Shogun 2 – planuj i walcz

Dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy fanów gier spod znaku Total War, z rozrzewnieniem wspomina czasy najlepszej zdaniem wielu pierwszej odsłony całej serii. Mam na myśli Shogun: Total War, który przenosił grających w klimaty XVI-wiecznej Japonii.
Po dziesięciu latach wszyscy mamy możliwość zagrać w kontynuację, która jest godna swojego pierwowzoru. W kampanii staniemy się daimyo jednego z dziesięciu klanów, walczących o japońskich szogunat. Każdy z klanów posiada unikalne dla siebie jednostki oraz bonusy płynące z prowadzonej przez siebie polityki, tudzież posiadanych prowincji. Przez okres 55 lat – od roku 1545 po rok 1600, starać się będziemy przejąć władzę nad Japonią i prefekturą Kioto.Tylko od woli gracza będzie zależało czy osiągnie to drogą dyplomacji, czy może poświęci życie dziesiątek tysięcy dzielnych samurajów na polu walki. Rozwijając się zbyt wolno zostaniemy szybko pożarci przez przeciwników. Kiedy urośniemy w siłę wzbudzimy zainteresowanie panującego szoguna, który wraz z innymi klanami zadba o to, aby wymazać nas na zawsze z ksiąg historii. Trzeba umiejętnie znaleźć złoty środek, aby osiągnąć upragniony cel. Podobnie jak w innych grach z serii Total War sterowanie odbywa się nad dwóch rodzajach plansz. Pierwsza z nich pozwala na planowanie kolejnych posunięć, budowę kolejnych budynków oraz ulepszanie tych posiadanych, rekrutację armii, jej przemieszczanie, działania dywersyjne i wiele innych drobnych rzeczy, które ciężko policzyć. Chcąc zbudować państwo silne ekonomicznie należy zadbać o rozbudowę odpowiedniej infrastruktury w danej prowincji. Na zbudowanie czeka blisko sto różnych budynków. Te mogą być niszczone przez przeciwnika, celem osłabienia sytuacji gospodarczej klanu. Mimo tego, że wszystko to może brzmieć skomplikowanie, to od czasów ostatnich produkcji Total War, dużo aspektów rozgrywki na tym poziomie uległo uproszczeniu. W Shogunie 2 odnajdą się bez większych problemów nawet początkujący gracze. Drugą z nich stanowi z kolei trójwymiarowe pole bitwy, na które akcja gry przenosi się za każdym razem, gdy daną potyczkę postanowimy rozstrzygnąć własnoręcznie. Oprawa graficzna pola bitwy jest wręcz nie do opisania. Każdy z wojowników wygląda nieco inaczej – zbroje zaprojektowano z dbałością o najmniejsze detale. Mamy wrażenie jakby każdy z walczących żołnierzy był odrębną jednostką, a nie częścią oddziału, czy też wielkiej armii. Efekty cząsteczkowe w postaci pyłu, promieni słonecznych, a nawet zamieci śnieżnych są piękne, ale powodują potężne spadki płynności animacji w grze. Niewiele osób zapewne pozwoli sobie na grę w najwyższej rozdzielczości, przy najwyższych możliwych ustawieniach. Walki są bardzo dynamiczne i trzeba niebywałych zdolności, aby ogarnąć kilkutysięczny tłum. Jak to dobrze, że istnieje aktywna pauza… Często walki sprawiają wrażenie bardzo chaotycznych. Podczas starć spora część jednostek z walczącego oddziału stoi jakby z boku, nie włączając się do batalii. To jednak znak rozpoznawczy każdej z części Total War, który po dziś dzień nie został do końca dopracowany. Każdy z oddziałów posiada swoje unikalne parametry, które charakteryzują jego efektywność bojową. W grę została wbudowana specjalna encyklopedia, dzięki której w przystępny sposób nie tylko porównamy poszczególnych wojowników, ale także dowiemy się nieco o historii Japonii i zarysie konfliktu. Względem poprzednich części znacznie lepiej zbalansowano poszczególne jednostki. Nie istnieje już coś na wzór konnicy z poprzednich części, czyli oddziału do zadań specjalnych. Większość podkomendnych po jakimś czasie zyskuje nowe umiejętności, takie jak możliwość użycia płonących strzał, czy też sformowanie efektywnej linii defensywnej. Prócz walk na lądzie, weźmiemy udział w licznych potyczkach na morzu. Woda wygląda cudownie i powinna stanowić wzór dla wielu innych gier. Tempo bitew morskich jest dużo wolniejsze, a wydarzenia na ekranie dużo łatwiej ogarnąć. W początkowych latach będziemy mieli do dyspozycji jedynie proste statki, których załogi, po uprzednim oddaniu kilku salw armatnich, będą starały się przejąć wrogi statek poprzez abordaż. Nie trzeba się już zanadto przejmować wiatrem, który był zmorą adeptów nawigacji w poprzednich odsłonach cyklu. Jeśli chodzi jednak o widowiskowość, to bitwy na morzu ustępują tym, mającym miejsce na lądzie. Sztuczna inteligencja nie została w dalszym ciągu usprawniona. Przeciwnik na polu bitwy czasem zaskoczy niekonwencjonalnym rozwiązaniem, jednak przeważnie prowadzi swoje wojska wprost pod ostrza katan wrogich dla siebie oddziałów. Bardzo rzadko ukrywa swoje jednostki w lesie. W poprzednich częściach serii sztuczna inteligencja często brała graczy na przetrzymanie organizując zasadzki, tutaj niestety tego brak. Szkoda, bo na mapie ekonomicznej SI potrafi popisać się wieloma ciekawymi posunięciami. Po każdej z batalii jednostki zdobywają doświadczenie. W przypadku generalicji, owocuje ono możliwością rozwoju drzewka, składającego się z dwudziestu dwóch umiejętności. Od gracza zależeć będzie czy zdecyduje się na rozwój ofensywy, czy może defensywy. Każdy generał może również posiadać świtę, która będzie wpływać na jego efektywność w walce. Oprócz generalicji wraz z postępami w grze rozwijamy również tzw. „sztuki”.

