Gry komputerowe winne zamieszkom w Ełku – tak uważa Grzegorz Lindenberg

Już dawno nikt nie przywoływał tematu gier komputerowych, jako głównego źródła całego zła tego świata. Dziś za sprawą Grzegorza Lindenberga,  jednego ze współzałożycieli Gazety Wyborczej oraz założyciela Super Expressu, temat powraca. Nie uwierzycie, ale to gry komputerowe są odpowiedzialne za zamieszki na tle narodowościowym w Ełku oraz ataki na policjantów w Białymstoku.
Grzegorz Lindenberg, za pośrednictwem swojego profilu w serwisie Facebook, opublikował oświadczenie, stanowiące uzupełnienie dla wypowiedzi udzielonej w dniu wczorajszym redaktorowi Andrzejowi Morozowskiemu. Lindenberg uważa, że agresja nie jest ukierunkowana jednoznacznie na żadną określoną grupę społeczną. Agresja, zdaniem dziennikarza, bierze się z grania w „agresywne gry komputerowe”.

„Założę się, że jakby przepytać uczestników zamieszek w Ełku ile czasu poświęcają codziennie na takie gry to by się okazało, że wszyscy i po kilka godzin. Tam agresja jest premiowana i bezkarna. I naprawdę, jak ktoś jest agresywny przez kilka godzin dziennie codziennie to w życiu realnym będzie spokojny i pojednawczy?” – czytamy w poście.

Druga przyczyna, wskazywana przez Lindenberga, wydaje się mieć nieco mocniejsze oparcie w tym, co wszyscy możemy zaobserwować od kilku lat w sieci. Wśród internautów pojawia się coraz więcej osób wykorzystujących agresję werbalną, jako jedyną słuszną metodę komunikacji. Co więcej, postawy agresywne coraz częściej są akceptowane, a nawet pochwalane – wystarczy spojrzeć przecież na utarczki na rodzimej scenie YouTube’a.

„Drugie miejsce dałbym Internetowi, z agresją słowną, która nie tylko jest bezkarna ale i popierana przez grupę odniesienia, jest dla takiego środowiska normą. No i są dalsze przyczyny, ale to już by wymagało artykułu. W każdym razie: ta agresja szuka ujścia, im bardziej popierają ją publicznie politycy tym oczywiście wyraża się łatwiej, ale tak naprawdę szuka sobie pretekstu do wybuchu i łatwo dostępnego obiektu, na którym można ją rozładować i zasługując sobie na podziw własnej grupy.” – pisze dalej Lindenberg.

LindenbergChuligani z ulic przenieśli się do zakamarków internetu? Być może – w końcu w sieci przeważnie pozostają bezkarni. Niestety.

 
 

Źródło:Facebook
zdj. tytułowe: Tomasz Waszczuk/PAP