Pocketbook 623 Touch Lux – alternatywa dla Kindle’a

Nowy Pocketbook Touch Lux łączy w sobie zasadniczo wszystkie cechy, jakie obecnie są pożądane przez wymagających amatorów e-książek. Z jednej strony urządzenie oferuje ekran dotykowy, który ponadto pracuje w stosunkowo wysokiej rozdzielczości, a jego powierzchnia jest podświetlana, z drugiej zaś, oprogramowanie umożliwia korzystanie z kilku ciekawych funkcji, w tym wykorzystujących dobrodziejstwa sieci (m.in. przeglądarka internetowa i Dropbox). Zapowiada się więc nieźle. Gdyby tak jeszcze tylko Komisja Europejska zdecydowała się obniżyć obowiązującą na e-książki stawkę VAT-u, to byłoby już w ogóle świetnie.
Wróćmy do urządzenia, a konkretnie rzućmy okiem na jego parametry techniczne:

  • Ekran: 6-calowy (15,24 cm), typu E-Ink Pearl,
  • Rozdzielczość ekranu: 1024 x 758 pikseli
  • Podświetlenie: TAK
  • Panel dotykowy: TAK (pojemnościowy z multitouch)
  • CPU: 800 MHz
  • RAM: 128 MB
  • System: Linux 2.6
  • Przestrzeń na dane: 4 GB
  • Łączność i komunikacja: Wi-Fi, microSD, microUSB, wyjście słuchawkowe
  • Obsługiwane formaty: ponad 20 formatów plików, w tym audio
  • Wymiary: 114,5 x 175 x 9,5 mm
  • Waga: 198 g

Pierwsze wrażenia
Jeżeli mieliście kiedykolwiek okazję trzymać w dłoniach Pocketbooka 622, to z modelem Touch Lux możecie się czuć równie dobrze zaznajomieni. Wymiary, jak i ogólna stylistyka, nie uległy znaczącym zmianom, co zasługuje na swego rodzaju przytaknięcie pełne uznania i aprobaty – w końcu po co zmieniać coś, co po prostu się sprawdza? E-czytnik, pisząc najprościej, świetnie leży w dłoni. Wpływa na to zarówno faktura tylnej części obudowy (jest ona „jakby” gumowa), jak i przycisków, które wykonano z podobnego (lub nawet tego samego) materiału. Całość jest w dodatku bardzo lekka (zaledwie 198 gramów) i poręczna (grubość to ok. 9.5 mm). W tym przypadku nie uświadczymy fizycznej klawiatury QWERTY, a zatem wymiary całości są niewielkie i poręczne.

Dominantę frontowego panelu stanowi, rzecz jasna, 6-calowy ekran. Pod nim znajdziemy jedynie logo Pocketbooka oraz zbiór przycisków, umieszczonych w delikatnym zagłębieniu obudowy. Kolejno służą one do powrotu do ekranu powitalnego, zmiany stron oraz uruchomienia panelu ustawień. W trosce o zachowanie prostoty i intuicyjnej obsługi, wszystkie złącza i dodatkowe klawisze umieszczono na dolnej krawędzi e-czytnika. Tutaj szczególnych niespodzianek nie ma. W dolnej części znajdziemy gniazdo słuchawkowe, port microUSB, slot na karty microSD i włącznik.
Jakość wykonania i spasowania materiałów pozostawia trochę do życzenia. Wprawdzie wielu recenzentów ten aspekt urządzenia zaliczyło do jego zalet, tak mój egzemplarz zwyczajnie mi na to nie pozwolił. Musicie jednak pamiętać, że nasza recenzja ukazała się później niż konkurentów, a egzemplarz testowy obiegł już inne redakcje i ma kilka dobrych godzin pracy na liczniku. W obliczu tego materiały, a konkretnie obudowa w miejscu spasowania przedniego i tylnego panelu, delikatnie trzeszczy niemal przy każdym chwycie.
Niemniej ergonomia pracy w ostatecznym rozrachunku wypada na korzyść Pocketbooka 623. Tym bardziej, jeżeli zdecydujecie się nabyć do niego specjalne etui-okładkę, co zresztą jest stanowczo rekomendowane w przypadku każdego e-czytnika.
Ekran i podświetlenie
Pocketbook Touch Lux został wyposażony w ekran o standardowej przekątnej (6”). Jest to ponadto panel dotykowy o stosunkowo wysokiej rozdzielczości (1024 x 758 pikseli). Na szczególną uwagę zasługuje też fakt, że ekran może być podświetlany.
Jakość wyświetlanego obrazu prezentuje wzorowy poziom – pod tym względem Pocketbook 623 należy do ścisłej czołówki segmentu. Technologia E-Ink Pearl, w połączeniu z dobrymi parametrami ekranu, w praktyce oferuje wysoki kontrast i ostry – jak na ten typ ekranów – obraz.

