Roborock RockMow S1 – doskonały wybór dla każdego ogrodnika

Roborock RockMow S1 dobrze radzi sobie z regularnym koszeniem trawnika, pracuje cicho i korzysta z nowoczesnej nawigacji bez przewodu granicznego. Po poprawnej konfiguracji może działać niemal bezobsługowo. Zanim jednak do tego dojdzie, właściciel ogrodu o mniej oczywistym układzie może poświęcić sporo czasu na mapowanie terenu, ustawianie stacji referencyjnej i rozwiązywanie problemów z utratą sygnału. Roborock jest marką kojarzoną przede wszystkim z robotami sprzątającymi. W 2026 roku firma oficjalnie weszła także na polski rynek autonomicznych kosiarek. RockMow S1 zajmuje środkowe miejsce w ofercie producenta. Jest pozycjonowany poniżej flagowego modelu RockMow Z1 z napędem na cztery koła, ale powyżej podstawowego RockNeo Q1. Robot występuje w wersjach przeznaczonych do ogrodów o powierzchni do 800 lub 1500 m². Wykorzystuje połączenie nawigacji RTK oraz systemu wizyjnego VSLAM i nie wymaga instalowania przewodu granicznego. Na papierze wygląda więc jak sprzęt przygotowany do samodzielnej pielęgnacji trawnika bez czasochłonnego montażu kabla wokół działki. Praktyczny test pokazał jednak, że działanie robota w dużym stopniu zależy od układu ogrodu, różnic wysokości, jakości odbioru sygnału i dokładności pierwszej mapy.

Mały ogród nie zawsze oznacza łatwe zadanie

Test przeprowadziłem na niewielkiej działce przy domu szeregowym. Cała posesja ma około 2 arów, więc teoretycznie powinna być dla nowoczesnego robota koszącego łatwym środowiskiem pracy. Teren nie jest duży, a powierzchnia trawnika mieści się daleko poniżej deklarowanych możliwości RockMow S1. Problemem nie okazał się jednak metraż, tylko układ działki. Trawnik znajduje się na dwóch poziomach i ma kształt litery L. Stacja referencyjna odpowiedzialna za pozycjonowanie robota została ustawiona niżej, głównie ze względu na dostęp do zasilania oraz zasięgu WIFI. Ta różnica wysokości i pewnie zasięg WIFI wystarczyła, aby RockMow S1 w części ogrodu tracił orientację przy mapowaniu. W praktyce oznacza to, że przed zakupem nie wystarczy patrzeć wyłącznie na deklarowaną powierzchnię obsługiwanego trawnika. Mały ogród może być trudniejszy dla systemu RTK niż większa, płaska i otwarta działka. Znaczenie ma widoczność, położenie stacji referencyjnej, bliskość budynków, murków, ogrodzeń oraz sposób, w jaki trawnik został podzielony na strefy.

Pierwsze mapowanie wymaga precyzji

Najwięcej cierpliwości wymagało utworzenie pierwszej mapy. Aby robot rozpoczął autonomiczne koszenie, trzeba przeprowadzić go w aplikacji wzdłuż całego obwodu trawnika. W teorii jest to proste. W praktyce przypomina sterowanie małym pojazdem w grze na telefonie. Do kierowania robotem służy wirtualny kontroler w formie niewielkiego koła na ekranie smartfona. Osoby przyzwyczajone do gier mobilnych prawdopodobnie szybciej wyczują sposób prowadzenia kosiarki. Użytkownik, który rzadko korzysta z takiego sterowania, może mieć problem z płynnym prowadzeniem robota blisko krawędzi trawnika. Nie znalazłem opcji zmiany sposobu sterowania podczas mapowania. Przy pierwszych próbach, a było ich kilka, brak precyzji skończył się drobną rysą na obudowie po dojechaniu do schodów z kostki brukowej. Nie był to poważny problem techniczny, ale dobrze pokazuje, że ręczne mapowanie wymaga ostrożności, szczególnie w ogrodzie z murkami, schodami, rabatami i twardymi obrzeżami. Sterowanie trzeba wykonywać spokojnie. Robot powinien jechać możliwie blisko granicy trawnika, ale z zachowaniem bezpiecznej odległości od przeszkód. Gwałtowne korekty kierunku łatwo psują linię mapowania. Każdy błąd ma później wpływ na koszenie, ponieważ zapisana trasa staje się dla robota granicą strefy roboczej. W moim przypadku poprawne utworzenie mapy wymagało czterech podejść. Przyczyną nie było wyłącznie niewygodne sterowanie. Większym problemem była utrata sygnału w trakcie mapowania. Gdy połączenie zostawało przerwane, aplikacja nie pozwalała kontynuować pracy od miejsca, w którym robot się zatrzymał. Cały obwód trzeba było wyznaczyć od początku.  Na małym trawniku oznacza to kilka dodatkowych minut. W większym ogrodzie, z wąskimi przejściami, kilkoma strefami i większą liczbą przeszkód, może to być znacznie bardziej uciążliwe. Funkcja wznowienia mapowania od ostatniego poprawnie zapisanego punktu bardzo by tu pomogła. Przydałby się też drugi sposób sterowania, na przykład klasyczne przyciski kierunkowe albo dwa osobne suwaki do jazdy i skrętu. Obecny kontroler wygląda nowocześnie, ale nie każdemu da wystarczającą precyzję.

