłyby osiągnąć odpowiedni kontrast. Jeśli jesteś filmowcem i pracujesz z materiałami HDR, ten ekran będzie dla ciebie niewystarczający.
Drugim przykładem oszczędzania są wbudowane głośniki o mocy zaledwie trzech watów. Brzmią one raczej pudełkowato i nadają się co najwyżej do odsłuchania systemowych powiadomień lub szybkiej rozmowy głosowej. Wreszcie ostatnią kwestią jest odświeżanie matrycy na poziomie 60 Hz. O ile przy montażu wideo i pracy w programach graficznych to żaden problem – raczej standard – o tyle jeśli byś chciał po pracy pograć, to nie uświadczysz tu wybitnej płynności i dynamiki. No ale, przypomnijmy, to nie jest monitor do gier.



Jeśli chodzi o konstrukcję i ergonomię, AOC zdecydowanie nie daje powodów do narzekań. Estetyczna, bezramkowa konstrukcja wygląda świetnie, a podstawa pozwala na swobodną regulację wysokości, kąta pochylenia oraz obrócenie ekranu do pionu, czyli skorzystanie z funkcji pivot, co na pewno wywoła uśmiech na twarzach fotografów, programistów i innych osób, które pracują z treściami układającymi się pionowo… na przykład stronami WWW.
Noga, oprócz tego, że funkcjonalna, wygląda dość awangardowo – dzięki niej oraz wspomnianej już bezramkowej oprawie matrycy AOC U27U3CV robi bardzo dobre wrażenie. Nie tylko na mnie – w zeszłym roku dostał za design prestiżową nagrodę Red Dot.



Z tyłu obudowy znajdziemy bogaty zestaw złączy: dwa gniazda HDMI 2.0, Display Port 1.4, dwa USB A i dwa USB-C, a na panelu bocznym wyjście audio 3,5 mm, jeszcze dwa USB A i kolejne USB-C. Ponieważ USB-C obsługuje i transmisję sygnału w standardzie Display Port i Power Delivery do 90W, możesz używać monitora AOC jako stacji dokującej: podłączasz laptop jednym kablem i jednocześnie zasilasz go, przesyłasz obraz do monitora i korzystasz z peryferiów, na przykład myszki czy klawiatury. Super!
Tu mała uwaga – w przeciwieństwie do jego większego brata z tej samej serii – 32-calowego U32 U3CV, ten monitor nie ma wbudowanego przełącznika KVM. Jeśli chcesz pracować na dwóch komputerach z jednym monitorem, wybierz wersję 32″.
PODSUMOWANIE: Czy warto kupić AOC U2703CV?
AOC U27U3CV to niezwykle udany i bardzo precyzyjny monitor, który doskonale wie, do jakiej grupy odbiorców jest skierowany. Stanowi rewelacyjne narzędzie dla fotografów, grafików, twórców na YouTube i montażystów działających w przestrzeni SDR, zwłaszcza tych, których centrum dowodzenia opiera się na laptopie ze złączem USB-C. Jeśli jesteście w stanie zaakceptować brak przełącznika KVM, bazowy HDR oraz podstawowe głośniki, w zamian otrzymacie profesjonalne odwzorowanie barw, fantastyczną ostrość i gotowość do zaawansowanej kalibracji. W tej cenie jest to propozycja, którą niezwykle trudno przebić.

Na koniec wyjaśnienie, dlaczego Łoś. Jeśli popatrzycie na logo AOC oczami kogoś, kto miał w szkole obowiązkowy rosyjski, zobaczycie litery cyrylicą: Ł O S…