Na pochwałę zasługuje też szybkość reakcji na dotyk. Jest to panel pojemnościowy z obsługą multitouch, co usprawnia wykonywanie wielu czynności. Szczególnie przydatny jest gest „szczypnięcia” na powierzchni wyświetlanego ebooka; powoduje on szybką zmianę wielkości czcionki.
Co zaś się tyczy podświetlenia – również na ten temat mam bardzo pozytywne odczucia. Podświetlenie nie jest wprawdzie idealnie równomierne (źródłem światła są diody umieszczone w górnej i dolnej krawędzi), ale w żadnym wypadku skala tego zjawiska nie utrudnia czytania. Wada ta jest właściwie widoczna wyłącznie w odległości kilku milimetrów od krawędzi. Ostatecznie więc jest bardzo dobrze. Dotąd nie byłem wprawdzie przyzwyczajony do długiego użytkowania e-czytnika z podświetlanym ekranem, ale teraz już mogę stwierdzić, że jest to niezwykle przydatna cecha tego typu urządzeń.

Podświetlenie sprawdza się nie tylko w trakcie „czytania do poduszki”. Poziom oświetlenia wystarczy ustawić na ok. 15-20 %, by zapewnić sobie wysoki komfort czytania w warunkach zupełnej ciemności. Niemniej równie przydatne okazuje się ono w ciągu dnia, gdy – teoretycznie – tekst pozostaje czytelny. Podświetlenie sprawia jednak, że kontrast obrazu staje się jeszcze wyższy, a przez to zyskuje się na komforcie czytania. Na uruchomienie lampki decydowałem się właściwie niezależnie od pory dnia – to naprawdę pomaga!
Szybkość działania i stabilność systemu
Niewiele mniej od jakości wyświetlanego obrazu, w e-czytnikach cenię sobie szybkość działania, a jeszcze bardziej stabilność systemu. Zdarzało mi się spotkać urządzenia, które bez kłopotliwych aktualizacji oprogramowania właściwie nie nadawały się do użytku, a co dopiero sprzedaży. W przypadku Pocketbooka 623 jest… dobrze i źle.
Dobre jest to, że w trakcie dwutygodniowych testów e-czytnik nie zawiesił się ani razu, pomimo intensywnego użytkowania i poddania próbie wszystkich jego funkcji. Niemniej nie dało się przy tym nie zauważyć, że szybkość działania interfejsu to największa bolączka Pocketbooka Touch Lux. Wczytywanie większych plików EPUB lub PDF w skrajnych przypadkach trwało nawet ok. minuty, podczas gdy typowy wynik również potrafi nadszarpnąć nieco cierpliwość. Ebooki, pomijając już inne pliki, ładują się po prostu zbyt długo. I nie jest to wina ekranu dotykowego – ten rejestruje dotyk (podświetlając daną pozycję) błyskawicznie. Przewijanie stron odbywa się już bez większych zastrzeżeń, aczkolwiek odnoszę wrażenie, że nawet mój leciwy Kindle 3 (Keyboard) radzi sobie z tym nieco lepiej.

