Hyundai Ioniq 9 HTRAC – flagowy, luksusowy, elektryczny SUV z napędem na cztery łapy
Czym jest dla Ciebie komfort? IONIQ 9 łączy przestronne wnętrze, należące do największych w swojej klasie, z luksusowym komfortem dla siedmiu osób oraz inteligentnymi technologiami, które sprawiają, że prowadzenie tego kolosa sprawia tak wielką przyjemność, że nie chce się z niego wysiadać.
Mam nadzieję, że doświadczyłeś/aś w swoim życiu podobnego uczucia – to znaczy – prowadziłeś/aś kiedyś pojazd, który tak Cię zachwycił, że nie chciałeś, żeby to się skończyło. Nie często się to zdarza, ale może dzięki temu, właśnie to uczucie jest tak wyjątkowe. No cóż, mogę śmiało powiedzieć, że Hyundai Ioniq 9 to jeden z najlepszych samochodów jakimi jeździłem i to pod każdym względem. A jeździłem już chyba wszystkim: od luksusowego Rolls Roycea, przez limuzyny Maserati, przez sportowe super auta Porsche, Ferrari Lambo, po najbardziej wypasione SUVy. Każdy z tych testów dobrze pamiętam i każdy był na swój sposób wyjątkowy, ale Hyundai Ioniq 9 to auto, która ma wszystko. Rozmiar (długość 5m), szerokość (pojemność 7 osób), napęd elektryczny AWD, moc 313 KM (w tej wersji, jest też 435KM), dynamika jazdy (Maksymalny moment obrotowy 605 Nm i przyspieszenie 0–100 km/h: 6,7). Panie i panowie, to osiągi, które wyciągają takie fury jak Porsche Boxster czy Cayman, Volkswagen Golf GTI, Subaru BRZ / Toyota GT86, a warto pamiętać, że Ioniq 9 to wielki, ponad 5-metrowy SUV ważący ponad 2,5 tony.





Sylwetka, przy której aerodynamiczne absurdy nabierają sensu
Na żywo ten samochód wygląda jak coś, co przypadkowo uciekło z planu filmu science-fiction i postanowiło udawać zwykłego SUV-a. Front wita nas charakterystycznym pasem pikselowych świateł LED, które wyglądają niesamowicie nowoczesne i sprawiają, że auto z przodu przypomina monolit z przyszłości. Z boku linia nadwozia płynnie opada ku tyłowi, tworząc tak zwaną sylwetkę „Aerosthetic”, co pozwala ukryć gabaryty tego kolosa i zapewnić znakomity opór powietrza. Z tyłu dostajemy potężną, niemal pionową klapę bagażnika otoczoną pionowymi pikselowymi lampami, co nadaje mu niezwykle futurystycznego i wręcz monumentalnego charakteru. Jeśli chodzi o wymiary, ten jeżdżący wieżowiec mierzy dokładnie 5060 mm długości, 1980 mm szerokości oraz 1790 mm wysokości, a jego imponujący rozstaw osi wynosi aż 3130 mm. Co ciekawe, taka szerokość odpowiada długości niektórych aut miejskich. Mniej więcej 3 metry długości mają tak znane modele jak Toyota iQ, Aston Martin Cygnet, oryginalne Mini, Fiat 500 czy kultowy już w Azji, budżetowy elektryk Wuling Hongguang Mini EV.






Cyfrowy minimalizm i ergonomia, która nie boli
Gdy zajmiesz miejsce w środku, pierwsze, co rzuca się w oczy, to zaskakująco elegancka i mięsista kierownica o trójramiennej konstrukcji, na której tradycyjne logo zastąpiono podświetlanymi pikselami. Tuż za nią rozciąga się potężna, zakrzywiona tafla szkła, w której zatopiono cyfrowe zegary o przekątnej 12,3 cala, prezentujące przejrzyste i czytelne informacje. Głównym centrum dowodzenia jest dotykowy ekran centralny o tej samej średnicy 12,3 cala, który działa płynnie jak najnowszy tablet i nie każe na nic czekać. Tunel środkowy jest zawieszony w powietrzu, co daje genialne poczucie przestrzeni, a do tego przesuwa się przód-tył, oferując mnóstwo praktycznych schowków, uchwytów na kubki oraz ładowarkę indukcyjną.
Przeczytaj też: Testujemy Volvo XC 90 B5 – luksus, komfort i zasięg | CoNowego.pl





Eko-luksus, czyli w czym tak naprawdę siedzisz
Hyundai podszedł do tematu wykończenia bardzo ambitnie i udowodnił, że materiały z recyklingu mogą wyglądać i smakować wyjątkowo premium. Górna część deski rozdzielczej została obszyta miękkim, przyjemnym w dotyku tworzywem o strukturze przypominającej ekologiczną skórę, a kierownicę otula gładka, perforowana skóra naturalna lub jej najwyższej jakości syntetyczny odpowiednik. W zależności od wybranej wersji, fotele pokryte są aksamitną w dotyku tapicerką skórzaną Leather lub ekologicznymi tkaninami wykonanymi z przetworzonych butelek PET. Same siedzenia są niesamowicie wygodne, doskonale wyprofilowane, a w pierwszym i drugim rzędzie oferują funkcję rozkładania do pozycji zerowej grawitacji, co pozwala uciąć sobie idealną drzemkę na ładowarce.





