OPPO Watch S – elegancki smartwatch, który pozytywnie zaskakuje

Są zegarki, które krzyczą, że są smart. OPPO Watch S woli mówić szeptem – i właśnie to robi wrażenie. Na nadgarstku nie przypomina gadżetu rodem z laboratorium, tylko porządny czasomierz, który mimochodem mierzy puls i powiadamia o wiadomościach. Ale czy ta opanowana elegancja idzie w parze z równie dojrzałymi możliwościami? Przez dłuższy czas nosiłem go niemal non stop, żeby się przekonać.

Pierwsze wrażenie i design

Pudełko, w którym OPPO dostarcza Watch S, nie robi szczególnego zamieszania – karton, minimalizm, nic ponad to, co potrzebne. Zegarek leży w środku pewnie i estetycznie, ale nie ma tu żadnego unboxingowego teatru. Skupmy się więc na tym, co ważne.

A to, co ważne, robi wrażenie już po kilku sekundach trzymania w dłoni. OPPO Watch S waży 35 gramów bez paska i mierzy zaledwie 8,9 mm grubości. To nie są liczby wzięte z powietrza – na nadgarstku zegarek naprawdę znika. Przez pierwsze dni testów kilkakrotnie sprawdzałem, czy jest zapięty, bo nie czułem praktycznie żadnego ciężaru.

Obudowa wykonana jest ze stali nierdzewnej, która w dotyku zachowuje się tak, jak powinna – jest chłodna, solidna i brzmi metalicznie podczas stukania paznokciem. Szkło 2,5D na froncie ładnie przechodzi w krawędzie, nie ma efektu „szklanki z ostrym rantem”, który psuje odbiór tańszych smartwatchy. Spód jest plastikowy, co przy tej cenie jest normą i nie przeszkadza w codziennym użytkowaniu. Zegarek dostępny jest w kilku wariantach kolorystycznych, a paski wymienia się bez narzędzi, co zawsze doceniam. Mocowanie jest pewne i nie ma żadnego luzu po zapięciu. Na plus obrotowa koronka, która ułatwia nawigowanie po interfejsie.

Mam jednak jedno zastrzeżenie – mimo że obudowa ze stali buduje poczucie jakości, jest to jednocześnie materiał, który łatwo zbiera rysy na krawędziach. Kto planuje traktować go jak codzienny sprzęt do biegania czy innych intensywnych treningów – niech to weźmie pod uwagę. Ogólnie jednak design jest tutaj prawdziwą zaletą. OPPO Watch S wygląda na droższy, niż jest, i potrafi spokojnie towarzyszyć zarówno sportowej koszulce, jak i koszuli na spotkaniu biznesowym.

Ekran i interfejs

Panel AMOLED o przekątnej 1,46 cala i rozdzielczości 464 na 464 piksele to na papierze solidna specyfikacja. W praktyce jest jeszcze lepiej, niż sugerują liczby. Obraz jest ostry, kolory nasycone, a czerń – jak to przy matrycy AMOLED – faktycznie czarna, nie szara. Zagęszczenie na poziomie 317 ppi przy tej wielkości ekranu oznacza, że tekst powiadomień czy dane treningowe są bardzo czytelne.

Największą zaletą jest jednak jasność. OPPO deklaruje 1500 nitów w standardowym trybie i lokalnie do 3000 nitów przy treściach o wysokim kontraście. Testowałem zegarek w słoneczne majowe południe i – ku mojemu zaskoczeniu – ekran był czytelny bez przysłaniania go dłonią. To nie jest oczywiste nawet w droższych modelach konkurencji.

Tryb always-on-display działa poprawnie i nie zjada baterii tak agresywnie, jak można by się obawiać – do tego wrócę przy sekcji o baterii. Warto jednak wiedzieć, że włączony AoD skraca czas pracy zauważalnie, więc kto zależy mu na maksymalnej autonomii, powinien korzystać z niego z umiarem. Interfejs ColorOS Watch 7.1 działa sprawnie. Gesty są responsywne, animacje płynne, a nawigacja po menu intuicyjna nawet bez czytania instrukcji. Przesunięcie w lewo i prawo przechodzi między widżetami, przesunięcie w dół otwiera centrum powiadomień, przycisk boczny wywołuje menu aplikacji. Nic odkrywczego, ale wszystko działa tak, jak powinno.