Po konfiguracji RockMow S1 działa bardzo dobrze

Trudny początek nie zmienia tego, że po poprawnym utworzeniu mapy RockMow S1 pokazuje swoje mocne strony. Robot porusza się po trawniku systematycznie, kosi równoległymi pasami i nie jeździ losowo po ogrodzie. To duża różnica względem starszych robotów opartych na przewodzie granicznym i prostych algorytmach jazdy. W codziennym użytkowaniu praca robota jest przewidywalna. Po wyjechaniu ze stacji robot przechodzi do wyznaczonej strefy, kosi według zaplanowanego wzoru i wraca do ładowania. Nie wymaga ciągłego nadzoru, o ile mapa została dobrze przygotowana, a w ogrodzie nie pojawiły się nowe przeszkody. Jakość cięcia przy regularnie pielęgnowanej murawie jest bardzo dobra. Małe, szybko obracające się noże równo skracają źdźbła. Robot nie wyrywa trawy i nie zostawia widocznych skupisk pokosu. Po zakończeniu pracy trawnik wygląda równo, a efekt jest powtarzalny przy kolejnych przejazdach. RockMow S1 najlepiej sprawdza się jako urządzenie do częstej pielęgnacji trawnika. Nie jest to sprzęt, który powinien przejmować ogród dopiero wtedy, gdy trawa jest już mocno przerośnięta. Najlepszy efekt daje regularne uruchamianie robota, zanim źdźbła osiągną dużą wysokość.

Wysoka trawa ujawnia ograniczenie konstrukcji

Podczas testu zauważyłem, że bardzo wysoka trawa może być dla robota problemem, szczególnie przy wysoko podniesionych nożach. Gdy źdźbła wystawały wyraźnie ponad obudowę urządzenia, przednia część kosiarki i zderzak dociskały je do ziemi, zanim trafiły pod tarczę tnącą. W rezultacie część najwyższych źdźbeł nie była ścinana. Robot przejeżdżał po nich, kładł je na podłożu, a noże nie miały możliwości ich złapać. Po zakończeniu pracy na trawniku zostawały pojedyncze, położone pasma długiej trawy. Nie traktowałbym tego jako wady charakterystycznej wyłącznie dla Roborocka. To ograniczenie wynikające z konstrukcji większości robotów koszących. Tarcza tnąca działa skutecznie wtedy, gdy trawa znajduje się w jej zasięgu. Jeżeli źdźbła są wyższe niż przednia część obudowy, robot może je najpierw przygnieść, a dopiero potem przejechać nad nimi. Dlatego przed rozpoczęciem regularnej pracy autonomicznej kosiarki dobrze jest ręcznie skrócić mocno przerośnięty trawnik. Dopiero później robot powinien przejąć jego codzienną lub kilkudniową pielęgnację. Przy takim sposobie użytkowania problem z położonymi źdźbłami praktycznie przestaje mieć znaczenie.