Wadą Pocketbooków (nie tylko tego modelu) jest też to, że po pewnym czasie od ostatniej aktywności zupełnie się wyłączają, a ponowne włączenie trwa kilka dobrych sekund. Dla przykładu Kindle przechodzi w stan uśpienia, z którego bardzo szybko można go wybudzić. W moim odczuciu jest to cecha irytująca, aczkolwiek nie sądzę, by miała mieć istotny wpływ na ostateczną ocenę e-czytnika. Te z reguły działają nieco ociężale i pewne przestoje, o ile nie powodują niebezpiecznego zawieszenia się systemu, można im darować.
Oprogramowanie – funkcje podstawowe
Pocketbook 623 radzi sobie z większością popularnych formatów e-książek, a katalog ten uwzględnia chociażby: MOBI, EPUB, PDF, czy też DOC(X). Ścieżki dźwiękowe (audiobooki) można natomiast odtwarzać dzięki wsparciu dla plików w formacie MP3. W tym miejscu należy zaznaczyć, że urządzenie nie zostało wyposażone w zewnętrzne głośniki, ale oferuje za to gniazdo słuchawkowe. Pamięć wewnętrzna wynosi 4 GB, a jeżeli okaże się to niewystarczające, to dodatkowo przestrzeń na pliki można rozszerzyć za pośrednictwem kart microSD.
Czytnik potrafi również odtwarzać zdjęcia zapisane w podstawowych formatach, aczkolwiek użyteczność tej funkcji, czego możecie się domyślać, jest bliska zeru. Czy to zdjęcia, czy komiksy, a nawet skomplikowane wykresy, są zwyczajnie mało czytelne, a sytuację tylko nieznacznie ratuje fakt wysokiej rozdzielczości ekranu. Nieco na marginesie dodam, że e-czytnikiem tworzonym z myślą o komiksach jest następca modelu Touch Lux – mowa o Color Lux, którego recenzję niebawem również znajdziecie na Conowego.pl.

Powróćmy jednak do najważniejszego – ebooków. Wiecie już, że uruchamiają się one stosunkowo długo. Poza tym wypadałoby dopisać, że ich obsługa jest świetnie przemyślana. Mam wprawdzie drobne zastrzeżenia co do umiejscowienia klawiszy zmiany stron – zwyczajnie ograniczają one możliwości trzymania e-czytnika w dłoniach (są centralnie położone w dolnej części konstrukcji). Tak by przynajmniej było, gdyby nie fakt, że strony można również zmieniać za pomocą ekranu – wystarczy przyłożyć lub przesunąć palec w dowolnym miejscu na jego powierzchni. Rozwiązanie to działa jednak tylko w jedną stronę – cofanie stron wymaga użycia fizycznego klawisza.
Ciekawych udogodnieniem jest szybki dostęp do podświetlenia ekranu. Można je uruchomić za pomocą ikony znajdującej się w wysuwanym na ekranie menu, bądź też przytrzymując przez kilka sekund klawisz „Ustawienia”. Krótkie jego wciśnięcie spowoduje zapełnienie ekranu różnego rodzaju ikonami i skrótami, z poziomu których dostępne są m.in. ustawienia formatu tekstu, panel zakładek i notatek, opcja zmiany orientacji ekranu. Jedną z istotniejszych funkcji dostępną z tego panelu, jest ReadRate – czyli serwis społecznościowy poświęcony książkom.
Wszystko to w praktyce sprawdza się nad podziw dobrze. Dostęp do wszystkich ustawień można uzyskać w stosunkowo krótkim czasie, a jednocześnie odpowiadające im skróty zostały rozmieszczone w sposób intuicyjny i przemyślany. W trakcie czytania użytkownik widzi jedynie numer danej strony oraz ikonę z wysuwanym menu. I dobrze. W końcu nikt nie chce być rozpraszany chociażby zegarkiem, który przypomina jedynie, że pora już odłożyć przyjemności na bok.
Oprogramowanie – aplikacje dodatkowe
Testowany e-czytnik pozwala na więcej, niż tylko odtwarzanie ebooków i audiobooków. Wprawdzie do tej pory zakładałem, że wszelkie urozmaicenia i dodatki jedynie wpływają na niekorzyść e-czytników (bo i specyfika ekranu typu E-Ink na niewiele pozwala), tak Pocketbook zdołał wyprowadzić mnie z błędu. Część dodatków naprawdę się przydaje.

Tworzenie notatek (w tym odręcznych), odtwarzanie plików muzycznych, dostęp do słownika, czy też wybranej e-księgarni z poziomu czytnika, to nic, z czym Pocketbook 623 miałby jakiekolwiek trudności. Z nieco ciekawszych funkcji warto wymienić te, które znajdują się w zakładce „Aplikacje”.
 