Potęga dwóch silników i prąd, który nie ucieka jak szalony
Za napęd tej futurystycznej stodoły odpowiada układ HTRAC, czyli dwa silniki elektryczne generujące łączną moc 313 KM oraz napędzające wszystkie cztery koła. Bateria o ogromnej pojemności 110,3 kWh brutto pozwala na przejechanie w cyklu mieszanym nawet do 620 kilometrów na jednym ładowaniu, co skutecznie leczy z jakiejkolwiek reakcji lękowej na brak prądu. W mieście ten elektryczny olbrzym zużywa średnio około 19-21 kWh na sto kilometrów, co przy takich gabarytach jest wynikiem więcej niż przyzwoitym. Podczas szybszej jazdy w trasie z prędkościami autostradowymi zużycie wzrasta do okolic 25-27 kWh na sto kilometrów, co nadal przekłada się na realny zasięg rzędu 400 kilometrów bez konieczności szukania ładowarki. Sama charakterystyka pracy napędu jest liniowa, cicha i niezwykle aksamitna, chociaż natychmiastowy moment obrotowy potrafi sprawnie wbić wszystkich siedmiu pasażerów w fotele.
Przeczytaj też: Volvo EX90 Twin Performance – skandynawski elektryk, który może ścigać się z Ferrari








Jak to jeździ, czyli między miękkością poduszki a masą fizyczną
W mieście Ioniq 9 zachowuje się jak aksamitny czołg, który dosłownie połyka wszelkie nierówności, studzienki czy progów zwalniających bez mrugnięcia okiem. Wyciszenie kabiny stoi na absolutnie kosmicznym poziomie, dzięki czemu w środku panuje wręcz medytacyjna cisza, niezależnie od tego, czy stoisz w korku, czy mijasz głośny plac budowy. Z kolei na trasie auto prowadzi się niezwykle pewnie i stabilnie, niemal przyklejając się do asfaltu za sprawą nisko położonego środka ciężkości i baterii umieszczonej w podłodze. Co ciekawe, mimo swoich gabarytów i pokaźnej masy, samochód nie kołysze się panicznie w zakrętach, choć oczywiście czuć, że nie jest to lekki hot-hatc, lecz luksusowy krążownik szos stworzony do połykania tysięcy kilometrów.





Anioł stróż w postaci silikonu i czujników
Nowoczesne technologie na pokładzie Hyundai Ioniq 9 potrafią niemal wyręczyć kierowcę z myślenia i sprawiają, że trudne manewry stają się banalnie proste. Asystent unikania kolizji czołowych i bocznych monitoruje otoczenie w promieniu 360 stopni, a autonomiczny asystent jazdy autostradowej sam utrzymuje pas ruchu, dopasowuje prędkość i potrafi bezpiecznie zmienić pas po włączeniu kierunkowskazu. System kamer Surround View Monitor daje niesamowicie wyraźny obraz auta z ptasiej perspektywy, co w połączeniu z systemem zdalnego parkowania z pilota sprawia, że wciśnięcie tego kolosa w ciasne miejsce pod centrum handlowym nie wywołuje ani kropli potu na czole. Z kolei system ostrzegania o ruchu poprzecznym z funkcją zapobiegania kolizjom zadba o to, aby nikt nie uderzył w nas podczas wyjeżdżania tyłem z prostopadłego miejsca.

























Czy warto wydać na niego fortunę?
Hyundai Ioniq 9 HTRAC to niesamowicie dopracowany, potwornie przestronny i luksusowy elektryk, który wyznacza nowe standardy w klasie dużych SUV-ów dla całej rodziny. Do jego największych zalet należą przepastne wnętrze dla siedmiu osób, doskonałe wyciszenie kabiny, potężna bateria zapewniająca świetny zasięg oraz ultra-szybkie ładowanie z architekturą 800V, które pozwala uzupełnić energię od 10 do 80 procent w niecałe 25 minut. Jeśli szukasz samochodu, który zastąpi Ci domowy salon i sprawi, że dalekie podróże staną się czystą przyjemnością, przygotuj się na wydatek zaczynający się od około 330 000 złotych za bogato wyposażoną wersję z napędem na cztery koła.


