TP-Link Tapo C645D KIT – tę kamerę wystarczy naładować tylko jeden raz

Wydawałoby się, że bezobsługowa kamera, to jakaś pieśń dalekiej przyszłości, ale nic bardziej mylnego. Tapo C645D to zestaw dwóch kamer ze zaingerowanym mini panelem solarnym, którego baterię wystarczy naładować tylko przed pierwszym użyciem, ale pod jednym warunkiem…

Seria smart home Tapo od TP-Link już od dłuższego czasu skutecznie podgryza rynkowe pozycje gigantów takich jak Eufy, Netatmo, Ezviz czy Arlo, oferując budżetowe, ale bardzo sensownie wycenione rozwiązania do ochrony domu. Zamiast zamykać użytkowników w zamkniętych ekosystemach wymagających płacenia cyklicznych haraczy za przechowywanie wideo w chmurze, marka od początku stawia na elastyczność oraz powszechnie lubiany, lokalny zapis danych. Model Tapo C645D KIT to bezpośrednia, mocno sterydowa ewolucja wcześniejszych, budżetowych kamer obrotowych tego producenta, tym razem idąca na całość w kwestii optyki i niezależności energetycznej. Połączenie dwóch sensorów wizyjnych, mianowicie modułu szerokokątnego i ruchomego teleobiektywu, z dedykowanym panelem słonecznym to wyraźny sygnał, że producent celuje w bardziej wymagających konsumentów, którzy potrzebują bezobsługowego monitoringu.

Solidnie, szczelnie i ładnie

Zacznijmy od tego, jak ten sprzęt prezentuje się z zewnątrz, a trzeba przyznać, że bryła urządzenia budzi zaufanie swoimi słusznymi gabarytami. Kamera została wykonana w charakterystycznym dla marki, biało-czarnym wykończeniu z matowego plastiku i mierzy dokładnie 132 x 82 x 160 mm, ważąc przy tym masywne 655 gramów, co od razu daje nam do zrozumienia, że nie jest to tania zabawka, którą zdmuchnie silniejszy wiatr. W sporym kartonie oprócz samej jednostki centralnej Tapo C645D, znajdziecie wydajny panel słoneczny Tapo A201 o wymiarach 173 x 120 x 15 mm, w pełni regulowane ramię ścienne, kompletny zestaw kołków montażowych, kable przedłużające złącze USB do ładowania, z czego najdłuższy ma aż 3,8 metra długości, oraz przydatne szablony ułatwiające wiercenie w elewacji. Cała obudowa legitymuje się oficjalnym certyfikatem szczelności IP65, co oznacza, że urządzenie bez trudu zniesie zarówno solidne ulewy, jak i mrozy sięgające nawet do -20 stopni Celsjusza. Konstrukcja jest zwarta, potężne obiektywy wkomponowano estetycznie w stałą i ruchomą część głowicy, a wszelkie newralgiczne złącza na obudowie zabezpieczono grubymi, silikonowymi zaślepkami, aby powstrzymać wilgoć przed wtargnięciem do portu zasilającego czy też slotu na kartę pamięci.

Ekran, optyka i jakość obrazu

Przejdźmy teraz do specyfikscji, czyli faktycznej jakości monitoringu, ponieważ zastosowano tutaj dość innowacyjne i wciąż rzadkie w tej półce cenowej podejście podwójnej optyki. Górny sensor to obiektyw stałoogniskowy o ogniskowej 2.53 mm i jasności f/1.6, który stale obserwuje otoczenie w ogromnym polu widzenia wynoszącym aż 165 stopni, nie przepuszczając absolutnie niczego, podczas gdy dolne „oko” zainstalowane na obrotowej głowicy o ogniskowej 6.0 mm pełni funkcję teleobiektywu. Obie te matryce zapisują materiał w rozdzielczości 2K (2304 x 1296 pikseli) przy płynności 15 klatek na sekundę. Chociaż taka wartość framerate’u nie nadaje się do nagrywania filmow akcji, to ostrość, sprzętowa dynamika tonalna oraz szczegółowość obrazu w świetle dziennym stoją na wysokim poziomie, pozwalając chociażby na bezproblemowe odczytanie numerów z tablic rejestracyjnych pojazdu oddalonego o kilkanaście metrów. Po zapadnięciu zmroku sprzęt odpala tryb Color Night Vision, w którym kadr doświetla aż sześć wbudowanych punktowych reflektorów LED, co daje nam pełnokolorowy, wyraźny obraz pozbawiony tego strasznego, zaszumionego mydła, do jakiego przyzwyczaiły nas najtańsze kamery rynkowe, choć dla tradycjonalistów ceniących dyskrecję zachowano również klasyczny, czarno-biały promiennik podczerwieni.