Tarcze – a tych jest sporo – da się zmieniać zarówno z poziomu zegarka, jak i aplikacji na telefonie. Część z nich jest naprawdę dopracowana wizualnie, część wygląda jak szybki projekt stworzony „na kolanie”. Na szczęście opcji jest wystarczająco dużo, żeby każdy znalazł coś dla siebie. Personalizacja jest tu całkiem rozbudowana jak na smartwatch tej klasy.

Jedyne, do czego można się przyczepić, to fakt, że ColorOS Watch to zamknięty ekosystem – nie zainstalujemy tu aplikacji ze sklepu tak jak na WearOS. Kto przyzwyczaił się do swobody Wear OS lub watchOS, poczuje pewne ograniczenie. Dla większości użytkowników jednak to, co OPPO oferuje fabrycznie, powinno w zupełności wystarczyć.

Funkcje zdrowotne i sportowe

OPPO Watch S to zegarek, który producent wyraźnie pozycjonuje jako narzędzie do monitorowania zdrowia, i trzeba przyznać, że lista czujników robi wrażenie. Mamy tu 8-kanałowy czujnik tętna, 16-kanałowy sensor SpO2, czujnik temperatury nadgarstka oraz akcelerometr. Na papierze to specyfikacja godna znacznie droższych urządzeń.

Pomiar tętna podczas spoczynku jest dokładny i stabilny. Gorzej bywa podczas intensywnego treningu interwałowego, gdzie zegarek czasem gubi rytm przy gwałtownych zmianach tempa. To zresztą bolączka większości optycznych czujników tętna, nie tylko OPPO. SpO2 działa, ale wymaga chwili cierpliwości – pomiar trwa kilkanaście sekund i zegarek jest wrażliwy na ułożenie nadgarstka. Jeśli ruszysz ręką w trakcie pomiaru, trzeba zaczynać od nowa. Wyniki są zbliżone do tego, co pokazuje dedykowany pulsoksymetr palcowy, choć nie traktuję ich jako danych medycznych – to orientacyjne wskazówki, nie diagnoza.

Ciekawostką jest czujnik temperatury nadgarstka, który wspomaga analizę snu i ogólną ocenę kondycji. W praktyce nie jest to funkcja, którą sprawdza się codziennie, ale przydaje się przy ocenie regeneracji po cięższym treningu. Największą niespodzianką okazał się 60-sekundowy przegląd zdrowia, który w ciągu minuty mierzy 13 parametrów życiowych jednocześnie i generuje krótki raport. Funkcja działa sprawnie i jest naprawdę użyteczna rano, gdy chcemy szybko sprawdzić, w jakiej kondycji zaczynamy dzień. Nie zastąpi badań lekarskich, ale jako codzienny punkt odniesienia sprawdza się lepiej, niż się spodziewałem.

Monitorowanie snu jest rozbudowane – zegarek śledzi fazy snu, w tym REM, i wykrywa chrapanie. Po kilku tygodniach korzystania mogę powiedzieć, że dane są spójne i sugestywne, choć nie mam możliwości ich pełnej weryfikacji. Zegarek nie jest szczególnie wyczulony na przebudzenia – przy lżejszym śnie jego odczyty bywają nieco zawyżone.

Sportowo OPPO Watch S oferuje ponad 100 trybów aktywności, ale największy wysiłek inżynierski włożono wyraźnie w bieganie. Zegarek analizuje postawę podczas biegu, monitoruje próg mleczanowy i prowadzi przez zaplanowane sesje treningowe krok po kroku. GPS dwupasmowy w standardzie L1+L5 łapie sygnał szybciej niż niejedna konkurencja i ślad trasy jest precyzyjny nawet w miejskiej zabudowie, gdzie budynki potrafią skutecznie zakłócać sygnał.

