[NASZE WIDEO] Myślę, że pokochasz te słuchawki: oto EarFun Air Pro 4+
Są rzeczy, o których można śmiało powiedzieć „dobre i tanie”. A te słuchawki, EarFun Air Pro 4+? Cóż, są bardzo dobre. I, jak na swoje możliwości, tanie.
Zgrabne etui ma rozmiar i kształt w sam raz do kieszeni, a same słuchawki wyglądają dyskretnie i elegancko dzięki zastosowaniu dwóch kolorów i dwóch faktur tworzywa. Słuchawki są wygodne i zupełnie nie męczą, ale z drugiej strony siedzą w uszach na tyle lekko, że co jakiś czas czułem niepokój, czy ich nie zgubię. Nie zgubiłem. W wyposażeniu jest wszystko, co trzeba: czujnik obecności w uchu, multipoint, ANC i tryb transparentny. ANC jest całkiem niezłe, nie męczy białym szumem i dobrze tłumi, natomiast co ciekawe, przy muzyce działa trochę jak podbicie basu.
Właśnie, pora pogadać o dźwięku. Hybrydowy układ z 10‑milimetrowym przetwornikiem dynamicznym i armaturowym FeatherBA, plus niesamowity zestaw kodeków obejmujący LDAC, aptX Adaptive, aptX Lossless, LE Audio i Auracast daje brzmienie, które w tej cenie potrafi zaskoczyć. Bas jest sprężysty i kontrolowany, środek czysty i wyraźny, a góra, choć nie tak rozciągnięta jak w droższych modelach, klarowna. Air Pro 4+ potrafią wydobyć detale, które zwykle giną w tańszych konstrukcjach, a scena jest uporządkowana i czytelna. Woow…
Jest też korektor graficzny, oczywiście, więc można samemu podostrajać. Nie jestem natomiast zachwycony sterowaniem. Panele dotykowe na obu słuchawkach działają pewnie i są czułe, ale… może nawet trochę zbyt czułe, bo odnotowałem więcej przypadkowych aktywacji, niż bym chciał. Funkcje są konfigurowalne w aplikacji, ale nie da się ukryć, że regulacja głośności przez cierpliwe stukanie w panele nie jest szczególnie wygodne. Czas pracy na baterii nie imponuje, oferując około 6 godzin z ANC, ale w testach zupełnie mi to nie przeszkadzało. Generalnie, bardzo polecam!