Bardzo dobre koszenie przy ogrodzeniu

Jednym z elementów, które wypadły podczas testu szczególnie dobrze, było koszenie trawy wzdłuż ogrodzenia. To miejsce, w którym wiele robotów zostawia szeroki pas nieskoszonej trawy. Później trzeba poprawiać go podkaszarką. RockMow S1 poradził sobie z tym zadaniem lepiej, niż się spodziewałem. Odpowiada za to system PreciEdge, czyli dodatkowy moduł tnący umieszczony z boku robota. Nie zastępuje on głównej tarczy znajdującej się pod urządzeniem. Uzupełnia jej pracę tam, gdzie centralny mechanizm nie może sięgnąć przez szerokość obudowy. Producent deklaruje, że system pozwala ścinać trawę w odległości około 3 cm od ściany, płotu, obrzeża rabaty lub innej granicy. W modelu RockMow S1 PreciEdge znajduje się w wyposażeniu standardowym. W praktyce boczne ostrze rzeczywiście robi różnicę. Robot prowadził linię koszenia bardzo blisko ogrodzenia, a ilość trawy pozostającej przy jego podstawie była niewielka. Nie oznacza to, że podkaszarka stanie się całkowicie zbędna. Pojedyncze źdźbła nadal mogą zostać w narożnikach, przy słupkach albo w miejscach, do których robot nie może bezpiecznie dojechać. Wzdłuż prostego odcinka ogrodzenia rezultat był jednak równy i estetyczny.

Dane techniczne i aplikacja

Roborock RockMow S1 wykorzystuje napęd na dwa tylne koła. Główna tarcza tnąca ma szerokość 22 cm i jest wyposażona w trzy wahliwe noże. Wysokość koszenia można regulować elektrycznie w zakresie od 20 do 60 mm. Robot ma radzić sobie z nachyleniami do 45%, nierównościami i progami o wysokości do 4 cm, co po swoich testach potwierdzam. Według producenta może też poruszać się w przejściach o szerokości około 70 cm. Konstrukcja spełnia klasę wodoszczelności IPX6, a poziom hałasu podczas pracy wynosi około 59 – 60 dB.

W zależności od wersji urządzenie jest przeznaczone do trawników o powierzchni do 800 lub 1500 m². W aplikacji Roborock znajduje się także nowa metoda mapowania trawnika oznaczona jako beta. To ciekawa funkcja w kontekście największej trudności, jaką zauważyłem podczas testu, czyli konieczności bardzo precyzyjnego ręcznego prowadzenia robota po całym obwodzie działki. Producent wcześniej zapowiadał wykorzystanie inteligentnego mapowania wspieranego przez AI. Obecność funkcji testowej sugeruje, że oprogramowanie robota nadal będzie rozwijane. To dobra wiadomość, bo część obecnych ograniczeń RockMow S1 wynika właśnie z aplikacji i sposobu tworzenia mapy, a nie z samej konstrukcji kosiarki.

Ocena po teście

Roborock RockMow S1 to bardzo dobry robot koszący, ale pierwsza konfiguracja może być bardziej wymagająca, niż sugeruje sam opis produktu. Najwięcej zastrzeżeń mam do ręcznego mapowania. Sterowanie w aplikacji wymaga wprawy, a utrata sygnału zmusza do ponownego wyznaczania całej granicy, dlatego ważne aby zadbać o dobry zasięg WIFI oraz dobre ułożenie głównego nadajnika. W ogrodach z różnicą poziomów, budynkami blisko trawnika lub mniej korzystnym miejscem na stację referencyjną problemy z pozycjonowaniem mogą pojawić się nawet na małej działce. Po poprawnym skonfigurowaniu robot działa już znacznie lepiej. Kosi równo, porusza się logicznie, dobrze radzi sobie przy ogrodzeniu i nie wymaga dużego zaangażowania użytkownika. Najlepiej traktować go jako system do regularnego utrzymywania trawnika w ryzach, a nie jako sprzęt do pierwszego koszenia wysokiej, zaniedbanej trawy. W moim ogrodzie RockMow S1 najpierw wystawił cierpliwość na próbę, ale po poprawnym utworzeniu mapy zaczął robić dokładnie to, czego oczekuje się od autonomicznej kosiarki: regularnie skracał trawę, pracował cicho i ograniczył konieczność ręcznego koszenia.