Roborock Saros 20 vs Saros 10R. Czy warto dopłacać do nowego modelu robota?
Kiedy Roborock wypuścił Sarosa 10R, trudno było nie być pod wrażeniem. Robot o profilu zaledwie 7,98 cm, system StarSight 2.0, adaptacyjne podwozie AdaptiLift. To był sprzęt, który wyglądał jak z przyszłości już w dniu premiery. Kilka miesięcy później ta przyszłość ma już następcę. Saros 20 wchodzi na rynek z jeszcze bardziej imponującymi liczbami. Moc ssania na poziomie 36 000 Pa zamiast tego, co oferował poprzednik, gorąca woda w stacji podgrzewana do 100°C zamiast 80°C i nowe podwozie AdaptiLift 3.0, które bez najmniejszego problemu pokonuje podwójne progi sięgające łącznie 8,8 cm. Pytanie brzmi: czy to prawdziwy skok technologiczny, czy może marketing w najlepszym wydaniu? Postanowiłem to sprawdzić!

Pierwsze wrażenie i design
Stawiając Sarosa 20 obok Sarosa 10R, można przez chwilę pomyśleć, że Roborock po prostu przemalował obudowę i zmienił naklejkę. Oba roboty mają identyczne wymiary: 353 x 350 x 79,8 mm i tę samą wysokość 7,98 cm. To nie przypadek ani oszczędność inżynierska, lecz świadoma decyzja. Skoro poprzednia bryła sprawdziła się jako jedna z najsmuklejszych na rynku i pozwala bez problemu wjeżdżać pod kanapy czy łóżka, po co ją zmieniać?
Różnice widać dopiero przy bliższym spojrzeniu. Saros 20 jest nieco cięższy od swojego poprzednika, waży 5,05 kg, co przy robocie sprzątającym nie ma większego znaczenia w praktyce, ale sygnalizuje, że w środku dzieje się więcej. Zmienił się też wygląd stacji dokującej. Nowa RockDock wygląda bardziej elegancko i schludnie niż stacja dołączona do Sarosa 10R, a jej podstawę można odłączyć i umyć osobno. To drobiazg, ale ktoś, kto kiedykolwiek próbował wyczyścić zakamarki starej stacji dokującej, doceni tę zmianę.
Warto wspomnieć także o tym, że Saros 20 dostępny jest w sprzedaży w dwóch wariantach – podstawowym oraz Complete (której brakuje w 10R). Ten drugi zawiera dodatkowe akcesoria,

Nawigacja i rozpoznawanie przeszkód – StarSight 2.0
Zarówno Saros 20, jak i Saros 10R korzystają z autonomicznego systemu StarSight 2.0, czyli półprzewodnikowego czujnika LiDAR z dwoma nadajnikami, który skanuje otoczenie w trzech wymiarach z częstotliwością próbkowania 21 razy wyższą niż w standardowych systemach LDS. To już samo w sobie robi wrażenie i wyraźnie odróżnia oba modele od tańszej konkurencji, która wciąż opiera się na nawigacji 2D. Jednak diabeł tkwi w szczegółach i tu zaczynają się różnice między Sarosem 20 a jego poprzednikiem.
Saros 10R rozpoznaje 108 typów obiektów. Brzmi imponująco, dopóki użytkownik nie dowie się, że Saros 20 rozpoznaje ich ponad 300. To nie jest kosmetyczna różnica w arkuszu specyfikacji. Przekłada się bezpośrednio na to, jak robot zachowuje się w realnym domu, pełnym kabli, butów, zabawek dziecięcych, misek dla zwierząt i innych przedmiotów. Poprzednik radził sobie z tym zadowalająco. Następca robi to wyraźnie lepiej.
Kolejna nowość, której próżno szukać w Sarosie 10R, to technologia DirTect wyposażona w kamerę RGB. Robot nie tylko wykrywa przeszkodę, ale analizuje rodzaj zabrudzenia i automatycznie dobiera strategię sprzątania. Przy kawie czy kocim żwirku zwiększa moc ssania, przy płynnym zabrudzeniu przełącza się na tryb samego mopowania. W teorii brzmi jak funkcja, którą można zbyć wzruszeniem ramion. W praktyce, szczególnie w domach ze zwierzętami lub małymi dziećmi, to realna oszczędność czasu i nerwów.
Aplikacja również dostała awans. Saros 10R działał w oparciu o SmartPlan 2.0, Saros 20 korzysta z wersji 3.0, która uczy się nawyków użytkownika, rozpoznaje typy pomieszczeń i samodzielnie dobiera optymalną strategię sprzątania, włącznie z redukcją hałasu w godzinach oznaczonych jako cisza nocna. To subtelna, ale zauważalna poprawa komfortu użytkowania.