Czytnik RSS – tak, Lux Touch łączy się z internetem i pobiera na czytnik wpisy ze wskazanych stron internetowych za pośrednictwem kanałów RSS. Zastosowanie tego dodatku jest dość oczywiste – wystarczy podłączyć urządzenie do sieci, by uzyskać dostęp do artykułów ukazujących się na ulubionych stronach.
Dropbox – z Dropboksa korzystam na smartfonie i pececie, stąd też z jego obecności w e-czytniku bardzo się ucieszyłem. Dzięki tej aplikacji można ograniczyć lub zupełnie wyeliminować konieczność przesyłania plików na e-czytnik za pośrednictwem kabla USB. Wystarczy proste „przeciągnij-i-upuść”, a za moment ebook dostępny będzie do odtworzenia na urządzeniu.
Szachy, Sudoku, Pasjans – proste, acz wciągające mini-gry, które w żadnym wypadku nie tracą swojego uroku tylko przez to, że odtwarzane są na e-czytniku z E-Inkiem.

Z dostępnych dodatków warto też wymienić kalkulator, kalendarz, zegarek, czy też „galerię zdjęć”. Ostatnim, zdecydowanie niewiele użytecznym, jest przeglądarka internetowa. Jest ona o tyle niepotrzebna, że przeglądanie stron internetowych na ekranie typu E-Ink, to po prostu męka. Zdecydowanie jest to dodatek, który zalecam uruchamiać jedynie w awaryjnych sytuacjach.
Bateria
Pocketbook wyposażył swój e-czytnik w stosunkowo pojemną baterię (1000 mAh), która zdaniem producenta wystarczy do przeczytania ok. 20 książek. No ok, to stwierdzenie jest mocno oględne (w końcu książka książce nierówna, również pod względem objętości). Niemniej wynik uzyskany w trakcie testów zadowala. Czytanie przy wyłączonym Wi-Fi i podświetleniu w iście ślimaczym tempie zużywa kolejne procenty baterii. Niemniej przy uruchomionym module i lampce (jasność od 90 do 100% przez większość czasu), po ośmiu godzinach czytania poziom baterii wynosił ok. 70%. Wciąż jednak jest to wynik więcej niż zadowalający.

Podsumowanie
Pocketbook 623 – inaczej zwany Touch Lux – podołał zadaniu. E-czytnik, w moim odczuciu, ma być przede wszystkim użytecznym urządzeniem w trakcie czytania książek. Ta funkcja może być spełniona jedynie w przypadku, gdy konstrukcja jest lekka i poręczna, oprogramowanie jest dostosowane do obsługi ebooków (m.in. poprzez katalogowanie książek, liczne możliwości zmiany formatu tekstu), a do tego – co ważniejsze – ekran zapewnia wysoką jakość obrazu. W tym przypadku wszystkie te kryteria zostały spełnione, aczkolwiek całość nie obeszła się również bez wad. Można by narzekać na jakość wykonania, czy frustrujące przestoje w pracy (zwłaszcza przy odtwarzaniu ebooków). W ostatecznym rozrachunku wszystko to wydaje się mieć jednak stosunkowo niewielkie znaczenie. Do tego dochodzi też jednak inna sprawa…



Cena
Pocketbook Touch Lux można określić mianem „high-endowego” e-czytnika, niemniej odpowiada temu równie wysoka cena. Urządzenie można nabyć za ok. 600 złotych. Czy warto? Jeżeli jesteście przekonani, że z e-czytnika będziecie często korzystać, to zdecydowanie jest to zakup, którego nie pożałujecie. Jeżeli jednak ma to być jedynie uzupełnienie waszych czytelniczych zwyczajów lub wręcz eksperyment – zalecam jednak zainteresować się produktami konkurencji, w tym często przytaczanymi i sporo tańszymi Kindle’ami.
Wady:

  • Słaba jakość wykonania (trzeszczenie obudowy).
  • Niezadowalająca płynność działania interfejsu.
  • Brak głośnika.

Zalety:

  • Bardzo dobry ekran – wysoka rozdzielczość i podświetlenie.
  • Wysoka ergonomia – mimo wadliwego spasowania elementów, czytnik świetnie leży w dłoni.
  • Przejrzysty i przemyślany interfejs.
  • Dropbox! A także inne aplikacje (z wyjątkiem przeglądarki internetowej).
  • Długi czas pracy na baterii.

OCENA:

8,5/10

Conowego poleca