[NASZE WIDEO] Jest cały z plastiku, ale ten aparat! Czy warto kupić Xiaomi 17T?

Nie, nie jest różowy. Xiaomi 17T który do mnie trafił ma bardzo przyjemny kolor bladego kwiatu bzu – nienachalny, ale i nienudny – mi się podoba.

Mniejszy od swojego brata z dopiskiem „Pro”, jest jednym z tych smartfonów „w sam raz” –   ekran 6,59″ AMOLED ma przyjemną dla oka gęstość pikseli na poziomie 460 PPI, odświeżanie do 120 Hz z możliwością przełączania dynamicznego – ale skokowego, nie ma LTPO – oraz jasnością szczytową do 3500 nitów. A, jest Dolby Vision!  Podobnie, czyli bardzo dobrze, ale bez fajerwerków jest też w kwestii wydajności: zastosowany MediaTek 8500 Ultra to nie topka, ale nie zabraknie ci mocy w codziennym używaniu, a do tego nie musisz martwić się o utratę wydajności przy dłuższym używaniu, bo 17T dobrze radzi sobie z rozpraszaniem ciepła i nie throttluje procesora.

Zestaw aparatów – o, to właśnie powód, dla którego możesz chcieć mieć właśnie ten smartfon! Bardzo dobry aparat główny, który robi bardzo dobre zdjęcia także nocą to dokładnie to, czego spodziewałem się po Xiaomi, ale gwiazdą modelu T jest peryskopowy  aparat tele z zoomem x5 – coś, co zdecydowanie robi różnicę względem typowych dla tej kategorii cenowej – i w ogóle większości branży – obiektywów x3. Wśród aparatów najsłabszym punktem jest, jak zwykle, aparat ultraszerokokątny, co rozumiem. Dobrze wypadają możliwości wideo, z dobrą stabilizacją, kręceniem 4K w 60 klatkach i co ciekawe, 10-bitowym profilem LOG. Czy LOG w takim telefonie ma sens? No nie wiem. Ale jest i można skorzystać.

Bateria 6500 mAh daje solidne dwa dni pracy, a ładowanie 67W, chociaż ciut wolniejsze, niż w wielu innych, mnie zupełnie nie zraża: w pudełku nie ma ładowarki HyperCharge, więc pewnie i tak będziesz ładować taką, jaką masz i więcej byś nie wyciągnął. Szkoda, że obudowa jest w całości, włącznie z ramką, z plastików, ale ma wodoodporność IP68, a jakość nie pozostawia nic do życzenia.