Podwozie AdaptiLift – ewolucja, którą czuć
Podwozie adaptacyjne to jeden z tych elementów, przy których Roborock ma realną przewagę nad konkurencją i dobrze. Saros 10R jako pierwszy seryjnie produkowany robot sprzątający na rynku dostał system AdaptiLift z trójkołowym układem sterowania, pozwalający niezależnie regulować przód, tył i boki zawieszenia. To był prawdziwy przełom. Saros 20 bierze ten pomysł i rozwija go w wersji 3.0, która w kilku miejscach robi wyraźny krok do przodu.
Najbardziej namacalna różnica to pokonywanie progów. Saros 10R radzi sobie z przeszkodami do 4 cm wysokości. Saros 20 pokonuje podwójne progi o łącznej wysokości 4,5 plus 4,3 cm, czyli łącznie 8,8 cm. W praktyce oznacza to, że nowy model bez problemu przejedzie przez próg balkonowy, a potem wróci przez kolejny, podczas gdy poprzednik mógł mieć z tym problem lub całkowicie zrezygnować z takiego manewru. Dla właścicieli domów z wieloma progami między pomieszczeniami to różnica, którą odczuje się przy każdym cyklu sprzątania.
Funkcją, której Saros 10R nie oferuje, jest dynamiczne unoszenie podwozia nad dywanami o runie do 3 cm. Robot inteligentnie dostosowuje wysokość zawieszenia do powierzchni, po której jedzie, utrzymując optymalną siłę ssania bez ryzyka zablokowania się na grubszym dywanie. Roborock twierdzi, że to pierwsza taka funkcja na rynku oferowana seryjnie i na podstawie dostępnych danych trudno temu zaprzeczyć. Trzeba jednak zaznaczyć, że funkcję tę należy włączyć ręcznie w aplikacji, co przy tak zaawansowanym urządzeniu można uznać za drobne niedopatrzenie.
Obie maszyny potrafią wjeżdżać pod meble już od 7,95 cm prześwitu, co przy profilu 7,98 cm oznacza, że robot dosłownie wciska się w te przestrzenie z minimalnym marginesem. Saros 20 dokłada do tego możliwość wysuwania szczotki bocznej pod szafki z przestrzenią już od 2 cm, co pozwala dosięgnąć kurzu w miejscach, gdzie wcześniej nie miał szans dotrzeć żaden robot.

Moc ssania i czyszczenie szczotkami
Roborock od lat konsekwentnie rozwija technologię ssania pod marką HyperForce i Saros 20 jest kolejnym krokiem w tym kierunku. Nowy model osiąga moc 36 000 Pa. Dla porównania Saros 10R osiąga moc 20 000 Pa. Oznacza to, że skok jest realny i odczuwalny, szczególnie na dywanach i powierzchniach z głębszymi zabrudzeniami.
Szczotka główna DuoDivide to element wspólny obu modeli i trudno mieć tu jakiekolwiek zastrzeżenia. Dwa równoległe wałki o krótkim włosiu ze spiralnymi łopatkami skutecznie kierują włosy do centralnego otworu pojemnika na kurz, eliminując problem zaplątywania. To w domach z długowłosymi mieszkańcami lub zwierzętami jest argumentem nie do przecenienia.
Saros 20 idzie jednak o krok dalej w kwestii szczotki bocznej. O ile Saros 10R wyposażono w FlexiArm Riser, o tyle następca dostał szczotkę FlexiArm Arc, której kształt łuku jeszcze skuteczniej zapobiega plątaniu włosów dzięki wykorzystaniu siły odśrodkowej. Oba modele deklarują sto procent pokrycia krawędzi i narożników oraz zerowy odstęp od ściany, potwierdzony certyfikatem TÜV Rheinland, ale nowa geometria szczotki w Sarosie 20 przekłada się na nieco mniejszą konieczność ręcznego czyszczenia akcesoriów.