Dla osób uprawiających sporty zespołowe producent przygotował dedykowane analizy parametrów boiskowych. To ciekawy pomysł, ale w praktyce mało kto będzie z tego korzystał regularnie – to raczej element marketingowy niż codzienna użyteczność.

Powiadomienia i łączność

Łączność w OPPO Watch S opiera się na Bluetooth 5.2, co w praktyce oznacza stabilne połączenie z telefonem w zasięgu kilkunastu metrów bez przeszkód. W mieszkaniu zegarek trzyma sygnał pewnie nawet przez ściany, choć przy większych odległościach zdarzają się chwilowe rozłączenia. Nic dramatycznego – to standard dla tej klasy urządzeń.

Ciekawą i rzadko spotykaną funkcją jest możliwość parowania z dwoma telefonami jednocześnie. Dla kogoś, kto nosi przy sobie urządzenie prywatne i służbowe to realna wygoda, a nie tylko punkt w specyfikacji. Przełączanie między urządzeniami działa sprawnie i nie wymaga ręcznej interwencji – zegarek sam decyduje, które urządzenie jest aktywne. W praktyce działa to lepiej, niż się spodziewałem, choć zdarzają się sytuacje, gdy zegarek „przykleja się” do jednego telefonu i trzeba wymusić przełączenie ręcznie.

Powiadomienia wyświetlają się szybko i czytelnie, a treść wiadomości dostępna jest w całości – nie tylko pierwsze zdanie, jak bywa w tańszych modelach. Wibracje są wyraźne, choć nie tak precyzyjne i zróżnicowane jak w Apple Watchu – wszystkie powiadomienia sygnalizowane są praktycznie tak samo, bez rozróżnienia na priorytet czy typ aplikacji. Kto przyzwyczaił się do bogatszej haptyki, poczuje różnicę.

Sterowanie odtwarzaniem muzyki i podcastów działa bez zarzutu. Przycisk play, pauza, następny utwór – wszystko pod palcem, bez wyciągania telefonu z kieszeni. Bardziej zaskakującą funkcją jest zdalne sterowanie odtwarzaniem wideo na smartfonie oraz wyzwalanie migawki aparatu. Ta druga opcja jest naprawdę przydatna przy robieniu zdjęć w grupie lub selfie na statywie. Zegarek obsługuje również karty dostępu – można go używać zamiast karty zbliżeniowej do otwierania drzwi czy bramek. Konfiguracja wymaga chwili cierpliwości, ale po pierwszym ustawieniu działa bezproblemowo.

Aplikacja towarzysząca na telefon jest przyzwoita – czytelna, logicznie zorganizowana i stabilna. Nie zachwyca szatą graficzną, ale dane prezentuje w sposób zrozumiały, bez przytłaczania wykresami. Synchronizacja przebiega sprawnie i w większości przypadków dane z treningu pojawiają się na telefonie zanim zdążymy zdjąć zegarek.

Bateria i czas działania

Ogniwo o pojemności 339 mAh nie brzmi imponująco, szczególnie gdy konkurencja chętnie chwali się większymi akumulatorami. OPPO deklaruje jednak do 10 dni pracy w trybie oszczędnym, około 7 dni przy typowym użytkowaniu i około 4 dni z włączonym always-on-display. Po kilku tygodniach testów mogę powiedzieć, że te liczby są uczciwe – co w świecie smartwatchy nie jest wcale regułą.

Przy umiarkowanym użytkowaniu, czyli kilku treningach tygodniowo, włączonych powiadomieniach i wyłączonym AoD, zegarek bez problemu dociągał do siódmego dnia. Przy bardziej intensywnym korzystaniu z GPS czas ten skraca się wyraźnie – sesja biegowa z aktywnym dwupasmowym GPS potrafi zjeść nawet 10-12 procent baterii na godzinę. Kto trenuje codziennie z nawigacją satelitarną, powinien liczyć się z ładowaniem co 3-4 dni, a nie raz w tygodniu. Włączony AoD skraca autonomię do wspomnianych 4 dni, co i tak jest wynikiem przyzwoitym. Wiele zegarków z podobną funkcją ledwo dożywa do trzeciej doby.

