[NASZE WIDEO] Japończycy walczą z niespodziewanym zagrożeniem. Pomagają im robo-wilki

Japończycy mają problem – coraz częstsze spotkania z niedźwiedziami prowadzą do niebezpiecznych sytuacji, z których niektóre kończą się nawet tragicznie. Za jego rozwiązanie wzięli się w iście japońskim stylu: zbudowali robo-wilki.

Zmniejszanie się powierzchni upraw i wzrost zagęszczenia ludności spowodowały, że granica między lasem a terenami zamieszkanymi się rozmyła, a jednocześnie dzięki ograniczeniu polowań wzrosła populacja niedźwiedzi. Nic dziwnego, że przez ostatnie 12 miesięcy w Japonii miało miejsce ponad 50 tysięcy spotkań z niedźwiedziami, z których 220 skończyły się ranami, a 13 śmiercią ludzi. Japończycy odpowiedzieli nauką i technologią. W wielu prefekturach, w otaczających miasta lasach zainstalowano kamery, a AI automatycznie rozpoznaje niedźwiedzie i alarmują służby. W ciągu 10 minut startuje dron, który śledzi namierzone zwierzę i odstrasza je, zanim zbliży się do ludzi. Ale największe wrażenie robi animatroniczny robo-wilk rodem z koszmaru, który dla mnie wygląda jak dziecięca trauma mojego pokolenia – wilkołaki z Akademii Pana Kleksa.

Zasilany energią słoneczną „Monster Wolf” ma odstraszać niedźwiedzie od terenów zamieszkanych – rusza się, miga światłami i wydaje koszmarne dźwięki, z których najprzyjemniejszym jest odtworzone wycie wymarłego japońskiego wilka, a pozostałe brzmią jak skrzyżowanie Vadera i nawiedzonej, zakleszczonej windy… Ten koszmar jest drogi, kosztuje około 4000 dolarów, ale jest skuteczny, więc jego sprzedaż podwoiła się ostatnio, a firma pracuje nad przenośną, pluszową wersją dla wędkarzy, turystów i biwakowiczów. Okazuje się jednak, że jest też inna, znacznie bardziej tradycyjna metoda rozwiązania problemu: psy. W regionach, gdzie zaczęto używać karelskich psów na niedźwiedzie liczba spotkań z „misiami” spadła do najniższego poziomu od lat. No i w odróżnieniu od robo-wilka pies może zostać twoim przyjacielem.