Mopowanie
Mopowanie to obszar, w którym seria Saros od początku stawiała poprzeczkę wysoko, i Saros 20 nie zamierza tej tradycji porzucać. Oba modele wyposażono w podwójne obracające się mopy pracujące z prędkością 200 obrotów na minutę, oba automatycznie odczepiają mop przy przejściu na dywan i oba korzystają z technologii DirTect do rozpoznawania rodzaju zabrudzenia. Na tym jednak podobieństwa się kończą.
Saros 20 wprowadza regulowany nacisk mopa, który w standardowym trybie mopowania wynosi 8 N, a po wykryciu trudnego zabrudzenia automatycznie wzrasta do 13 N. Robot osiąga ten efekt przez uniesienie wielokierunkowego kółka i mocniejsze dociśnięcie mopów do podłoża. W Sarosie 10R takiego mechanizmu nie ma, a nacisk mopa pozostaje stały niezależnie od stopnia zabrudzenia powierzchni. W codziennym sprzątaniu różnica może być niezauważalna, ale przy śladach po kawie na jasnej posadzce lub zaschniętych śladach butów po deszczowym dniu Saros 20 ma wyraźną przewagę.
Obie maszyny dynamicznie dostosowują zachowanie do rodzaju powierzchni. Podczas samego odkurzania szczotka główna opuszcza się, a mop pozostaje uniesiony lub odczepiony. Podczas mopowania szczotka główna wędruje do góry, żeby nie wzbijać kurzu z powrotem na właśnie umytą podłogę.
Warto tu jednak postawić uczciwe pytanie: jak dobrze robot z obracającymi się mopami radzi sobie z naprawdę zaschniętymi zabrudzeniami w porównaniu z modelami wyposażonymi w mopy oscylacyjne lub wibracyjne? Odpowiedź brzmi: zadowalająco, ale nie rewelacyjnie. Technologia obrotowa sprawdza się doskonale przy bieżącym utrzymaniu czystości i świeżych plamach, natomiast przy zaschniętych, twardszych zabrudzeniach może wymagać kilku przejazdów. To ograniczenie dotyczy zresztą całej kategorii robotów z tym typem mopowania, nie tylko Sarosów, ale uczciwa recenzja nie powinna tego przemilczeć.

Stacja dokująca – tu różnica jest zauważalna
Stacja dokująca to jeden z tych elementów, przy których różnica między Sarosem 20 a Sarosem 10R jest najbardziej wymierna i najłatwiejsza do ocenienia bez żadnych subiektywnych wrażeń. Liczby mówią same za siebie.
Saros 10R dostał wielofunkcyjną stację czwartej generacji z myciem mopa wodą podgrzaną do 80°C. Jak na moment premiery było to jedno z lepszych rozwiązań na rynku. Saros 20 podnosi tę temperaturę do 100°C, zarówno przy myciu mopów, jak i przy samoczyszczeniu stacji. Różnica 20 stopni przekłada się na realne efekty higieniczne. Wrzątek skuteczniej rozpuszcza tłuste zabrudzenia, resztki jedzenia i likwiduje bakterie. TÜV Rheinland potwierdza skuteczność na poziomie 99,99 procent usuwania bakterii z mopów, co jest wynikiem porównywalnym z poprzednikiem, ale osiągniętym w bardziej agresywnych warunkach termicznych.
Nowa stacja RockDock dostała też przeprojektowaną, jednoczęściową tacę czyszczącą z funkcją namaczania, która według producenta zwiększa powierzchnię kontaktu z mopem i pozwala na mniej hałaśliwe cykle czyszczenia. Poprzednia taca wymagała demontażu przy dokładnym myciu, nowa czyści się samodzielnie bez rozkładania na części. To zmiana, którą doceni każdy, kto choć raz zaglądał do wnętrza starej stacji po kilku tygodniach użytkowania.
Są jednak miejsca, gdzie obie stacje są praktycznie identyczne. Czas ładowania w obu przypadkach wynosi 2,5 godziny, suszenie mopów odbywa się ciepłym powietrzem o temperaturze 55°C, automatyczny dozownik detergentu działa tak samo, podobnie jak funkcja napełniania zbiornika ciepłą wodą. Ciekawostką jest natomiast to, że Saros 10R zapewnia do 70 dni bez ręcznego opróżniania pojemnika na kurz, podczas gdy Saros 20 deklaruje do 65 dni. Różnica jest marginalna i zależy w praktyce od warunków użytkowania, ale warto odnotować, że nowy model nie jest tu lepszy od poprzednika.
Saros 20 dostaje też funkcję suszenia worka na kurz świeżym powietrzem, która usuwa wilgoć i ogranicza ryzyko powstawania nieprzyjemnych zapachów wewnątrz stacji. W Sarosie 10R tej funkcji nie ma. To kolejny detal, który nie zmienia codziennego użytkowania w sposób dramatyczny, ale przy długoterminowej eksploatacji robi różnicę dla higieny całego zestawu.
Co ważne – w przypadku modelu Saros 20 stacja dokująca jest matowa, co zapobiega osadzaniu się na niej nieestetycznych odcisków palców.

