[NASZE WIDEO] Zrobili kawał dobrej roboty, ale wciąż polecałbym inne
Najbrzydszy smartwatch na rynku właśnie dostał następcę, który wygląda równie paskudnie. No dobra – o gustach się nie dyskutuje, a wiem, że wielu osobom Samsung Galaxy Watch Ultra2 się podoba. Ale tak, nie jestem entuzjastą. Chcesz przeczytać, co o nim myślę?
No więc, Samsung zachował się jak Samsung i zmienił tak mało, jak to tylko możliwe, ale trzeba przyznać, że właśnie w tych obszarach, które mają największy wpływ na komfort użytkowania. Najważniejsza zmiana to większa, mająca teraz 800 mAh pojemności bateria, którą, dzięki zastosowaniu technologii krzemowo-węglowej udało się upchnąć w cieńszą obudowę, a zegarek stał się też przy tym troszkę lżejszy. Nowa bateria sprawia, że Ultra2 może działać z Always-on Display aż trzy dni… trochę zabawne w kontekście tygodnia w zegarkach Huawei i Amazfit, ale to wyraźny postęp.




Ekran jest większy, niż w pierwszej Ultrze, ma 1,52″ oraz niesamowitą jasność szczytową aż 5000 nitów! To JEST bardzo przydatna rzecz latem, naprawdę. Jest nowy procesor, Snapdragon Wear Elite, który zapewnia wyższą wydajność, ale… problemy z wydajnością w zegarkach za więcej, niż 300 zł to chyba coś, co spotyka się tylko w Wear OS. Aplikacja Vitals monitoruje tętno, HRV, oddech, temperaturę skóry i saturację, ale nie sprawdziłem jak dobrze, bo zegarek mam tylko na kilka dni, a potrzeba tygodnia na kalibrację – to akurat jednak wskazywałoby, że Samsung podchodzi do tego poważnie i wyniki powinny być wiarygodne. Ultra2 jest też pełnoprawnym komputerem nurkowym – tak, jak zegarki Apple, Huawei, Garmina i Amazfita.




Ładowanie jest… wkurzające. Jest bezprzewodowe, prawie w standardzie Qi. Prawie, bo zegarek widzi ładowarki lub ładowanie zwrotne, ale się nie ładuje – potrzebuje dedykowanej. No i oczywiście, jak to w Samsungu, część funkcji działa tylko z ich własnymi telefonami. Już są prawie jak Apple…