Przeczytaj też: EZVIZ H9c 2K – obrotowa kamera Wi-Fi z podwójnym obiektywem

Zintegrowany dźwięk i system odstraszania

Warto przyjrzeć się także kwestii samej rejestracji i emisji audio, która w sprzęcie do monitoringu bywa nagminnie bagatelizowana przez producentów, a tutaj wypada powyżej rynkowej średniej. Wbudowany w korpus głośnik oraz ukryty mikrofon obsługują funkcję płynnej, dwukierunkowej komunikacji głosowej z zaimplementowaną, aktywną redukcją szumów otoczenia (ANC), co w praktyce oznacza, że werbalna wymiana zdań z kurierem stojącym pod furtką jest w pełni zrozumiała dla każdej ze stron. Jeśli z kolei algorytmy w nocy wykryją na Waszym trawniku nieproszonego gościa, kamera potrafi uruchomić wbudowaną syrenę alarmową generującą hałas na poziomie 91.5 decybeli, co jest wartością w zupełności wystarczającą, by błyskawicznie przepędzić intruza i obudzić  nas.

Wydajność oprogramowania i funkcje AI

Nawet najlepsze na świecie parametry optyczne nie mają sensu, gdy kuleje oprogramowanie, ale aplikacja Tapo jest napisana świetnie i oferuje zaplecze funkcji bez żądania za nie dodatkowych opłat. Bezdyskusyjnym kilerem testowanego modelu jest tryb synchronicznego śledzenia. Górny obiektyw wyłapuje ruch w swoim szerokim kadrze, a dolna, zmotoryzowana głowica momentalnie otrzymuje współrzędne i podąża za celem, oferując przy tym cyfrowe przybliżenie rzędu 10.8x. Co więcej, wbudowane algorytmy sztucznej inteligencji działają w pełni lokalnie i bezbłędnie radzą sobie z kategoryzacją poruszających się obiektów, odróżniając ludzi od spacerujących psów czy wjeżdżających samochodów, co ucina falę fałszywych powiadomień push. Trzeba również mocno pochwalić producenta za zastosowanie dwupasmowego modułu Wi-Fi, pracującego w standardach 2.4 GHz oraz 5 GHz, co jest dużym krokiem naprzód w porównaniu do wielu urządzeń od Reolink czy wspomnianego Eufy, które wciąż kurczowo trzymają się mocno zaszumionego, starszego pasma, co nierzadko skutkuje powolnym wczytywaniem podglądu na żywo.

Przeczytaj też: Tp-link Tapo C260 – obrotowa kamera Wi-Fi z AI do monitoringu domowego

Bateria, zasilanie i kultura pracy

Zasilanie. To jest temat, który jest absolutnym hitem. Należy pochylić się nad aspektem zasilania, który w całkowicie bezprzewodowych systemach stanowi „być albo nie być” dla naszego komfortu. W bryle obudowy ukryto masywne ogniwo litowo-jonowe o pojemności 10 000 mAh, które według deklaracji powinno wystarczyć na około 120 dni pracy, jednakże w scenariuszach gęstego, miejskiego ruchu i ciągłej analizy kadrów ten zapas topnieje oczywiście nieco szybciej. Ale… Na szczęście na białym koniu wjeżdża tu dołączony w zestawie panel solarny o maksymalnej mocy ładowania na poziomie 2.5 W, który wręcz magicznie zmienia zasady rynkowej gry. Tę kamerę/baterię wystarczy naładować tylko jeden raz, przed uruchomieniem i będzie działać już w nieskończoność, ale pod jednym warunkiem…, że nie zamontujemy jej w piwnicy lub innym miejscu bez dostępu do światła. W testach praktycznych wystarczyła zaledwie około godzina bezpośredniej ekspozycji panelu na promienie słoneczne w ciągu dnia, aby system uzupełnił ubytki energii z minionej doby, co w ogólnym rozrachunku sprawia, że przy odrobinie pomyślunku podczas montażu, urządzenie to staje się całkowicie bezobsługowe i zapominacie o istnieniu jakichkolwiek kabli ładujących na bardzo długie miesiące. Moja kamera zamontowana na balkonie codziennie rejestruje zarówno ruch uliczny jak i przechodniów, a mimo tego stopień naładowania baterii jest cały czas na poziomie 98%. Panel nie jest nawet wystawiony na bezpośrednie promienie słoneczne. To jest prawdziwy perpetum mobile 😊

Podsumowanie

TP-Link Tapo C645D KIT to szalenie wszechstronne, dojrzałe rynkowo i znakomicie zoptymalizowane narzędzie do monitoringu, które jednym ruchem eliminuje dwa największe problemy użytkowników: martwe strefy widzenia oraz cykliczną konieczność biegania z powerbankiem po drabinie. Dzięki świetnej implementacji dwuobiektywowej głowicy obrotowej, bezbłędnemu systemowi detekcji AI bez przymusowych subskrypcji oraz szybkiemu, dwupasmowemu modułowi Wi-Fi, ten zestaw wręcz wyciera podłogę wieloma droższymi systemami konkurencji. Urządzenie, którego rynkowa cena kształtuje się w okolicach niezwykle atrakcyjnych 800 złotych, stanowi rewelacyjną inwestycję.