[NASZE WIDEO] Ta chińska konstrukcja łapie rakiety. Czy to lepsze rozwiązanie, niż to używane przez SpaceX?

Chińczycy dogonili SpaceX i Blue Origin, po raz pierwszy odzyskując pierwszy stopień rakiety nośnej. Najciekawsze, że zrobili to zupełnie inaczej, niż Amerykanie, a ich sposób ma dwie ważne zalety i może okazać się lepszy. Ale czy wszystko poszło tak, jak powinno?

Lot rakiety nośnej Long March 10B przebiegł zgodnie z planem. Drugi stopień wyniósł na orbitę zaplanowany ładunek – mamy niezależne potwierdzenie, że to się udało, ale nie wiemy, czy ten ładunek był jakkowiek użyteczny, czy stanowił, na przykład, tylko symulację masy – a sześć minut po separacji stopni booster zawrócił, wyhamował i wylądował na specjalnym statku na Morzu Południowochińskim. Ale jak już pewnie zdążyliście zauważyć, nie wylądował jak Falcon 9 na nogach, tylko po zawiśnięciu został złapany w system amortyzowanych lin, o które zaczepił następnie specjalne haki.

Cała ta konstrukcja wygląda dziwnie i znacznie mniej elegancko, niż nogi Falcona czy New Glenna, ale ma zaskakująco dużo sensu. Zgodnie z filozofią samego Muska, w rakiecie, gdzie liczy się każdy gram i maksymalna niezawodność, najlepszą częścią jest brak części. Chińscy inżynierowie pozbyli się nóg boostera, zyskując znaczącą oszczędność masy – tym większą, że lądowanie w amortyzujących linach jest znacznie łagodniejsze dla rakiety, która może mieć przez to lżejszą konstrukcję. Oczywiście, potrzeba infrastruktury na ziemi – czy na wodzie – i jeśli któreś lądowanie pójdzie nie tak i nastąpi duże bum, to może oznaczać dłuższą przerwę w lotach – podczas gdy lądowisko wystarczy posprzątać. No ale to samo robi SpaceX ze Starshipem. Natomiast Chińczykom chyba nie wszystko wyszło. Lądujący booster Long March 10B dymił jak lokomotywa i to nie z tego końca, co trzeba. Możemy się tylko domyślać przyczyn, ale jedną z mocniejszych teorii jest pożar wyciekającego płynu hydraulicznego.