Do wyboru mamy dwie ścieżki. Bushido – związaną z wojskowością, na którą zdecydują się osoby wielbiące krwawe bitwy oraz chi – pozwalającą na rozwiązanie zaognionych konfliktów drogą dyplomacji. Warto rozwijać również tą drugą, bo mając odpowiednich sojuszników niejednokrotnie unikniemy zbędnej przemocy. Nawet najsilniejszy klan nie przetrwa, jeśli zostanie pozostawiony samemu sobie. Na mapie taktycznej przemieszczać będziemy także kilka rodzajów agentów, którym przypisać można różnorakie zadania – od misji dyplomatycznych, przez zbieranie informacji o wojskach wroga, po eliminację wrogiego generała. Ten aspekt gry działa bez najmniejszych zarzutów i umiejętne korzystanie z niego to jeden z wielu kluczy do sukcesu. Shogun 2 jest rajem dla wielbicieli rozgrywki wieloosobowej. Możliwości zabawy jest multum i każdy znajdzie zapewne coś dla siebie. Największą atrakcją jest opcja przejścia kampanii w trybie kooperacji. Rzeczą jasna istnieje możliwość zapisu stanu gry. Ciężko by było usiedzieć przed komputerem kilkanaście/kilkadziesiąt godzin, potrzebnych na jej ukończenie. Bardzo ciekawy jest także tryb Avatar Conquest. Kierujemy w nim poczynaniami przywódcy klanu – generała, który próbuje podbić tereny całej Japonii. Za zwycięstwa w bitwach jesteśmy każdorazowo nagradzani nowymi oddziałami. Shogun 2 to bez dwóch zdań jedna z najlepszych, o ile nie najlepsza część całej serii. Nie jest wolna od wad, jednak toną one w morzu zalet. Od ekranu monitora nie sposób się oderwać. Rozgrywki ze znajomymi w trybie multiplayer budzą ogromne emocje, a kampania przyciąga na długie godziny. Szczegółowa grafika i świetna warstwa audio podziałają na wasze zmysły i sprawią, że będziecie chcieli wracać do wirtualnego kraju kwitnącej wiśni co najmniej raz dziennie.

Plusy:Minusy:

– klimat feudalnej Japonii
– bardzo dobra oprawa graficzna
– bitwy z udziałem tysięcy jednostek
– spore możliwości rozwoju w obrębie klanów
– doskonały tryb wieloosobowy

– kiepska sztuczna inteligencja przeciwników

Grafika: 9/10
Dźwięk: 9,5/10
Grywalność: 9/10

Ocena końcowa: 9/10

Cena sugerowana: 109,90 zł 
Najtaniej w sieci: ok. 89 zł (allegro.pl)