Z kim konkurują Saros 20 i Saros 10R?
W segmencie zaawansowanych robotów sprzątających, w którym pozycjonowane są modele Roborock Saros 20 i Saros 10R, konkurencja uległa w ostatnim czasie znacznemu przetasowaniu. Głównymi rywalami dla tej serii nie są już wyłącznie starsze, klasyczne konstrukcje, ale przede wszystkim najnowsze flagowce wiodących producentów, tacy jak Dreame X60 Ultra oraz Ecovacs Deebot X12 OmniCyclone. Modele te stanowią bezpośrednią odpowiedź na nowo zdefiniowane standardy premium i reprezentują ten sam, najwyższy pułap technologiczny oraz cenowy na rynku.
Obok dynamicznie rozwijających się marek azjatyckich, istotnym punktem odniesienia dla serii Saros pozostają również konstrukcje amerykańskiego pioniera branży, reprezentowane przez najnowszą linię iRobot Roomba Combo 10 Max. Choć każdy z tych producentów podąża nieco inną ścieżką projektową, to właśnie urządzenia z serii Dreame X, Ecovacs Deebot X oraz najwyższe modele Roomba tworzą obecnie elitarną grupę urządzeń, z którymi flagowce Roborocka muszą bezpośrednio konkurować o miano najbardziej wszechstronnego robota sprzątającego.
Czytaj też: Roborock wprowadza do Polski kosiarki automatyczne RockNeo Q, RockMow S i RockMow Z
Podsumowanie
Roborock Saros 20 to lepszy robot od Sarosa 10R. To zdanie brzmi banalnie, bo trudno oczekiwać, żeby następca był gorszy od poprzednika, ale w tym przypadku warto podkreślić, że poprawa nie jest wyłącznie kosmetyczna. Wyższa moc ssania, podwozie AdaptiLift 3.0 pokonujące podwójne progi do 8,8 cm, stacja dokująca myjąca mopy wodą w 100°C, rozpoznawanie ponad 300 typów obiektów i dynamiczne dostosowywanie zawieszenia do wysokości dywanu to zmiany, które przekładają się na realne różnice w codziennym sprzątaniu, a nie tylko na lepiej wyglądające liczby w tabeli specyfikacji.
Jednocześnie Saros 10R nie jest urządzeniem, które nagle przestało działać z chwilą pojawienia się następcy. To wciąż jeden z lepszych robotów sprzątających dostępnych na rynku, wyposażony w te same fundamenty, na których zbudowano Sarosa 20. Kto kupił go kilka miesięcy temu, nie ma powodów do żalu. Kto dopiero rozważa zakup i ma do wyboru oba modele, powinien jednak poważnie zastanowić się nad dopłatą do nowszej wersji.
Odpowiadając wprost na pytanie z tytułu: jeśli Saros 10R w pełni zaspokaja potrzeby danego gospodarstwa domowego, dopłata do Sarosa 20 jest kwestią wyboru, a nie konieczności. Jeśli jednak użytkownik regularnie napotyka ograniczenia poprzednika lub dopiero wchodzi w świat robotów sprzątających z najwyższej półki, Saros 20 jest aktualnie jednym z najlepiej wyposażonych urządzeń w swojej klasie i trudno mu w tym momencie wskazać bezpośredniego konkurenta, który biłby go we wszystkich kluczowych kategoriach jednocześnie.
Roborock Saros 10R kosztuje obecnie 3299 złotych.
Roborock Saros 20 kosztuje obecnie 4499 złotych.
Roborock Saros 20 Complete kosztuje obecnie 4549 złotych.

Grafika tytułowa: Roborock