Prawdziwą niespodzianką jest ładowanie. OPPO chwali się, że 10 minut przy ładowarce wystarcza na dodatkowy dzień pracy – i jest w tym sporo prawdy. W praktyce kwadrans ładowania od zera daje około 20-25 procent pojemności, co przekłada się na półtora do dwóch dni swobodnego użytkowania. To bardzo wygodne w sytuacji, gdy zapomnimy naładować zegarek przez noc. Pełne ładowanie od zera do setki zajmuje około godziny, co jak na smartwatch jest wynikiem bardzo dobrym. Ładowarka magnetyczna pewnie trzyma zegarek i nie ma problemu z jej prawidłowym ułożeniem po omacku, co doceniam.

Jedynym zastrzeżeniem jest brak ładowania indukcyjnego. Zegarek ładuje się wyłącznie za pomocą dedykowanego kabla magnetycznego, co oznacza, że jego zgubienie lub uszkodzenie skazuje nas na szukanie zamiennika.

Porównanie z konkurencją

Za 899 złotych, czyli cenę OPPO Watch S w Polsce, można dziś wybrać kilka interesujących alternatyw. Najbliższym rywalem jest Amazfit GTR 4, który kosztuje podobnie i kusi przede wszystkim dłuższą deklarowaną pracą baterii oraz znacznie bogatszym systemem nawigacji satelitarnej z obsługą czterech konstelacji jednocześnie. Z drugiej strony GTR 4 jest wyraźnie grubszy i cięższy, a jego ekran przegrywa zarówno pod względem jasności szczytowej, jak i zagęszczenia pikseli.

Samsung Galaxy Watch FE to wybór dla użytkowników telefonów z Androidem, którzy cenią sobie integrację z ekosystemem Google i natywny Wear OS z dostępem do sklepu z aplikacjami. Jednak Samsung nie dorównuje OPPO ani pod względem smukłości obudowy, ani jasności wyświetlacza, ani czasu pracy na baterii. OPPO Watch S wygrywa też wieloplatformowością – Samsung sprawdza się wyłącznie z Androidem, a pełną funkcjonalność wyciągniemy z niego jedynie w parze z telefonem Galaxy. OPPO bez większych problemów działa zarówno z Androidem, jak i z iPhone, co w praktyce robi różnicę dla niemałej grupy użytkowników.

Czytaj też: OPPO łączy Realme i OnePlusa w jedną strukturę. Nadchodzi duża zmiana na rynku smartfonów?

Podsumowanie

OPPO Watch S to jeden z tych produktów, przy których po zakończeniu testów trudno znaleźć jeden wyraźny powód, dla którego miałby nie być warty swojej ceny. Przez kilka tygodni na nadgarstku nie sprawił większych problemów, nie wymagał codziennego ładowania i wyglądał wystarczająco dobrze, żeby nosić go zarówno na trening, jak i na spotkanie. W tej półce cenowej to nie jest oczywiste.

Największymi atutami są tu trzy rzeczy: ekran, który naprawdę widać na słońcu, waga i grubość obudowy, które sprawiają, że zegarek jest niemal niezauważalny na nadgarstku, oraz bateria, która działa tak długo, jak producent obiecuje – a to, jak wspomniałem, w świecie smartwatchy jest rzadkością.

Słabości są, ale uczciwe. Zamknięty system operacyjny ogranicza możliwości rozbudowy. Stalowa obudowa, choć elegancka, zbiera rysy szybciej niż aluminium z twardszą anodyzacją. I wreszcie – kto przesiadał się z WearOS lub watchOS, musi liczyć się z tym, że ColorOS Watch to inny, skromniejszy świat pod względem ekosystemu aplikacji.

Mimo to OPPO Watch S broni się jako całość. To zegarek dobrze przemyślany, wykonany solidnie i wyceniony uczciwie. Nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest, i nie obiecuje więcej, niż może dać. W segmencie do 900 złotych jest to jedna z lepszych propozycji, jakie można dziś kupić w Polsce.

Cena: 899 zł

Grafika tytułowa: OPPO